Kiedy Lorenzo znów zaczął schodzić z torów, był słoneczny czerwcowy wieczór. Promienie słońca weszły do ​​pokoju ukośnie; światło było słabe, ale delikatne, jasne, pełne nadziei. To była spokojna pora dnia. W domu było trochę zgiełku, ludzie przychodzili i odchodzili. Byłem rozproszony i przez pewien czas nagle zauważyłem Lorenza siedzącego przy stole w jadalni, na krześle końcowym w pobliżu rozwieranych drzwi do kuchni. Siedział lekko z boku, jakby rozmawiał z kimś stojącym przy stole. Ale z nikim nie rozmawiał. On siedział. Cicho, spokojnie.

I uderzyło mnie to. To nie jest sposób działania Renzo. Renzo siedzący cicho jest jak śmieciarka jadąca po cichu. Oni tego nie robią. Pracują na wzgórzu, piszcząc i piszcząc, ocierając się z boku na bok. Zatrzymują się mocno, robią wielki pokaz przybycia, ludzie odlatują, aby zbierać rzeczy, a rzeczy są wrzucane do paszczy. To produkcja.

Renzo również zmienił scenę, kiedy przybył. Oczywiście wszyscy to robią, ale Renzo bardzo to zmienił. Czasami porównuję go do szczeniaka golden retrievera: uroczego i przekonującego, całkowicie kochanego i całkowicie niemożliwego.

W tłumie jego przybycie może być czystą magią. Ma 6'5 ", piękne, proste plecy, długie nogi i mnóstwo wdzięku. Ma buczący i melodyjny głos, promienny uśmiech i przystojne ciemne loki. Natychmiast zmienia energię w pokoju. Wszyscy wydają się ożywić Ładuje powietrze, emanuje poczuciem zabawy i możliwości.

Jednak jeden na jednego zawsze walczyłem z nim. Czułem, że on mnie nie słucha, a tak naprawdę nie. Czasami papugował z powrotem to, co powiedziałem, aby udowodnić, że słucha. Powiedziałbym: „Ale chcę, żebyś mnie usłyszał, zareagował, wchodził w interakcje! Czy masz jakieś przemyślenia na temat tego, co powiedziałem? Możemy porozmawiać?"

Nie mogliśmy rozmawiać. Ciężko było porozmawiać z kimś, kto ma raczej tempo, niż siedzieć.

Dlatego uderzające było patrzenie, jak siedzi cicho przy stole w mojej jadalni. Obserwowałem go przez chwilę, a potem położyłem rękę na jego ramieniu i powiedziałem: „Renzo, twoja energia jest dzisiaj inna. Co tam?"

Potem wydarzyło się coś niezwykłego. Odpowiedział. Przyjął pytanie, usłyszał je i odpowiedział rozsądnie.

Powiedział: „Tak, zatrzymałem pulę. I mam złe wycofanie się. ”

Zatrzymałem się, a potem powiedziałem: „Wow, nie wiedziałem tego. Cóż, źle czy nie, masz dzisiaj naprawdę fajną energię. ”

I zrobił.

To było po ponad roku skrajnej hipomanii.

Przez ostatnie dwa lata Renzo przyjeżdżał trzy razy w tygodniu, aby zabrać naszą córkę Ninę do szkoły. Wybuchł do domu, ale nie wcześniej niż poderwał się z szarpnięciem, wyskoczył z chorego samochodu, uruchomił wodę w wężu, wypuścił psa, złapał piłkę tenisową i rzucił ją na ulicę. Następnie wchodził, wyciągał żeliwną patelnię ze stojaka na suficie, wrzucał do niej olej, roztrzaskał jajko lub dwa i wściekł bił widelcem z szuflady, którą zostawił otwarty.

Gdy jajka staną na niskim ogniu, ucieknie z kuchni. Wszedł po podjeździe, podlewając truskawki. Daisy związała się, a Renzo sięgnął po piłkę i rzucił ją na ulicę, nie patrząc, czy nadjeżdżają samochody.

Pukałem mocno w okno, kładę usta na otwartej szczelinie i krzyczę: „Co robisz? Nie wyrzucaj piłki w taki sposób! ”

Potem wrócił do domu, zamieszał jajka, krzyczał po schodach, znowu wypadał, podlewał jeszcze trochę, jeszcze bardziej zaspokoił Daisy. I poszło.

