Być kobietą i być nasyconym

Śledź Jamie na Instagramie

Ostatnio robię coś w restauracjach, czego zwykle nie robię. Przeszukam menu i wyląduję dokładnie na tym, co brzmi najsmaczniej, i zamówię to. Czasami to sałatka. Najczęściej jest to danie z makaronem, risotto lub żebro z frytkami. Jest to dla mnie wyjątek, ponieważ skanowałem menu, widziałem element, który najbardziej chciałem, odrzucałem własne pragnienie, a następnie wybrałem nijaki, wtórny, „zdrowy” element, który sprawia, że ​​nie chcę płacić za posiłek - ale hej, optyka, jako kobieta, jest lepsza, kiedy dostaję bez smaku sałatkę, ubierając z boku, proszę!

Widzisz, „reguły” społeczne są jasne: kobiety jedzą sałatki, a one „kradną” frytki swojemu partnerowi (oczywiście w związku heteroseksualnym - logistyka kradzieży narybku i zamawiania sałatek u osób tej samej płci relacje nie są dla mnie jasne, więc pozostanę przy tym, co wiem). Kobiety mają odrzucić deser. Powiedz nie frytkom. Zjedz burgera, ale oczywiście bez bułki. To wszystko jest bardzo skromne. Bardzo sexy Cała ta samokontrola wywierana na jedzenie - pyszne, niesamowite jedzenie - nietknięte, niewidoczne, ale nigdy nie pożądane. My, kobiety, jesteśmy pełni pragnienia. Duże apetyty Nauczyliśmy się zaprzeczać tak wiele. Jakby zaprzeczanie sobie jest kobiecością. Odmawiaj seksu. Odmawiaj jedzenia. Odmawiaj przyjemności. Zaprzeczyć sobie. Odrzuć naszą autentyczność. Odrzuć - najgorsze ze wszystkich - nasz gniew, naszą ludzkość, naszą moc.

Kiedyś kupowałem małe talerze jako taktykę dietetyczną. Im mniejszy talerz, tym mniej jedzenia zjesz, kobieta powiedziała mi to, gdy byłam młodą dziewczyną i zinternalizowałem go jako ewangelię, desperacko chcąc opanować ten szalony, niesforny apetyt, z którym „walczyłem”. Jak chciałem i jak odmówiłem.

Nieświadomie, dopóki nie zdaję sobie z tego sprawy i do dziś piję ogromną szklankę wody przed, w trakcie i po jedzeniu, aby „mój mózg wiedział, że jestem pełny”. Kolejna wytyczna dotycząca diety.

Nadal najpierw jem sałatkę, jeśli dostanę sałatkę do posiłku. Podobno sałatka powstrzyma cię od zjedzenia pełnego posiłku. Kiedyś zostawiałem jedzenie na talerzu, odczuwałam odrobinę radości - chociaż nienawidziłam siebie za to, że nienawidziłam, że czuję się bardziej kobieca, bardziej akceptowalna, smaczniejsza.

W przeszłości spędzałem całe kolacje na wpół słuchając, na wpół uczestnicząc, ponieważ byłem zajęty ustawianiem koszyka na chleb, gotów nie jeść nic. Chcę, aby moja siła woli sprawowała nade mną władzę. Chcąc nie chcieć tego chleba, nie chcę oblewać go masłem i jęczeć, gdy topi się w moich ustach.

Na pierwszej imprezie studenckiej, na której kiedykolwiek byłem, nie pamiętam, kto tam był ani co zrobiliśmy, ale pamiętam, że gapiłem się na talerz ciasteczek z kawałkami czekolady i żałowałem, że nie chciałem jednego, zmuszając się, żeby nie jeść i wykorzystując całą moją energię, aby powstrzymać moją rękę przed sięgnięciem po jedną. To była także noc mojego pierwszego pocałunku, ale pamiętam tylko te ciasteczka z kawałkami czekolady i intensywność mojego pragnienia, intensywność mojego zaprzeczenia i to, czego nauczyło mnie, w jaki sposób chwilowe decyzje stają się wzorami, stają się sposobami życia.

Spędziłem dziesięciolecia bojąc się chleba. Boję się makaronu. Boi się cukru. Boję się masła. Boi się „za dużo owoców, bo owoce mają cukier”. Boi się ciasta. Boję się pragnienia, pragnienia, pragnienia. Boję się jedzenia. Przestraszony. Przerażony. Chciałbym, żeby to była hiperbola. Każda kobieta wie, że nie.

