Ten miłośnik fast-foodów, nienawidzący substancji organicznych profesor Ivy League sprawi, że zaczniesz jeść lepiej

Jego wskazówka nr 1: nie chodzi o jedzenie - chodzi o twoje otoczenie.

Dzwoni do mnie kurczak Quesadilla Grande. Jestem opóźniona, głodna i jestem całkiem pewna, że ​​gigantyczna kupa stopionego sera dramatycznie poprawi moje spojrzenie na życie. Ale teraz, przed uznanym autorytetem w zakresie zdrowego odżywiania? To nie wydaje się taki świetny pomysł.

Brian Wansink Zdjęcia: Tristan Spinski / GRAIN Images

Jestem tutaj w Applebee's w Ithaca w Nowym Jorku, gdzie Brian Wansink, psycholog żywności Cornell, ocenia moje nawyki żywieniowe. Jak dotąd, mówi, mam dla mnie kilka rzeczy: siedzą przy oknie, co pokazały jego badania, o 80 procent większe prawdopodobieństwo zamówienia sałatki. Gdybyśmy wybrali stoisko przy barze, nasze ryzyko zamówienia deseru byłoby o 73 procent większe. Powinienem się cieszyć, mówi, że lampy sufitowe rzucają radosny blask i że „Where Have All the Cowboys Gone?” Pauli Cole gra łagodnie; przyćmione oświetlenie i głośna muzyka wiążą się ze spożywaniem dużej ilości kalorii, nie mówiąc już o niższym zadowoleniu z posiłku.

Może to dzięki dobremu otoczeniu, kiedy przybywa kelnerka, sumiennie zamawiam sałatkę truskawkowo-awokado z grillowanym kurczakiem. Potem kolej na Wansink. „Zjem sałatkę z klina na bekonie i ranczo”, mówi. „Następnie francuska zupa cebulowa i suwaki cheeseburger. I dietetyczna cola. ”

Wydaje się zadowolony z siebie. „Zamówiłem podstawowe jedzenie komfortowe”, oferuje wesoło. „Zamówiłeś trochę zabawniejszego.” Staram się nie skrzywić. „Jeśli mówisz ludziom, aby zwracali uwagę na to, co zamawiają, nie podobają im się tak bardzo i nadrabiają to później”, wyjaśnia. „Mówią sobie, że zasługują na lody, ponieważ praktycznie zjedli sałatkę na obiad”.

Wydaje mi się, że świetnie, gdy przeglądam workową sałatę zwieńczoną gumowym kurczakiem, kilka mącznych truskawek i grono sztywnych plasterków awokado. Po drugiej stronie stołu Wansink wbija się w swoją zupę, owijając długie łyżki stopionego Szwajcara wokół łyżki. Zanim pojawią się jego suwaki, jest już tak pełny, że może ukończyć tylko jeden. Ma kelnerkę spakować pozostałe dwie.

Wansink prowadzi Cornell's Food and Brand Lab, poświęcone badaniu, w jaki sposób nasze otoczenie fizyczne - od układu supermarketów po opakowania żywności po kolor ścian w kuchni - wpływa na to, co i jak jemy. Laboratorium, które założył na University of Illinois w 1997 roku i przeniósł się do Cornell w 2005 roku, czerpie fundusze z agencji rządowych i branżowych grup handlowych. Mieści dwóch pełnoetatowych członków wydziału, sześciu do ośmiu pracowników oraz około 15 absolwentów, doktorów i odwiedzających naukowców z tak różnych dziedzin, jak nauki o żywności, rolnictwo, ekonomia, marketing i psychologia.

Laboratorium mieści się w okazałym budynku kampusu Cornell's College of Agriculture and Life Sciences. Zajmuje ono zestaw biur i sal lekcyjnych, a także coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak niezwykła przestrzeń seminaryjna: duży prostokątny stół, biała tablica, grad pozbawiony snu studenci Ale w dni eksperymentów wychodzą obrusy, naczynia i sztućce. Naukowcy konfigurują meble tak, aby przypominały restaurację lub domową jadalnię, i wykorzystują ukryte kamery i dwukierunkowe lustra do dokumentowania działań swoich poddanych.