Czas nie był bez zarzutu. Zalał rośliny i podjazd, prawie zabił psa, spalił i rozgotował jajka, tosty, bekon i plantany wiele razy.

Energia trzaskała, irytuje. Szybko się rozgniewał, krzycząc z ogromną presją w swoim głosie, by Nina upadła, krzycząc, że się spóźnia, tracąc panowanie nad sobą. Był zły, o wyłupiastych oczach i zaciśniętym głosie. On wywołał strach w naszych sercach.

Słyszę, jak Nina krzyczy na tatę, żeby się uspokoił, kiedy odjeżdżali z karkołomną prędkością, z łysymi oponami. Byłbym wyczerpany i zdezorientowany. Chaos był intensywny. Po tych porankach byłem mdły.

Trwało to prawie dwa lata, po poprzednim - i pierwszym w historii - rozpadzie Renzo.

Powiedziałem: „Zostanę z tobą, jeśli dostaniesz pomoc”. Powiedział, że tak. Ale nie zrobił tego.

Nauczał i był bardzo źle przygotowany do nauczania, ale mieszkamy w Oakland, gdzie brakuje nauczycieli tak poważnych, że zatrudnią każdego do nauczania. Ktoś. Renzo był bez pracy od lat. Zasugerowałem, żeby spróbował zastąpić nauczanie. Został porwany na prawdziwe stanowisko nauczyciela, bez żadnych poświadczeń ani doświadczenia poza asystą w laboratorium fizyki na Uniwersytecie San Francisco kilka dekad wcześniej. Ale tam był, dowódca swojej własnej klasy, miał uczyć matematyki pasieki rozczarowanych, pozbawionych praw obywatelskich, na wpół olbrzymich dzieci.

Zauważyłem, że przez jakiś czas to tracił. Był nadmiernie rozproszony i coraz bardziej się bał. Miał coś w rodzaju nawiedzonego spojrzenia, jakby spodziewał się, że coś z niego przyjdzie z boku. Stracił na wadze, papierach, pracach domowych. Nie mógł nadążyć i zaczął panikować. Organizacja nigdy nie była jego mocną stroną, a teraz miał uczniów, ich rodziców i administratorów szkół. Nie miał pojęcia, co robić ani jak - i nie miał szkolenia ani wsparcia.

Ale dzieciaki go lubiły, a niektórzy rodzice też.

Pewnego dnia w klasie Renzo wybuchła walka. Fizycznie zatrzymał to swoim ciałem. Wszedł do walki i został uderzony w ramię. To nie było poważne. On był w porządku. Ale coś w nim wstrząsnęło, coś dużego. To strąciło coś luźnego.

O ile wiemy, Renzo był nadpobudliwy przez całe życie - „my” to ja i Denise, którzy znaliśmy go najdłużej - 30 lat do moich 20 lat. Nigdy nie był inaczej. Renzo był zawsze energiczny, wspaniałomyślny, rozproszony, niewyczerpany, wyczerpujący. Jednym słowem, maniakalny. To był jego naturalny stan.

Przez lata ludzie pytali mnie: „Czy Renzo jest chorobą afektywną dwubiegunową?”

Zawsze mówiłem to samo. "Nie wiem. Nie zajrzy w to ”.

Krótko przed opuszczeniem go, Renzo i ja poszliśmy do lasu w pobliżu naszego domu. Renzo stracił wiele miejsc pracy z powodu „zakłócającego zachowania”. Błagałem go, aby poszedł do lekarza, zbadał możliwość wystąpienia choroby psychicznej, sprawdził, czy jest to choroba afektywna dwubiegunowa, czy mógłby uzyskać pomoc. Obiecał, że to zrobi. Powiedziałem: „Zostanę z tobą, jeśli dostaniesz pomoc”. Powiedział, że tak. Ale nie zrobił tego.

Po tym, jak stłumił walkę w swojej klasie, Renzo poszedł do domu. Został zaproszony na następny dzień wolny.

Tej nocy coś się stało. Wiem tylko, że o trzeciej nad ranem Renzo wyszedł z domu, poszedł na komisariat i zwrócił się do najbliższego oficera, ponieważ „bał się o swoje życie”.

Został oddany do pawilonu psychiatrycznego Johna George'a i trzymany tam, mocno leczony, przez cztery dni. Kiedy poszedłem go zabrać, zwolnienie go zajęło wiele godzin pracy. Wyłonił się roztrzaskany, przygaszony, słaby, wychudzony, wyprany. Był cicho. Był leczony. Był zdezorientowany.

