Zdjęcie Tim Mossholder na Unsplash

Najwspanialszy czas w roku

To nie jest opowieść o Bożym Narodzeniu.

To nie jest najcudowniejsza pora roku. Dla wielu cały grudzień jest o cztery tygodnie za długi. Gdyby głosowano za odwołaniem wakacji, byłbyś zszokowany, ile osób głosowałoby na tak. Jeśli cię to denerwuje, sugeruję, abyś przestał czytać w tej chwili. Idź i ciesz się sezonem wakacyjnym. To nie jest opowieść o Bożym Narodzeniu.

To nie jest prawda. Kłamałem. Przepraszam, ale nie mogę obiecać, że to się więcej nie powtórzy. W końcu to osobisty esej, a osobiste eseje są jak choinki. Osobisty esej jest tym, co dzieje się, gdy podejmiesz siekierę do prawdy, a następnie podniosisz ją do okna i ozdobisz migającymi światłami i błyszczącymi ozdobami, aby każdy mógł ją zobaczyć.

Pozwól mi więc dokonać korekty. To absolutnie opowieść o Bożym Narodzeniu. Chodzi o muzykę, rodzinę i alkoholizm. Są dwie główne postacie i obie są całkiem samotne.

Ważne jest również, aby wspomnieć, że to nie jest opowieść o mnie, John DeVore. Ta historia przytrafiła się mojemu przyjacielowi. Nazywa się Don. Don JeVore. On jest starym przyjacielem. Rozmawiamy od czasu do czasu. Opowiedział mi tę historię, dawno temu, nad parą wód seltzer i talerzem paluszków z kurczaka.

Don jest typowym amerykańskim mężczyzną, a przynajmniej był nim zanim zaczął uczęszczać na męską terapię grupową. Amerykańscy mężczyźni kłamią, ponieważ zostali wyhodowani do kłamstwa. Don urodził się, wierząc, że jest namaszczony, ale potem, z biegiem lat, musiał nauczyć się, że jest tylko kolejnym przestraszonym, gniewnym człowiekiem. Miał za dużo wszystkiego, co nie jest dla niego dobre. Ma talenty, ale nie te, których chce. Lubił nosić koszulki z ironicznymi powiedzeniami: „Mam rozwiązanie do picia”. Don jest zabawny. Zabawne. Poproś go, aby pomógł ci się poruszać, a pokaże się, gdy kanapa znajdzie się w ciężarówce. Miły chłopak? To znaczy, wszyscy mili faceci są mili, dopóki nie będą mili.

Teraz jest inny. Kiedy go widzę, mówi o swoich uczuciach, choć z bardzo ograniczonym słownictwem emocjonalnym. Ale przynajmniej idzie do dentysty, kiedy bolą go zęby, rozumiesz? Nie zawsze tak było. Typowi amerykańscy mężczyźni nie wiedzą, kiedy cierpią, a kiedy to robią, nie wiedzą, co robić

Mój przyjaciel nigdy nie był typem osoby, która życzyłaby komukolwiek „Wesołych Świąt”, ponieważ przeszkadzała mu w dużej mierze bezużyteczna edukacja. Ale kochał Boże Narodzenie jako dziecko, ponieważ Boże Narodzenie jest dla dzieci.

Inną osobą w tej historii jest sąsiadka Dona z sąsiadem na stałe brudnym spacerze na piątym piętrze w Queens. Budynek był w większości pełen babć i dużych rodzin imigrantów. Ten facet był jednak dziwny. Mógłbyś powiedzieć. Przede wszystkim jechał rowerem do pracy. Był starszy od Dona przynajmniej o dekadę, a w weekendy załatwiał sprawy w garniturze i krawacie. Wpadnij na niego na korytarzu, a on uniknie kontaktu wzrokowego i syczenia.

Co chyba nie jest takie dziwne. Nowy Jork to atak paniki, który pobiera czynsz. Ale Don myślał, że jego sąsiad jest dziwny, a ty znasz to starożytne powiedzenie: „dziwne wie dziwne”.