Po lunchu obserwuję, jak Wansink prowadzi seminarium dla absolwentów na temat zachowań żywieniowych. Uczniowie na zmianę informują o swoich postępach. Żarłoczny postdoc o imieniu John próbuje dowiedzieć się, dlaczego ludzie, którzy oddają się nowościom, takim jak smażone batony Snickers na targach państwowych, są szczuplejsi niż ci, którzy wybierają bardziej konwencjonalne potrawy, takie jak hamburgery. Smukły doktor w okularach kandydat używa dwóch wersji klipu z filmu Harold do badania sytości. Odkryła, że ​​uczniowie, którzy oglądają klip, w którym bohaterowie kończą posiłek, jedzą nieco później niż ci, którzy pokazali wersję, która kończy się posiłkiem w toku. Aner, krępy izraelski badacz, planuje zbadać, czy kupujący, którzy żują miętową gumę, dokonują zdrowszych wyborów w supermarkecie. Kiedy Wansink słyszy coś, co mu się podoba, uderza w stół i ogłasza: „To naprawdę fajne dane”.

„Istnieje milion dietetyków, którzy mówią, abyś jadł jabłko zamiast baru Snickers”, mówi Wansink. „Chcę poznać ludzi tam, gdzie są”.

Wansink ma 54 lata i ma nordycki wygląd - wysoki, z delikatnymi blond włosami, białymi rzęsami i jasnoniebieskimi oczami. Jest wiecznie animowany, często dosłownie krzyczy z zachwytu. Dorastał w Sioux City w stanie Iowa, gdzie jego ojciec pracował w komercyjnej piekarni, ładując babeczki na przenośnik taśmowy. Jako nastolatek zafascynował go życie Herberta Hoovera, a zwłaszcza jego praca nad poprawą dostępu do żywności dla Amerykanów. „Nie pozwalał ludziom głodować” - mówi Wansink. „Powiedziałem sobie:„ Jeśli kiedykolwiek uda mi się zrobić ułamek tego, co zrobił dla pomocy żywnościowej, będę najszczęśliwszym facetem na świecie ”.

Wansink nie ma nadwagi ani nie jest wyjątkowo sprawny fizycznie. Czasami ćwiczy i stara się „nie jeść niczego okropnego”, ale nie dietetycznie. Jego tajwańsko-amerykańska żona Jeryuan, która trenowała w Le Cordon Bleu, gotuje standardowe amerykańskie potrawy, gdy jej mąż jest w domu. Kiedy wyszedł, ona przygotowuje chińskie jedzenie - które mu się nie podoba - dla niej i ich trzech córek. Wansink podnosi się dokładnie o 4:46 rano i często pracuje po kolacji. Jest zadziwiająco płodny - opublikował 123 badania od 2005 r., Kiedy artykuły z magazynu O Oprah Winfrey w „New York Times” opisały jego odkrycia, że ​​ludzie, którzy używali mniejszych talerzy i wysokich, cienkich szklanek, spożywali mniej kalorii niż ci, którzy używali większych i krótkich talerzy, przysadziste okulary. Kierunek jego badań jest wprost sprzeczny z powszechną mądrością w kręgach żywieniowych - że sposobem na ulepszenie amerykańskiej diety jest uczenie ludzi o zagrożeniach związanych z tłuszczami trans, rafinowanym cukrem i białą mąką. W opinii Wansink jest to przegrana bitwa - gdybyśmy byli racjonalnymi zjadaczami, branża przekąsek już nie działałaby. „Istnieje milion dietetyków, którzy mówią, abyś jadł jabłko zamiast baru Snickers” - mówi. „Chcę poznać ludzi tam, gdzie są”.

Wansink naprawdę wkroczył na popularną scenę dzięki swojej książce z 2006 r. Bezmyślne jedzenie: dlaczego jemy więcej niż myślimy, która stała się bestsellerem New York Times. Można pomyśleć o „bezmyślnym jedzeniu”, jak pisał, wdychając worek z frytkami przed telewizorem. Zamiast tego spójrz na to, jak robi drobne poprawki do twoich nawyków - za pomocą małych talerzy, trzymania płatków w szafce zamiast na blacie lub rozpoczynania zakupów spożywczych w przejściu do produktów.