Nie wiedziałam co robić. Przyprowadziłem go do mojego domu. Powiedział, że nie może znaleźć swojego portfela, nie może znaleźć swoich papierów. Trudno było wiedzieć o czym on mówił. Po kilku godzinach, niepewny co zrobić, zabrałem go do jego domu. Dzieci i ja często go sprawdzaliśmy. Poślizgnął się gwałtownie ze złego na gorszy.

Był hospitalizowany trzykrotnie w okresie od października 2015 r. Do stycznia 2016 r. Stracił 40 funtów.

Pewnego razu zameldował się w szpitalu Herrick. Odwiedziliśmy go tam z dziećmi. Zaprowadzono nas do sterylnego małego pokoju. Biała podłoga, białe ściany, metalowy stół. Bez okien. Sprowadzono Renzo. Pod jego policzkami czaiły się ciemne wgłębienia. Tym, co naprawdę mnie przeraziło, były jego zatopione i zacienione świątynie, jakby twarz mu się zapadała. Dzieci próbowały z nim porozmawiać. Spojrzał w kąty pokoju i odpowiedział pojedynczymi sylabami. Potem spojrzał w dół na swoje dłonie, zaciśnięte między nogami.

Byliśmy cicho. Nasz syn, Rob, wyrzucił z siebie: „Papi, to bzdury. Zabierzmy cię stąd. ”Wyglądał na przerażonego. Renzo też. Rob starał się ukryć swoje uczucia z niechęcią. Byłam przerażona. Zadzwoniłem do lekarzy. Powiedzieli: „To bardzo chory człowiek”. Nie wypuszczą go.

Po pięciu miesiącach, trzech hospitalizacjach i dwóch różnych programach ambulatoryjnych Renzo zaczął wracać. Zaczął jeść. Powoli ożył. W pewnym momencie tej trajektorii dotarł do miejsca, w którym był łagodny, obecny i swobodny. Był w stanie mówić i słuchać, wchodzić w interakcje i odpowiadać. Pamiętam, jak pomyślałem: „Jeśli to jest nowy Renzo, to jest fantastyczny!” W rzeczywistości pomyślałem więcej. Pomyślałem, że jeśli to nowy Renzo, może znów będziemy razem.

Potem przemknął przez płaskowyż i szedł dalej, wprost w manię.

Znosiliśmy to przez prawie dwa lata. To było rozczarowujące, ale tak go znaliśmy, jak zawsze go znaliśmy. To był Renzo. Całkowicie hiper. Jednak wraz z upływem miesięcy zaczęłam się martwić. Choć wydawało się to niemożliwe, mania rosła. Gniewne wybuchy rosły i stawały się coraz bardziej przypadkowe i nieprzewidywalne. Zaczął mieć problemy ze swoimi współlokatorami. Zacząłem odbierać połączenia i e-maile.

Nagle tego późnego popołudnia, słonecznego czerwcowego dnia… po miesiącach elektryzowanego Renzo jego energia zmieniła się w coś zupełnie innego.

Zapytałem o to. Powiedziałem, że to miłe. I to było. Był życzliwą obecnością w pokoju. Lubiłem go tam mieć. Nie czułam się zła i zirytowana, jak zwykle w jego wirach. Skomentowałem to. Odpowiedział.

Ale nie został tam. Zachwiał się i zaczął się ślizgać.

To był czerwiec. Zbliżało się lato. Za każdym razem, gdy widziałem Renzo, był cichszy. Znowu zaczął tracić na wadze. Jego spodnie zrobiły się luźne, a pasek mocno napięty w talii. Przestał się golić.

W lipcu odwiedził go starszy syn Renzo, Ben, który ma około 30 lat. Ben zaplanował wycieczkę na górę Dana w Sierras i wynajął samochód na podróż. Moja córka też poszła. Renzo był bardzo zdenerwowany. Był rozproszony. Nie mógł pomóc Benowi spakować się, posortować ani zaplanować. On był przestraszony. Boję się opuścić obszar zatoki, prowadzić, robić cokolwiek. Wszystko groziło. Nie chciał iść.

Oni poszli.

