„Przywłaszczenie kultury ma miejsce wtedy, gdy członkowie kultury dominującej przyjmują części innej kultury od ludzi, których oni również systematycznie uciskali. Kultura dominująca może spróbować jedzenia i pokochać je bez konieczności prześladowania z powodu ich konsumpcji. ”
—Rachel Kuo

Zanim opuściłem swój dom w Mumbaju, aby studiować w Holandii, pomyślałem, że idea kulturalnego przywłaszczenia żywności jest całkowicie nieprawdziwa. Pracowałem wtedy jako pisarz żywności dla startupu i często pisałem o nowych restauracjach serwujących zagraniczne jedzenie w całym mieście.

Wierzyłem, że jedzenie jest sposobem na zbliżenie ludzi na całym świecie. Wierzyłem, że każdy może jeść, gotować, pisać i sprzedawać dowolne jedzenie. Wciąż robię.

Wszystko się zmieniło, kiedy przeprowadziłem się za granicę. Moje jedzenie, które kocham, stało się źródłem zawstydzenia. Obiady, które przywiozłem do pracy, przyciągnęły niechcianą uwagę.

Pewnego razu spotkałem się z przyjacielem na kawie przed popołudniowymi zajęciami, właśnie jadłem lunch w domu. „Dlaczego czubki twoich palców są żółte?” Zapytała, sprawdzając moje cyfry.

„To dlatego, że gotowałem z kurkumą”, powiedziałem jej.

„Czy dodajesz kurkumę do swojego jedzenia wszystkimi palcami?” Sondowała w dobrym humorze.

Czułem się nieswojo na myśl, że muszę przyznać, że moje palce są żółte, ponieważ właśnie zjadłem z nimi dal i ryż. Kiedy jej powiedziałem, odpowiedziała, że ​​jako dziecko jej mama zgwałci kłykcie, jeśli odważy się porzucić widelec i nóż. Poczułem też metaforyczny rap na moich knykciach.

Prawdopodobnie zauważyła zdumiony wyraz mojej twarzy i szybko dodała przepraszające „Uwielbiam curry”, zanim poprowadziła dyskusję gdzie indziej.

W moim małym miasteczku uniwersyteckim nie ma wielu opcji jedzenia późno w nocy. Samotny turecki kebab jest jedną z niewielu restauracji, które są odpowiednie dla tłumu po imprezie. Pewnego wieczoru znalazłem się tam z holenderskim przyjacielem, który wypił za dużo piwa.

„Jedynym powodem, dla którego nasz rząd pozwala„ tym ludziom ”zostać, jest jedzenie! Tak cholernie dobrze! ”Wykrzyknął.

Napisał do mnie następnego dnia, aby przeprosić za „niegrzeczny komentarz”. Obwinił piwo. Nie mogłem się jednak zastanawiać, czy jego słowa zdradzają jego prawdziwe uczucia wobec tureckich imigrantów. Czy toleruje je tylko dlatego, że lubi kebab z donerami?

Przypomniało mi to tweeta Donald Trumpa z taco. Mam nadzieję, że mój przyjaciel nigdy nie kandyduje na urząd polityczny.

Poza zwykłymi wypadami ze znajomymi, te incydenty zdarzają się również w profesjonalnych warunkach.

Na początku tego roku uczestniczyłem w sympozjum w Amsterdamie. Prelegenci byli genialni, impreza była dobrze wyselekcjonowana, a publiczność brała udział. Wszystko szło dobrze do przerwy na lunch. Nie byłem pewien, czy uwzględniono lunch, więc spakowałem trochę pulav z poprzedniego wieczoru (ryż gotowany z przyprawami i warzywami). Sympozjum zapewniło lunch, ale zamiast zmarnować pulav, postanowiłem go zjeść. Znalazłem kuchenkę mikrofalową, ogrzałem lunch i dołączyłem do innych uczestników w prowizorycznej jadalni. Poruszałam się z moją skrzynką na lunch, networkingiem, towarzyskimi.

W połowie drogi podszedł do mnie starszy członek zespołu organizacyjnego i zapytał o mój lunch. „To stary budynek. Nie mamy najlepszej wentylacji. Wiesz, zapachy zwykle pozostają.

Nie jest dla mnie jasne, dlaczego moje nawyki żywieniowe zależą od zgody kogoś innego.

Nie wiedziałam co powiedzieć. Dla mnie mój pulav pachniał przepysznie. Czy wszystkie potrawy nie pachną?

„Osobiście nie mam problemów z silnie pachnącym jedzeniem” - kontynuowała. „Mieszkam tuż obok indyjskiej restauracji i często jemy tam, ponieważ ładnie pachnie. Problemem jest tylko czas i miejsce ”.

Resztę lunchu zjadłem w toalecie, myśląc o tym, jak następnym razem będę musiał zaplanować właściwy czas i miejsce na zjedzenie posiłku.

To tylko garstka z wielu moich doświadczeń związanych z przywłaszczeniem jedzenia i kultury. Sprawiają, że czuję, że potrzebuję pozwolenia, aby być dumnym z mojej kuchni i nawyków żywieniowych - ale wydaje się, że to zezwolenie wydaje się na kaprys innych.

W rezultacie coraz bardziej chronię indyjskie jedzenie, mieszkając za granicą. Szybko zganiam przyjaciół i znajomych za jedzenie roti i ryżu jak burrito. Denerwuję się, kiedy nazywają cokolwiek i wszystko indyjskim „curry”. I warknę, gdy ktoś próbuje mnie pouczyć o kurkumie w proszku lub curry.

Za każdym razem, gdy moi europejscy przyjaciele mówią mi, że uwielbiają indyjskie jedzenie, zastanawiam się, czy poczuliby się tak samo, gdybym jadł palcami w ich towarzystwie, czy też złapali powiew mojego masala z jedzeniem gdziekolwiek poza Indianinem restauracja. Nie jest dla mnie jasne, dlaczego moje nawyki żywieniowe zależą od zgody kogoś innego. Nie proszę nikogo o zmianę kultury kulinarnej, aby mi odpowiadała.

Zacząłem jednak starać się być bardziej przystępnym i mniej złym - bardziej przygotowany do wyjaśnienia i rozumowania, mniej defensywny i zdenerwowany. Przez większość dni robię postępy.

Ale potem przeczytałem o Gordonie Ramsayu, który mówi obcokrajowcom, jak gotować własne jedzenie, a wszystko znów zaczyna się obniżać.