Jeśli naprawdę chcemy jeść lepiej, wyjaśnia Wansink, musimy oszukać mózg w dokonywaniu właściwych wyborów. Laboratorium Food and Brand poradziło kiedyś mężczyźnie - przypadkowi ludzie czasami dzwonią z pytaniami lub problemami - który chciał rzucić picie Slurpee każdego dnia. Zespół wiedział, że samo powiedzenie mu, aby unikał 7-Eleven, nie zadziała. „Powiedzieliśmy mu, że musi go wypić na parkingu” - mówi Wansink. „Musiał tam usiąść i wypić tę głupią rzecz i zmrozić mózg”. Wkrótce Slurpee Guy zerwał z nałogiem.

Jeśli chodzi o jego osobiste wybory, Wansink uważa żywność organiczną za stratę pieniędzy, pije sześć dietetycznych napojów dziennie i zabiera swoje dzieci do McDonald's po kościele w niedziele. Odrzuca pojęcie dobrych i złych kalorii - uważa, że ​​w granicach rozsądku to, co jemy, ma mniejsze znaczenie niż to, ile jemy. (Rzeczywiście, naukowcy z National Institutes of Health niedawno odkryli, że dorośli stosujący zbilansowaną dietę zawierającą przetworzone węglowodany z produktów takich jak biały chleb, ryż instant i owoce pakowane w słodkim syropie radzili sobie równie dobrze - przynajmniej pod względem czynników ryzyka sercowo-naczyniowego - jak ci, którzy spożywają węglowodany z jabłek, produktów pełnoziarnistych i owsa krojonego w stali. Ale spożywanie mniejszej ilości węglowodanów i ogólnej ilości kalorii miało znaczenie.) To nie tak, że Wansink nie uważa, że ​​powinniśmy jeść nasze warzywa. Jest po prostu realistyczny. „Byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli być uważnymi zjadaczami” - mówi Wansink. „Ale większość z nas nie ma luksusu pokroić groszek na pół, posmakować go i zadać sobie pytanie:„ Czy jesteśmy już pełni? ”Mamy pracę na pełny etat. Wracamy do domu, a dzieci biegają. Łatwiej jest nam skonfigurować nasze najbliższe środowisko, aby łatwiej było jeść lepiej ”.

Przez całe życie libertarianin sprzeciwia się także podatkom sodowym i przepisom, które wymagają, aby restauracje fast food zamieszczały informacje o wartościach odżywczych. Uważa taką taktykę za elitarną i nie nienawidzi niczego więcej niż elitarności. Możesz myśleć o nim jako o anty Alice Alice Waters. Kiedy powiedziałem mu, że mam nadzieję pójść do restauracji Moosewood, słynnej świątyni wegetariańskiego hippisowskiego jedzenia Itaki, skrzywił się. „Kelnerzy i kelnerki tam wydają się być naprawdę sprytni” - powiedział. „I to jest takie drogie”. Woli Taco Bell. „Gdzie jeszcze możesz nakarmić pięcioosobową rodzinę za mniej niż 10 USD?”

Ale jeśli nie pasuje do panującej klasy intelektualistów-smakoszy, zyskał reputację sympatycznego prowokatora. New York Times nazwał pracę Wansink „genialnie psotną”. Profesor żywienia i autorka New York University Marion Nestle publicznie nie zgadza się z jego stanowiskiem, że rząd nie jest w stanie naprawić epidemii otyłości - ale i tak przydziela swoje książki swoim studentom. Mark Bittman, dziennikarz ds. Żywności, debatował nad tym, czy zdrowe odżywianie jest kwestią świadomego wyboru (przekonanie Bittmana) lub reakcji na wskazówki środowiskowe (Wansink), ale obaj są kumplami. Kiedy Bittman odwiedził Itacę w 2013 roku, zjadł kolację Wansink.

Uwaga do siebie: odłóż płatki i użyj mniejszych talerzy. To znaczy, kiedy faktycznie gotujesz - co dla większości z nas nie zdarza się tak często. Badania przeprowadzone w ostatnich latach wykazały, że Amerykanie jedzą 43% posiłków poza domem i spożywają o 31% więcej pakowanego jedzenia niż świeże. Jak więc przekonać restauracje, aby zmniejszyły swoje firmy i firmy, aby oferowały mniej chipsów na torbę?