Wspięli się na górę pierwszego dnia. Renzo bał się, że zabraknie im wody, boi się, że się zgubi, boi się, że ktoś zostanie ranny. Praktycznie wbiegł na tę górę. Nina powiedziała, że ​​poszli tak szybko, że dostała krwawienia z nosa u góry i prawie zwymiotowała na dole. Renzo rezerwował tę górę i dół z zawrotną prędkością, ponieważ był przerażony, że stanie się coś złego.

Cała podróż była w ten sposób. Renzo martwił się i martwił. Był niezdecydowany, niechętny, ponury, spięty. Ben i Nina po prostu go otoczyli i próbowali to zignorować.

Minęły tygodnie, a Renzo pogorszył się.

Pod koniec lipca lub na początku sierpnia Denise zadzwoniła do mnie z narożnego domu, spółdzielni w Berkeley, w której mieszkał Renzo.

„Nie ma się dobrze”, powiedziała. „Nie sądzę, że on je. Pozostaje w ciemności w swoim pokoju. On nie wyjdzie ”.

Na początku pobytu Renzo z nami bałam się go zostawić. Było oczywiste, że nie można go zostawić samego.

Pewnego sierpniowego dnia przyjrzałem mu się i zdałem sobie sprawę, że stracił około 30 funtów.

Zadzwoniła dziewczyna Renzo, Teri.

„Martwię się o Renzo” - powiedziała.

Spotkali się w La Cheim, drugiej przychodni, którą Renzo odwiedził po swoim pierwszym załamaniu. La Cheim był dobry, dopóki dr Beckerman nie wezwał Renzo, aby nie przyjmował leków; szaleje. Teri powiedziała, że ​​lekarz był na niego zły i powiedział, że pogorszy się.

Pamiętam to. Renzo pojawiał się z różnymi pomysłami na La Cheim. Mógł tam założyć szkołę gotowania! Każdego dnia był to kolejny jasny i niemożliwy pomysł.

Przypomniałem sobie noce z naszej przeszłości, kiedy dzieci były małe. Będzie godzinami rozmawiać ze mną o firmie żarówkowej, którą uruchamia, o firmie zajmującej się zabawkami z drewna, którą założył w garażu. Pamiętam pudełka i pudełka lamp fluorescencyjnych wypełniających dom. Skrzywiłem się na te wspomnienia.

A potem Beckerman odciął go od programu.

Pewnej nocy poszliśmy z synem i go złapaliśmy. Nie pamiętam katalizatora. Byłem coraz bardziej zmartwiony. Przestraszyłem się, że stracę go z tropu i nie będę w stanie pomóc, kiedy będę musiał. Przestał odbierać połączenia lub e-maile. Miałem już dość. Byłem przerażony.

Przywieźliśmy go do domu, gdzie przebywał, osadzonego na mojej kanapie przez następne sześć tygodni. Pracuję w Redwood City. Nie mogłem zostać w domu. Ale na początku pobytu Renzo z nami bałam się go zostawić. Było oczywiste, że nie można go zostawić samego. Był paranoikiem, na wpół urojeniem i poważnie przygnębiony. Krążący, wychudzony, szalony, mamroczący. Jego ulubione i ciągłe frazy brzmiały: „Nie mogę” i „To niemożliwe”. Pewnego dnia została przy nim córka przyjaciela. Poprosiłem sąsiada, żeby sprawdził kilka innych. Każdego ranka zostawiałem dla niego jedzenie na kuchence, którego nie dotknął.

Każdej nocy robiłem dobry obiad. Renzo pchał jedzenie, udając, że je.

Wszyscy byliśmy zajęci. Oczywiście martwiliśmy się, ale musieliśmy żyć dalej. Rob pracował w mojej firmie, a Nina przygotowywała się do młodszego roku w Berkeley High i cieszyła się z ostatnich tygodni wakacji. Pracowałem ciężko i dojeżdżałem do pracy. Każdej nocy zbieraliśmy się na obiad. Renzo nie chciał jeść.

On też nie spał. Powiedział, że nie spał od tygodni i wyglądało na to, że to prawda. Miał dzikie oczy, cienie i wyczerpanie na całej twarzy. Nie wychodził na zewnątrz, bał się nawet podlać pomidory. Pewnego popołudnia zmusiłem go do odejścia z Daisy, naszym złotym aporterem. Wsadziłem mu smycz, poprowadziłem go do drzwi i wypchnąłem. Kilka minut później znalazłem go na podwórku, chowającego się za drzewem figowym. Wstyd emanujący jak fala.