Don nazywał swojego sąsiada Upiór z Ditmars Boulevard, ponieważ wszystko, co robił, to grał na pianinie. Może zawodowo był taki dobry. Był prawie dobry jak Mozart, a przynajmniej Elton John dobry. Jego gra na pianinie była jedyną rzeczą, która doprowadziłaby cię do wniosku, że nie był seryjnym zabójcą.

Sposób, w jaki jego sąsiad dostał fortepian po wąskich schodach, był dla Dona zagadką. W końcu doszedł do wniosku, że budynek został zbudowany wokół fortepianu.

Bawił się nieustannie, a czasami Don musiał rzucić butami na ścianę sypialni, którą dzielili, żeby go zatrzymać. Którego nie zrobił. Więc Don krzyczał wtedy na ścianę, którą dzielił z Upiorem. To też nigdy nie działało. Ostateczną metodą Dona było przyciśnięcie czoła do ściany i próba telepatycznego podpalenia sąsiada.

Don zadzwoniłby na policję, by narzekać na rakietę, ale to zdecydowanie zachęciłoby do interakcji z organami ścigania, co jest dużym nie-nie, jeśli twoje mieszkanie pachnie jak bagno bonga. To było zanim chwast stał się społecznie akceptowanym leczniczym jedzeniem przekąskowym.

Oto historia mojego przyjaciela Dona, jego sąsiada i martwego ojca Dona. Każdy ma martwego ojca, a jeśli nie, to będzie.

Tata Dona uwielbiał Boże Narodzenie, ponieważ wszyscy ojcowie chcą być Świętymi Mikołajami, tak jak wszyscy mali chłopcy chcą być Spider-Manem, a potajemnie wszystkie małe dziewczynki chcą być Spider-Manem.

Ale on też to uwielbiał - obejmował, pił, tarzał się w nim - ponieważ wychował zubożałe dziecko kaznodziei, a kiedy rodzisz się z małym, posiadanie czegoś jest wszystkim.

Staruszek Dona posadził go przed świętami Bożego Narodzenia i opowiedział mu historię o swoim dzieciństwie. Don był w domu na wakacjach i ukamienowany, gdy jego ojciec nagle, bez ostrzeżenia, powiedział mu o czasie pożaru w kopalni i musiał pomóc ojcu, miejscowemu pastorowi baptystów, przewodniczyć dziewięciu pojedynczym pogrzebom w Boże Narodzenie. Popiołu zabrakło na dziewięć trumien. Boże Narodzenie zostało odwołane w tym roku. Oboje siedzieli w milczeniu naprzeciwko, z wyjątkiem tego, że ojciec Dona sapał.

Don nie wiedział, jak sobie poradzić z tym spektaklem. On tak naprawdę nie znał swojego dziadka. Więc ukrył się w Nowym Jorku, dopóki nie dostał panicznej rozmowy osiem miesięcy później.

Mój przyjaciel był zdenerwowany śmiercią ojca. Delikatnie mówiąc. Ale poradził sobie z tym najlepiej, jak potrafił. Smutek jest jak płatek śniegu. Każdy ból jest inny. Specjalny. Każdy sobie z tym radzi na swój własny sposób. Don pił alkohol i prychnął tanie małe torebki kokainy zmieszane z lekami przeczyszczającymi dla dzieci. Palił marihuanę. Jego szwy były krzywe, ale trzymały jelito.

Pogrzeb odbył się w lipcu, więc grudzień uderzył Dona jak pończocha pełna kamieni. Tak naprawdę nie przyszło mu do głowy, że jego Święty Mikołaj był w pudełku w ziemi, dopóki nie zobaczył blichtru wiszącego na latarniach ulicznych. Wtedy postanowił odwołać wakacje.

Anulowanie Świąt Bożego Narodzenia wydawało się rozsądnym planem, a oto jak to zrobił Don: Brak piosenek. Nie ma dobrego nastroju. Bez prezentów, bez niczego. Rozerwij „Kartki świąteczne”. Zignoruj ​​zaproszenia na przyjęcia świąteczne. W ten sposób anulujesz Boże Narodzenie, jeśli jesteś zainteresowany.