Wansink mówi, że tego rodzaju zmiany nie nastąpią, chyba że są opłacalne - i mogą być. Jego chwila aha nadeszła w kinie w 1995 roku. Następnie, asystent profesora marketingu w Wharton School of Business na University of Pennsylvania, pracował nad eksperymentem na temat pakowania żywności. Chciał sprawdzić, czy filmowcy zjedzą mniej przekąsek, jeśli znajdą się w przezroczystych pojemnikach. On i jego studenci planowali wrzucić Ziarna pszenicy i M & M do dużych torebek Ziploc, ale przez pomyłkę przynieśli także małe, wielkości przekąsek. Ponieważ nie było wystarczającej ilości dużych toreb, aby je obejść, niektórzy filmowcy mieli zamiast tego cztery małe.

„Istnieje wiele sposobów, dzięki którym firmy mogą pomóc ludziom jeść lepiej i zarabiać więcej pieniędzy” - mówi Wansink. „Ale oni po prostu nie myślą o tych rzeczach”.

Stało się coś zaskakującego: większość ludzi, którzy otrzymali cztery małe torby, skończyła tylko jedną lub dwie. W kwestionariuszu uzupełniającym Wansink zapytał uczestników, ile więcej zapłaciliby za przekąski dostarczane w wielu małych paczkach zamiast jednego dużego. Większość stwierdziła, że ​​wydaliby o 20 procent więcej.

Swoje ustalenia przedstawił kierownictwu przemysłu spożywczego, którzy byli sceptyczni. Jednak w końcu dział Nabisco Kraft zaczął oferować przekąski w paczkach zawierających kilka 100-kalorycznych torebek i kosztował więcej niż równowartość w jednej dużej paczce. To był hit i przez kilka następnych lat inni giganci kulinarni poszli w ich ślady. „Istnieje wiele sposobów, dzięki którym firmy mogą pomóc ludziom jeść lepiej i zarabiać więcej pieniędzy” - mówi Wansink. „Ale oni po prostu nie myślą o tych rzeczach”.

Z początku cały ten pomysł wydawał mi się sprzeczny z intuicją. W końcu, czy firmy nie chcą, abyśmy konsumowali jak najwięcej swoich produktów? Wansink wyjaśnił, że nie zawsze tak jest. Na przykład w badaniu z 2008 r. Jego badacze potajemnie zaobserwowali 213 gości przy 11 chińskich bufetach w całych Stanach Zjednoczonych, odnotowując szczegóły, takie jak miejsce, w którym siedzieli, ile czasu zajęło im dokończenie jedzenia, jakie jedzenie wybrali i ile razy wrócili do bufetu.

Dzięki dopasowaniu kształtów ciała osób jadących do wykresów wzrostu i masy ciała zespół był w stanie oszacować wskaźniki masy ciała. Zaczęli zauważać wyraźne różnice w zachowaniu: większość chudych gości jadła pałeczkami; cięższe używane widelce. W cienkich restauracjach zwykle stosowano mniejsze talerze; cięższe kolacje wybrały większe. I podczas gdy 71 procent szczupłych ludzi badało cały bufet, zanim pomogło sobie w przygotowaniu najbardziej atrakcyjnych potraw, cięższe osoby zwykle zaczynały od razu i zabierały trochę wszystkiego, Wansink napisał: „że nie nienawidzą”. cięższe kolacje siedziały 16 stóp bliżej bufetu niż chude, które również wybierały siedzenia odwrócone od bufetu. Wansink podzielił się swoimi odkryciami z właścicielem 63 chińskich bufetów w środkowej Pensylwanii. Niedługo potem właściciel porzucił widelce do pałeczek, zmniejszył rozmiary talerzy i umieścił je tak, że goście musieli przejść przez cały bufet przed podaniem siebie, i rozłożył składane parawany, aby goście nie widzieli jedzenia z miejsc. Wansink, syn właściciela, szacuje oszczędności na około 36 000 USD rocznie na restaurację.

Firmy nie zawsze tak szybko przyjmują jego sztuczki. W przejściu z przekąskami w lokalnym supermarkecie Wansink zatrzymuje się przed frytkami, aby opowiedzieć mi o ostatnich badaniach, które przeprowadził z puszkami Pringles. W odstępach 7 lub 14 żetonów (nie miało to większego znaczenia), jego zespół wkładał Pringle'a barwionego na czerwono. Uczestnicy laboratorium, którzy otrzymali te subtelne przypomnienia, zużyli średnio o 50 procent mniej żetonów niż kontrolni przekąski, którzy dostali regularne Pringles.