Powiedział, że czuł się „zgniły” w środku. Martwił się, że jest chory fizycznie i poważnie.

Rozmyślał, ciągle powtarzając przeszłość, przepełniony żalem. Westchnął nieustannie, wielkie westchnienia, które przeszyły mój rdzeń. Przeprosił i ciągle żałuje.

„Zawiodłem ciebie i dzieci.”

„Pamiętasz, kiedy pojechaliśmy z tatą do Portland?”

„Pamiętasz, kiedy urodziła się Nina… Dlaczego ja…? Dlaczego ja…? ”

"Przykro mi…"

"Pamiętaj kiedy…"

To było stałe. Lamentowanie, zgrzytanie, brak. Tęsknisz za mną. Brakuje nam tego, co mieliśmy.

Był nieszczęśliwy. Torturowany Powiedziałem mu: „Twój umysł nie jest teraz twoim przyjacielem. Nie wierz we wszystko, co myślisz ”.

To było dla mnie trudne. Spersonalizowałem to. Napełniło mnie poczuciem winy i wstydu. Czułem się całkowicie odpowiedzialny za jego stan. Wciąż robię.

Noc po nocy słuchałem go na kanapie, obracając się, wzdychając, szepcząc. Kilka nocy podszedłem do niego i mocno położyłem mu rękę na ramieniu, jakby chciał go przygwoździć do ziemi.

„Renzo”, powiedziałem. „Wszyscy żałujemy. To jest ludzkie. To normalne. Nie możesz tego naprawić. Nikt z nas nie może. To cię zabije.

Bałam się jego braku snu. Był zdesperowany o dzikich oczach. Był nieszczęśliwy. Torturowany Powiedziałem mu: „Twój umysł nie jest teraz twoim przyjacielem. Nie wierz we wszystko, co myślisz ”.

Przyniosłem go do mojego łóżka i godzinami trzymałem go za ramię. Oddychałem powoli i głęboko i trenowałem go, by podążał za moim oddechem. W stanie ciągłej, toksycznej paniki wdychał płytkie spodnie.

Nie kąpał się ani nie brał prysznica od tygodni. Dwa razy wziąłem kąpiel i rozebrałem go. Jego ramiona były jak kościste kury, zwinięte jak małe skrzydełka. Zaprowadziłem go do kąpieli. Zamówiłem go. Protestował. Powiedział, że się boi. Krzyczałem na niego, przyznaję. Ale wszedł do wanny. Zmusiłem go do mycia zębów. Zmusiliśmy go do zmiany ubrania. Lub próbowaliśmy. Czasami się poddawaliśmy.

Dzieci - i ja także - wahały się od przerażonych, po irytowanych po niedowierzające. Byliśmy przestraszeni, ale czasami czuliśmy się prawie zabrani na przejażdżkę. Trudno w to uwierzyć. Czy to był wielki podstęp, żeby wrócić do domu?

Przez lata pytał mnie, czy mógłby po prostu mieszkać w garażu. Przez lata pozostawiał otwarte drzwi garażu, powoli i ostrożnie opuszczając je tuż przed ich kliknięciem. Potem, kiedy byłem w pracy, woził rzeczy do garażu. Co roku lub dwa wystawiałbym to wszystko. To była długa, stara historia.

Pewnej nocy zrobiłem kurczaka. Okazało się dobrze, szczególnie smaczne. I Renzo zjadł. Patrzyłem na niego naprzeciwko mnie, a on kroił, rozwidlał kawałki kurczaka i wkładał je do ust. Zaznaczyłem ten moment.

Byłem bardzo podekscytowany.

Odtąd zaczął jeść w porze posiłku, przygnębiająco, sumiennie i oszczędnie, ale jadł.

To była poprawa, ale wciąż rozpaczał i martwił się, wciąż głęboko przygnębiony.

W noc poprzedzającą rozpoczęcie Niny w 11 klasie wysłałem go do domu. Byłem niespokojny, ale to zrobiłem. Powiedziałem: „Czy myślisz, że umiesz prowadzić?”

Był z nami przez sześć tygodni. Rozpoczęła się nowa faza. Chciałem, żeby moja córka odniosła sukces w najtrudniejszym roku akademickim. Nie chciałem, żeby martwiła się nadmiernie swoim ojcem, żeby jego sytuacja była tam w salonie. Pomyślałem, że może być na tyle dobry, aby wrócić do domu do narożnego domu, w spółdzielni, którą dzielił z wieloma starzejącymi się hipisami w Berkeley.

