Co kawa, alkohol i jazz mogą cię nauczyć o sobie

Nie zacząłem pić kawy, dopóki nie miałem około 25 lat. Nie miałem do tego smaku. Zbyt gorzki. Słodkie napoje podobały mi się, jak Coca-Cola, Pepsi. Nie takie bzdury dietetyczne, od których wszyscy są teraz uzależnieni. Prawdziwe gówno. Ten z całym syropem kukurydzianym o wysokiej zawartości fruktozy, który sprawia, że ​​jesteś gruby. Byłem wtedy gruby. Nie pieprzyłem się. Kocham to. Wypiłbym dwulitrowy na jednym siedzeniu.

Pewnej nocy byłem na ostatecznym terminie. Artykuł miał nadejść rano. Jakoś przeszedłem przez szkołę średnią i college bez jednej filiżanki Joe; nagle jednak nie był to najgorszy pomysł. Gdybym mógł po prostu znieść ten smak, może dowiedzieć się, ile cukrów dodać, nie zmieniając go w bałagan. Poszedłem do 24-godzinnego Dunkin Donuts. Zamówiłem. Włożyłem 4 cukry. Spróbowałem. Hmm Może kawa nie była taka zła.

Niedługo potem dostałem pracę. To było zupełnie inne niż moja stara praca - siedzenie w studiu nagrań do wczesnych godzin porannych, robienie muzyki i jedzenie pizzy Domino. Ta praca wymagała ode mnie bycia w biurze, czujności, pomysłów. W przeciwieństwie do muzyki wymagało ode mnie myślenia, a nie stępienia umiejętności myślenia. I tak po długim autobusie jadącym na Manhattan, dostawałem filiżankę kawy z wózka śniadaniowego przed budynkiem. „Mała kawa, pół i pół, jeden słodki i niski”, powiedziałbym. Potem oddałbym dolara.

Z biegiem czasu zacząłem trochę więcej kawy. Niewiele więcej, ale trochę. Teraz wszyscy bardziej lubią kawę. Skąd to pochodzi. Jak to jest zrobione. Nie przepadam za tym w ten sposób - szczerze mówiąc, wcale mnie to nie obchodzi, o ile nie jest to obrzydliwe. Są większe rzeczy do zmartwienia niż to, czy moja fasola ma jedno pochodzenie, czy sto lat, czy to gówno zostało zrobione w gigantycznej fabryce, czy też jeden facet upiekł je w wannie. To znaczy, nie oceniam nikogo, kto się tym martwi. Mówię tylko, że nie.

Lubię kawę.

Pierwszy łyk alkoholu wypiłem w wieku 10 lub 11 lat. Chodziłem z przyjaciółmi, przechodziłem milę lub dwie w górę Forest Ave. do sklepu, w którym sprzedawano piwo nieletnim i kupowałem 40 uncji. butelki Olde English lub St. Ides, bez względu na to bzdurne piwo, które zmusili raperów do sprzedawania w latach 90. Wypiłbym trochę, ale nie piłem dużo - jak kawa, piwo nie było czymś, co mnie podnieciło. Smakowało jak gówno i nadal smakuje.

Na studiach zacząłem promować imprezy, robiąc drzwi w małej dziurce w barach i nocnych klubach. Naprawdę nie lubiłem wychodzić; to był sposób na zrobienie tego i bycie przydatnym. Ludzie, których społeczeństwo mogłoby uznać za nieco niesmaczne, byli tymi, którzy w większości patronowali tym placówkom. Więcej razy, niż pamiętam, byłem w środku, gdy wybuchła walka, rozległy się strzały i zadzwonili gliniarze. To była dobra zabawa i przeważnie dobra zabawa, ale zdecydowanie trudna scena.

Piłem owocowe rzeczy - wódkę z sokiem ananasowym, wódkę z sokiem żurawinowym, Hypnotiq, Alize, inne cukierkowe śmieci. Nigdy nie piłem za dużo, ponieważ, jak powiedziałem, musicie w pewnym sensie pozostać na palcach. Tylko raz lub dwa razy przypominam sobie, że kiedykolwiek byłem naprawdę pijany, i to były czasy, kiedy przyjechałem na Manhattan i miałem trochę mniej powodów do zmartwień. Nie mogę powiedzieć, że podobało mi się to, co piłem; były to głównie rozwodnione śmieci.

Kilka lat temu zacząłem chodzić z dziewczyną, która była DJ-em. Wyszła co noc i wypiła prosto wódkę. Tak naprawdę nigdy tego nie zrobiłam, ponieważ alkohol był dla mnie obrzydliwy. Ale zacząłem pić alkohol prosto i uważam, że jest to o wiele przyjemniejsze. Piłem wolniej, właściwie mogłem spróbować płynu. To nie było okropne. Ani trochę. Zacząłem polubić napój.

Lubie alkohol

Gdy dorastaliśmy, mój tata grał dużo muzyki jazzowej w domu. Dużo muzyki, ale przede wszystkim jazzu. Naprawdę nie lubiłem jazzu. Nie wiem, chyba to, w co grał - całe to dziwne, eksperymentalne gówno z lat 60. i 70. - brakowało melodii, harmonii, rytmu. To brzmiało jak hałas. Może tak było. A może nie było. Może po prostu nie miałem na to ucha.

Zawsze lubiłem inną muzykę, którą grał mój tata. Klasyczna dusza. Doo-Wop. Spirituals. Ewangelia. Prawdziwy rock n 'roll, gówno, które pojawiło się przed wszystkimi innymi gównami, które ci powiedzieli, to rock n' roll. Jest coś w muzyce, którą słyszysz dorastając, zapada się w twoją duszę, przenika do twoich kości, staje się częścią ciebie. Wszędzie, gdzie chodzisz, te teksty, te melodie, te intonacje, te głosy, idą z tobą.

Ale jazz, tak, jazz, z którym po prostu nie mogłem. Mogę to docenić. „Synu, posłuchaj tego,” powiedział mój tata, prosząc mnie, abym usiadł z nim przez chwilę. I zrobiłbym, ale wtedy musiałbym wstać. Pięć, może dziesięć minut - to wszystko, co mogłem znieść. Nie tylko brzmiało to jak hałas, ale także… było nudne. Byłem dzieckiem. Nie miałem uwagi. „Czy nie widzisz różnych kolorów dźwięku?”, Pytałby mój tata. „Tak, widzę ich”, powiedziałbym. Nie widziałem żadnych cholernych kolorów.

Ostatnio zacząłem słuchać dużo jazzu. Nie tylko jazz, ale dużo jazzu. Znacznie więcej niż w przeszłości. Prawdę mówiąc, w późnych latach dwudziestych i dwudziestych część mojego taty zaczęła się tonąć i zaczęłam dostrzegać kolory. Mam na myśli, że przechodzisz okresy, w których słuchasz tego lub tamtego, cokolwiek przemawia do twojego szczególnego stanu umysłu. Przez jakiś czas miałem fazę punk rocka. Każdy interesuje się różnymi punktami swojego życia. Myślę, że jest to emocjonalne, pewne zmysły wyostrzone i bardziej świadome różnych rzeczy, różnych wyzwalaczy. Tak czy inaczej.

Lubię jazz.

Skontaktuj się z paulcantor@gmail.com