„Ale co w tym jest dla firmy?” - pytam.

„Cóż, jedną rzeczą, na którą możesz chcieć spojrzeć, jest liczba różnych rodzajów Pringles”, mówi Wansink. „Posiadanie choćby jednej wersji z kontrolą kalorii”, mówi, może przekonać świadomego zdrowia kupującego do kupowania Pringles zamiast, powiedzmy, niskotłuszczowych chrupek serowych. „To zdecydowanie wygrana”.

Do tej pory Kellogg's, który jest właścicielem marki Pringles, nie testował tej strategii na rynku, i nie ma problemu z Wansink - może zrobi to inna firma. Food and Brand Lab przyjmuje fundusze od firm spożywczych, mówi Wansink, ale pod warunkiem, że finansowane przez nich badania dotyczą całego sektora. Na przykład jedna z dużych firm zajmujących się przetwarzaniem soi sfinansowała badanie, w jaki sposób zachęcić młode kobiety do jedzenia więcej tofu. Ustalenia - że najbardziej udane kampanie podkreślają niską liczbę kalorii i wygodę tofu, a nie korzyści zdrowotne - są publikowane i dostępne dla każdego sprzedawcy tofu.

Poza granicami laboratorium Wansink zatrudnił jednego dużego prywatnego klienta: McDonald's. W 2008 r. Niezależnie sfinansował badanie dotyczące Happy Meals, spędzając trzy tygodnie na jedzeniu dzieci. Odkrył, że nie ma znaczenia, co McDonald's włożył do posiłku. Dzieciom zależało głównie na zabawce - w rzeczywistości większość przestała jeść, gdy ją rozpakowała. Trzy lata później McDonald's zatrudnił firmę Wansink, aby ustalić, czy jakieś zmiany, które wprowadziła w Happy Meals - porzucając sos karmelowy, który towarzyszył plasterkom jabłek i promując mleko zamiast sody - faktycznie skłoniły dzieci do jedzenia bardziej pożywnych potraw w swoich restauracjach. (Wansink stwierdził, że tak.) „To, co sprawia, że ​​Happy Meals są szczęśliwe i zabawne, to nie jedzenie, tylko atmosfera i zabawki” - mówi. „McDonald's wygrywa, ponieważ rodzice czują się mniej winni, że zabierają tam swoje dzieci”.

Wansink tak wiele opowiedział o swoich ulubionych markach - McDonald's, Taco Bell, Coke - że wywołało to mój wykrywacz konfliktu interesów. Ale on nie jest szylingiem. Po prostu szczerze wierzy, że korporacje mogą być najpotężniejszymi instrumentami zmian, a także mają dobre intencje. „Bardziej niż wiele rodzinnych restauracji” - powiedział mi z całą powagą - „McDonald's chce postępować właściwie”.

Ta wiara w rynek jest tym, co wyróżnia Wansink od grup wspierających, które próbowały zawstydzić firmy spożywcze, aby wytwarzały zdrowsze produkty. Na przykład Rudd Center University of Connecticut ds. Polityki żywnościowej i otyłości wydaje regularne raporty na temat niesamowitej wielkości fast foodów dla dzieci, ujawnia główne sieci kierujące reklamy do dzieci i wzywa rząd do przyjęcia polityki zniechęcającej producentów do wytwarzanie niezdrowego jedzenia.

„Nie ma mowy, aby rząd był wystarczająco inteligentny, zamożny lub kreatywny, aby móc zmienić to, co ludzie robią, jeśli chodzi o jedzenie”.

Dietetyczka Marion Nestle uważa, że ​​podejście Wansink nie idzie wystarczająco daleko. „Jest świetną zabawą i ma sprytne pomysły, jak nakłaniać ludzi do dokonywania zdrowszych wyborów żywieniowych” - powiedziała w e-mailu. Ale próba przekonania poszczególnych firm do dokonania właściwych wyborów „jest wysoce nieefektywna - niektóre zrobią, inne nie. Właśnie dlatego przepisy działają lepiej. Wymagają od firm spożywczych odpowiedzialnego działania we wszystkich obszarach. ”Michele Simon, prawnik ds. Zdrowia publicznego, który pisze o polityce żywnościowej, zgadza się. „McDonald's jest tak chwalony za pozbycie się sosu karmelowego” - mówi. „Ale wciąż sprzedają śmieciowe jedzenie trzylatkom. Co robi Brian Wansink, aby powstrzymać Ronalda McDonalda przed pójściem do szkół podstawowych?