Był niechętny. Powiedział, że „bał się wszystkich w narożnym domu”. Wstydził się. Zakłopotany. Był zmieszany, rozproszony, pasywny, niespokojny. Tak płochliwy jak łania. Ale powiedział, że umie prowadzić. A potem wyszedł. Patrzyliśmy, jak odjeżdża. Moje serce było w moich ustach.

Tego wieczoru Nina i ja odwiedziliśmy tatę w jego domu opieki. Później pojechaliśmy do Mistury, peruwiańskiej restauracji przy Piedmont Avenue, aby uczcić ostatnią noc lata Niny. Po złożeniu zamówienia postanowiłem sprawdzić jej Papi.

Nie miał telefonu. Jego rachunki były w stanie swobodnym od miesięcy. Jego telefon został wyłączony kilka tygodni wcześniej. Zapłaciliśmy za jego sierpniowy czynsz i ubezpieczenie samochodu. I oczywiście go karmili.

Napisałem do Denise, żeby zapytał o Renzo.

„Nie, nie ma go tutaj” - odpisała.

Nina i ja wymieniliśmy spojrzenia.

Zadzwoniłem do Denise. „Jesteś pewien, że go tam nie ma? Opuścił nasz dom co najmniej trzy godziny temu.

Pomyślałem o Renzo jadącym na most Golden Gate. Pomyślałem o dwóch szokujących głośnych samobójstwach znanych osobistości wcześniej tego lata. Strach ścisnął mnie za gardło.

Zapadał wieczór. Niebo było elektrycznie niebieskie.

Widziałem nas w moich oczach, uciekając z restauracji, jeżdżąc po całym Berkeley, szukając Renzo, w nocy przed pierwszym dniem szkoły Niny. Byłem zdenerwowany i przestraszony.

Nie mogliśmy do niego dotrzeć. Oczywiście mój umysł podróżował do najgorszego. Pomyślałem o Renzo jadącym na most Golden Gate. Pomyślałem o dwóch szokujących, głośnych samobójstwach znanych osób wcześniej tego lata.

Potem Denise oddzwoniła. "Przykro mi! Był w swoim pokoju. Nie widziałem, żeby wszedł. Myślałem, że go tu nie ma. Jest taki cichy! ”

Ulga zalała Ninę i mnie. Zrelaksowaliśmy się i cieszyliśmy się naszym obiadem.

Następnego dnia porzuciłem Ninę w szkole i poszedłem prosto do Renzo. Zapukałem do drzwi i zawołałem do jego okna. Kiedy się pojawił, zemdlałem z ulgi. Kiedy otworzył drzwi, dotknąłem go, jakby chciał się upewnić, że naprawdę tam jest. Byłem wdzięczny.

Znalazłem kilka jajek w lodówce i zmęczonego gofra w zamrażarce i ugotowałem je. Znalazłem cukinię i usmażyłem ją. Podałem śniadanie Renzo, a potem uciekłem do domu, żeby móc dostać się do pracy w South Bay.

Zrobiłem to samo następnego dnia.

W piątek tego tygodnia przeczesałem własne kredensy i spiżarnię i przyniosłem Renzo kilka toreb spożywczych, rzeczy, które byłyby dobre i łatwe do zrobienia, mrożone krewetki, tamales, ryż i fasolę i tym podobne.

Teri i ja skontaktowaliśmy się latem z Berkeley Mental Health Services. Renzo został przydzielony do pracownika socjalnego o imieniu Altaf, który był wspaniały: miły, współczujący, pracowity i wytrwały, a wszystko zaczęło się dziać.

Altaf dostał Renzo kartę EBT (bony żywnościowe) i telefon Obamy, więc pod koniec września Renzo było dostępne. Dostał Renzo na nagły miesięczny stypendium w wysokości 300 $. To, oprócz 300 $ pieniędzy na zakupy, zrobiło różnicę na całym świecie.

Ale Renzo wciąż był głęboko przygnębiony, niespokojny i nieco paranoiczny z przewagą psychozy.

Dwa tygodnie temu Renzo był na śniadaniu. To była niedziela, a ja zrobiłem całe jedzenie w domu. Brakowało nam jaj. Zatrzymali się niektórzy przyjaciele moich dzieci, głodni nastolatkowie przy stole. Potrzebowaliśmy więcej jedzenia. Szybko wypiłem garnek polenty, co zajęło pięć minut.