Kilka miesięcy temu coś się we mnie zmieniło. Być może przeniósł się do Paryża i był we Francji, gdzie jedzenie ma być rozkoszowane, z przyjemnością, z masłem, chlebem, z frytkami po swojej stronie. Mieć to wszystko!

W pierwszym miesiącu w Paryżu zostawiałem jedzenie na talerzu w każdej restauracji. Kelnerzy patrzyli na mnie dziwnie, niektórzy na tyle odważni, by komentować - za każdym razem byli obrażeni, zaniepokojeni, że zmarnuję ich jedzenie. Rozejrzałbym się wokół i zobaczyłem ludzi zbierających resztki talerza - znałbyś turystę, gdyby poprosił o torbę na wynos. Nagle znalazłem się w kraju, w którym świętowano jedzenie, zamiast obarczonego poczuciem winy i bez winy, bezglutenowych i beztłuszczowych oraz kalorii w każdym menu i napełnionych napięciem obiadach, gdy kobiety próbowały negocjować ze sobą, który szedł przyznać, że chcieli pieprzonych frytek, pieprzonej pizzy, pieprzonego makaronu - jakby przyznanie się do apetytu było haniebne. A kto może nas winić? Nauczono nas, że nasz głód jest haniebny, nieładny.

Zmiana we mnie zaczęła się powoli, a potem nagle, jak to często się dzieje. Częściowo mieszkał we Francji, tak, nie można temu zaprzeczyć. Ale inną częścią tego było to, że żyłem pierwszy raz od bardzo dawna, jeśli nie pierwszy raz w życiu. Wyszedłem z głowy, czując i żyjąc jako pierwszy, bez przemyślenia, bez przemyślenia każdej decyzji. Odkryłem, że kiedy zaufałem sobie i czułem elektryczne poczucie bycia żywym - to, czego chciałem, to jedzenie. Nie, podskakuj w ciemności o północy i źle się czuję z powodu jedzenia. Nie, chciałem chrupiące bagietki i miękkie sery oraz uczucie pełnego brzucha capellini i mojej własnej neapolitańskiej pizzy z cienką skórką, nie do podzielenia się, cholera, chcę własny talerz, własne danie, własną porcję tego cholernego życia to jest moje, na miłość boską!

W tych paryskich kawiarniach z nowym pragnieniem odkrywania i przeżywania życia - czułem, że mój apetyt rozpalił się, iskrzył z głębi mnie, ujawniał się poza miejscem zaprzeczenia, poza kobietą, która kupowała tylko małe talerze, która piła wodę, aby się stłumić, a która w wieku dwudziestu kilku lat rozważała operację odchudzającą każdego dnia, która tak bardzo wstydziła się jedzenia, poczuła się jak na polu minowym złych decyzji, poczucia winy i żalu.

Nienawidziłem głodu.

Teraz jedzenie jest jak pieprzona rewolucja.

Przeglądam menu i mówię do kelnera: Chcę to, chcę to źle, chcę tego, czego chcę i pozwalam sobie na to. To nie jest tak, że zamawiam szparagowe risotto - czuję, że mówię „tak” mojemu jebanemu życiu. Wydaje mi się, że w końcu mówię do siebie: pozwól sobie pragnąć, pozwól się odżywić, pozwól sobie doświadczyć przyjemności przebywania w tym ciele fizycznym, bycia w stanie smakować, czuć, dotykać, widzieć i słyszeć - i używać tych zmysłów tak jakby zostały podane w określonym celu. Nie marnuj ich. Język zaprzeczania jest wpleciony w tkaninę naszych kobiet - i do cholery, czy nie chcemy doświadczyć naszych zmysłów w ogniu, pozwolić im się uwolnić, dać się zdewastować przez życie w najlepszy sposób? Czy nie chcemy, aby nasze apetyty zostały spełnione i zaspokojone?

Czy nie jesteśmy gotowi na zaspokojenie? Być pełny?

Jestem.

Jestem taki cholernie gotowy. Daj mi to wszystko. Wypełnij mnie.

Jamie Varon jest pisarzem, projektantem i konsultantem kreatywnym mieszkającym obecnie we Francji. Śledź ją na Instagramie. Daj jej wskazówkę, jeśli podobał ci się ten post.