Wansink nie miałby nic przeciwko temu, by McDonald's chodził do szkół podstawowych, o ile oferowałby pewne opcje żywieniowe. I faktycznie próbował swoich sił jako polityk. W latach 2007–2009 pracował w Cornell jako dyrektor wykonawczy Centrum Polityki i Promocji Żywienia Departamentu Rolnictwa USA, agencji, która stworzyła piramidę żywieniową (obecnie MyPlate). Po czterech miesiącach uruchomił program, w którym na stronie internetowej agencji pojawiły się firmy spożywcze, które zobowiązały się do poprawy zdrowia swoich produktów; do końca jego kadencji zarejestrowało się ponad 100 osób. „Prawie wszystkie firmy zrobiły to, co zamierzały zrobić”, mówi Wansink. Na przykład Yum! Marki (KFC, Taco Bell, Pizza Hut) uruchomiły wkładki do tacek z grami żywieniowymi dla dzieci, a Zupa Campbella opracowała aplikację internetową, która pomaga ludziom zarządzać ich dietą. Ale ciągle próbował przekonać swoich kolegów, że wykładanie Amerykanów na temat żywienia nie zmieni nawyków ludzi.

Po wybraniu prezydenta Obamy Wansink (który głosował na McCaina) wrócił do Cornella, chętny do kontynuowania pracy w sektorze prywatnym. „Nie ma mowy, aby rząd był wystarczająco inteligentny, zamożny lub kreatywny, aby móc zmienić to, co ludzie robią, jeśli chodzi o jedzenie”, powiedział mi, „ponieważ dzieje się tak przez całe życie, gdzie pracują, gdzie bawią się . Nikt nie może tego zrobić. ”

A jednak teraz wrócił do pracy, aby pomóc w tworzeniu rządowych regulacji. Jego najnowszy cel może być jak dotąd najtrudniejszy: dzieci.

W 2012 r. Administracja Obamy zaczęła zaostrzać normy żywieniowe dla programu obiadów szkolnych o wartości 12 miliardów dolarów, wprowadzając obowiązkowe stosowanie owoców i warzyw, zwiększając zapotrzebowanie na pełne ziarna i obniżając limit sodu. Podczas gdy niektóre grupy zdrowia wyraziły zadowolenie ze zmian, dyrektorzy ds. Żywienia w szkole narzekali. Mówili, że dzieci wyrzucają zdrowsze jedzenie. Dane USDA wykazały, że frekwencja w sali obiadowej spadła o około milion studentów następnego dnia po wprowadzeniu zasad.

Nadawanie warzywom zabawnych nazw - takich jak „Rentgenowskie marchewki” czy „Głupie zielone fasolki” - przekonało dzieci do zjedzenia o 35 procent więcej warzyw.

Wansink, co nie dziwi, nie lubi nowych przepisów, ale jest pragmatyczny. „Prawa są takie, jakie są” - mówi. „Zastanówmy się, jak sprawić, by dziecko chętnie wzięło owoc lub warzywo. Wtedy nie będzie już problemu. ”Rzeczywiście, jego laboratorium próbowało poprawić szkolne jedzenie, jeszcze zanim nowe reguły zaczęły obowiązywać. W 2009 r. Firma Wansink rozpoczęła badanie zachowania w stołówkach, w wyniku którego opracowano inteligentniejsze jadalnie, program, który uczy dyrektorów ds. Żywienia, jak zachęcać dzieci poprzez projektowanie.

Wielu rodziców nie zdziwi się, gdy dowie się, że Wansink uważał dzieci za wyjątkowo wrażliwe na prezentację jedzenia. Jedno z jego badań, w 2011 roku, wykazało, że podawanie owoców w kolorowych miseczkach zamiast metalowych tacek ponad dwukrotnie zwiększyło spożycie owoców w szkole. W innym z 2013 r. Odkrył, że w szkołach, które przeszły z jabłek w całości na pokrojone, zmarnowano 48 procent mniej jabłek i 73% wzrost liczby uczniów jedzących ponad połowę jabłek. Okazało się również, że nadawanie warzywom zabawnych nazw - takich jak „Rentgenowskie marchewki” czy „Głupie zielone fasolki” - przekonało dzieci do zjedzenia o 35 procent więcej warzyw.