Chcieć wiedzieć więcej? Kiedy Twoi znajomi pytają, co robisz na wakacje, mówisz im, że lecisz do domu. Kiedy mama dzwoni i pyta, co robisz na święta, mówisz jej, że jesteś zbyt zajęty, by odwiedzić. Dorośli są zajęci, mamo. Jesteś dorosły! Przykro mi z powodu taty, ale przejdziemy przez to, kocham cię, do widzenia, dźwięczące dzwonki i tak dalej. Odkładasz telefon i idziesz do sklepu monopolowego. To jest to co robisz. W ten sposób anulujesz Boże Narodzenie.

W Wigilię Bożego Narodzenia panuje całkowita cisza radiowa. Nikt nie wchodzi, nikt nie wychodzi. Przybijasz stoliki do okien, popychasz kanapę na drzwi, doszczelniasz szwy w swoim sercu. Schowaj się. Jeśli planujesz anulować Boże Narodzenie, to jest lista kontrolna. To możesz zrobić. Możesz spędzić cichą noc upajając się i pijąc, oglądając horrory, jedząc pizzę, wpatrując się w sufit. Około dziesiątej zastanawiasz się, co będzie dalej i wybiegniesz na mróz.

Wpadniesz na bar za rogiem. Bar jest otwarty. Zawsze otwarte. Tam są ludzie. Jest ciepło. Bez okien. Mały mężczyzna z długimi włosami śpi w barze. Nie obudź go, będziesz ostrzegany. Starzec kłóci się ze swoją wódką. Miejscowy, który spędza cały dzień na śpiewaniu piosenek, które nadrabia w metrze, wpatruje się w światła szafy grającej. Po kilku drinkach szepczesz do ucha kobiety o cienkich wargach, że masz dość ciosu, by uderzyć kilka końcówek klucza do drzwi, a ona ociera kolano jak magiczna lampa.

To jesteś ty. Gdybyś był nim, mój przyjacielu, Don. Tak spędził Wigilię wiele lat temu i tak, gdybyś był nim, spędziłbyś Boże Narodzenie. Tak mi powiedział. To jest jego historia.

Jest druga w dniu, w którym rodzi się mały Jezus i wrócił do domu. Nie pamięta, jak to się stało. Na jego komputerze nie ma żadnych wiadomości i zdaje sobie sprawę, że mu się udało. Nikogo to nie obchodzi. On jest ostatnim człowiekiem na Ziemi. Prawie wymarły.

Don potyka się w łazience i gdy wymiotuje do toalety, słyszy to.

Ta gówniana piosenka o najwspanialszej porze roku.

Tyle że nie jest śpiewane. Gra się na pianinie. Powoli. Każda nuta jest odtwarzana celowo, jakby klawisze się wierciły, a gracz musiał zmrużyć oko i celować jednym palcem. Don wyczołgał się z łazienki, wstał i potknął się o ścianę, która wyciągnęła rękę i złapała go, gdy upadał.

Jego sąsiad był pijany i grał najgorszą kolędę w historii kolęd. Nienawistna ditty, która klęka na klatce piersiowej i nalega, abyś się uśmiechnął i pokazał zęby. Każda nuta była pełna gniewu, tęsknoty i tajemnic i przeniknęły przez ścianę.

Mój przyjaciel potarł czoło o ścianę i pieścił je jak matczyny policzek i pił w nietypowym uderzeniu młotem, stając się częścią tynku, betonu i drewna w mieszkaniu i spał do następnego popołudnia. Później tej nocy zadzwonił do mamy i powiedział jej, że ją kocha. Następnego dnia jego sąsiad zagrał „Sonatę księżycową” Beethovena i słuchał.

Wysłałem SMS-a do Dnia, ponieważ jest to pora roku. Minęło co najmniej dziesięć lat, odkąd poznaliśmy się nad selerami i paluszkami kurczaka. Myślę, że ma się dobrze. On jest trzeźwy. Terapia grupowa pomaga. Odpisał mi: „Wesołych Świąt”.