Jedliśmy na zewnątrz w ogrodzie.

Wyjąłem doniczkę i położyłem na stole. Renzo pochylił się do przodu. „Polenta?” Powiedział. W jego głosie wkradło się coś nowego. Odrobina cudu.

Służył sobie polenta. Służył wszystkim polentom.

Renzo urodził się w Caracas w Wenezueli dla dwóch imigrantów: ojca wypędzonego z rodzinnej farmy we Włoszech po II wojnie światowej i matki, która uciekła po hiszpańskiej wojnie domowej w Madrycie, zubożałej i głodnej sieroty.

Innymi słowy, Renzo znał polentę. Ojciec uczynił polentę całym swoim życiem.

Następnego dnia dostałem SMS od Renzo: „Zrobiłem polentę dla ciebie i Niny!”

To było ogromne. To była pierwsza rzecz, którą Renzo zrobił od miesięcy. Po raz pierwszy podjął inicjatywę na czymkolwiek. I podzielił się tym. Poświęcił czas, uwagę i skupienie, aby wysłać o tym SMS-a. To było znaczące.

Tego dnia Nina wróciła do domu z jasnożółtymi kwadratami polenty owiniętymi w papier woskowany.

Kilka dni później Renzo zaprosił mnie do siebie po odebraniu Niny z tenisa. Zaprowadził nas do kuchni i podał na kuchence dużą szklaną zapiekankę wypełnioną po brzegi złotą polentą. Rozłożył go na małe talerzyki. Usiedliśmy przy okrągłym dębowym stole w kuchni. Światło zakryło zakurzone okna. Z ogrodu przyszedł współlokator. On i Nina żartowali, rozmawiając ze sztucznymi brytyjskimi akcentami.

Przez ostatnie dwa tygodnie, za każdym razem, gdy Renzo przychodzi lub go widzieliśmy, nosił polentę.

Renzo wraca, a ja przypisuję polentę i magię jedzenia.

Przyniósł też kilka innych rzeczy.

Pewnej nocy przyszedł z wielką gaśnicą. Na boku miał pismo Sharpie.

Powiedziałem: „Skąd to się wzięło?”

Powiedział: „Och, narożny dom…”

Byłem cicho

„Może powinienem to przywrócić?”

"Tak. Może - powiedziałem.

Przyniósł czujniki dymu. Przyniósł „klątwę” dla Niny (okazało się, że był to topór) - aby mogła wydostać się z pokoju w przypadku trzęsienia ziemi. Położył to pod jej łóżkiem.

Renzo zaczął przynosić nam jedzenie. Pewnej nocy przyniósł polentę i klopsiki, które sam zrobił. Po raz pierwszy znałem go, aby gotował mięso, klopsiki, wszystko zdalnie skomplikowane, które wymagałoby przepisu.

Kilka nocy temu przyniósł pieczonego kurczaka. To było pyszne. Wysłał zdjęcie wszystkich przypraw, których użył, a były one różnorodne!

Ostatniej nocy dostałem wiadomość: „Zrobiłem polentę i klopsiki! Czy mogę je przynieść?

Renzo wraca, a ja przypisuję polentę i magię jedzenia.

Oczywiście nie wychodzimy z lasu. Prawdopodobnie nigdy nie będziemy. Teraz, gdy czuje się trochę lepiej i najwyraźniej jest, niepokoi go to, że przestanie brać leki, ponieważ mania jest dobra. Czuje się szczęśliwy i niepokonany, kiedy jest szalony. Nie zauważa, że ​​wyczerpuje i irytuje wszystkich wokół siebie.

Niedawno powiedziałem do Renzo: „Musisz poczuć swoją drogę do tego, co jest dla ciebie normalne. Możliwe, że nie wiesz, jak się czuje normalność. Tak właśnie wygląda życie. Wszyscy żałujemy. Wszyscy odczuwamy lęk, nudę. Życie może być bolesne. Popełniamy błędy. Musimy sobie wybaczyć. Nie możesz skupić się na bólu ”.

Ale na razie działa polenta. Polenta, na której polegamy.

Modlimy się, aby Renzo nigdy więcej nie zszedł w otchłań. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak często dana osoba może znieść taki poziom depresji. Dziękuję Bogu, że został nam zwrócony.

Na razie jeszcze raz dziwię się potęgą jedzenia.