Do tej pory około 17 000 szkół skorzystało ze szkolenia Smarter Lunchroom. Wielu zgłasza sukces. Jessica Shelly, dyrektor ds. Usług żywieniowych dla szkół publicznych w Cincinnati, wprowadziła kilka prostych zmian, takich jak umieszczenie zwykłego mleka przed mlekiem smakowym w linii, zmiana nazw żywności i dodanie stacji polew. „To niesamowite, że student, który poszedł do baru sałatkowego, aby polać kminkiem na miękkim taco z kurczakiem, w końcu dołożył do swojego talerza paski z czerwonej papryki i różyczki z brokułów”, powiedziała Shelly za pośrednictwem poczty elektronicznej. Wzrosła frekwencja na obiedzie, a jej niegdyś zmagający się program wyszedł z baru. W 2013 r. Osiągnął 2,7 mln USD zysku.

Dzień po naszym obiedzie Applebee Wansink zabiera mnie na lokalny rynek, gdzie przechadzamy się między przejściami, gdy udziela porad. Mówi, że spróbuj spędzić przynajmniej 10 minut w dziale produktów. Kupujący, którzy to robią, kupują znacznie więcej produktów niż ci, którzy przechodzą. Kup zboże wielkości ekonomicznej, aby zaoszczędzić pieniądze, ale po powrocie do domu podziel je na mniejsze pojemniki. W przyszłym roku ma nadzieję wziąć urlop naukowy, aby móc uporządkować wszystkie swoje wskazówki w główne listy kontrolne dla sklepów, restauracji i konsumentów.

Przestaje wychwalać zalety workowanych sałatek. „Są ludzie, którzy naprawdę sprzeciwiają się pakowaniu sałatek” - mówi. „Kucharze purystyczni mówią:„ Jesteś leniwy. Powinieneś to robić sam. ”Tak mówi moja żona. Ale kiedy jej nie ma, często kupuję. To sprawia, że ​​znacznie bardziej prawdopodobne jest, że mam sałatkę, ponieważ zajmuje to trzy kroki. ”

Zaczyna mi opowiadać o badaniu, które przeprowadził z Birds Eye, w jaki sposób zachęcić ludzi do jedzenia większej ilości mrożonych warzyw. Dwóm grupom uczestników powiedziano różne wersje historii o kobiecie o imieniu Valerie. W pierwszym ma pracowity dzień, a kiedy wraca do domu, podaje swojej rodzinie obiad z makaronu, rozgrzanego resztki kurczaka, chleba i zielonej fasoli z zamrażarki. Druga wersja jest dokładnie taka sama - bez zielonej fasoli.

Kiedy naukowcy poprosili uczestników badania o opisanie Valerie, byli zszokowani różnicą w odpowiedziach. „Ludzie ocenią Valerie, gdy użyje fasoli:„ Och, jest dobrą matką, jest zestresowana, ale widać, że troszczy się o swoją rodzinę; ona jest naprawdę dobrym kucharzem ”, mówi Wansink. „Jeśli nie masz fasoli, ludzie mówią:„ O mój Boże, ta leniwa wymówka dla kobiety. Co ona robi? Chodzi o nią; jest taka egocentryczna. ”

Podnosi torebkę sałatki ze szpinaku. Wewnątrz znajduje się plastikowa paczka Craisins do dekoracji. „Nie chcę robić warzyw” - mówi. „To jeszcze jedna rzecz, którą muszę postawić na stole, a moje dzieci tak naprawdę nie dbają o to, czy tam są, czy nie.” Ale jeśli podawanie zdrowego jedzenia sprawia, że ​​czujesz, że robisz to dobrze przez swoje dzieci, Wansink mówi, że potrzebujesz dodatkowej motywacji. „Badanie dotyczy tego, w jaki sposób Valerie odnosi się do innych ludzi”, mówi, „ale zapewne też tak się czujesz.” ∎

Mother Jones jest organizacją non-profit, a takie historie są możliwe dla czytelników takich jak ty. Darowizna lub subskrypcja naszego magazynu pomaga finansować niezależne dziennikarstwo.

Pierwotnie opublikowany na www.motherjones.com.