Urodziny Rogera

Suzie pomyślała, że ​​nie można poczuć wiatru we włosach w niedzielne popołudnie. Spojrzała przez ramię i nadepnęła na gaz, łącząc się przed pół z chromowanymi rogami na kapturze.

Kiedy pomachała, dziękuję, złapała kierowcę, który robi znak pokoju i przerzuca go językiem przez lusterko wsteczne. Zaszczycona, zachichotała i podkręciła muzykę, pędząc przez koniec długiej krzywej. W końcu za dwadzieścia minut wróci do domu Rogera.

Jednak kabriolet Toyoty był prezentem od Billy'ego. Biedny skurwysyn ostatnio przesyła jej e-mailem. Boże, jak ją kochał. Wiedziała, że ​​był dobrym mężczyzną i próbowała z nim zostać, ale teraz był tak szczery z powodu corocznych podróży do Key West i diety o niskiej zawartości sodu. Od czasu zawału serca nudził ją na śmierć. Już miała skończyć 50 lat i była na skraju, że go wyrzuci, kiedy zaproponował, że pomoże jej znaleźć samochód. A potem, kiedy pojawił się na jej urodzinach w czarnym kabriolecie z przewiązaną dużą czerwoną wstążką, cóż, po prostu dobrze było trzymać go na kilka miesięcy.

W końcu to on ją zostawił. Samolubny kutas.

Pamiętała, że ​​rok był już prawie na ubezpieczeniu, które opłacił z góry. Może powinna odpowiedzieć na jego e-maile.

Jedną ręką jechała, machając drugą ręką przez wiatr nad głową, żeby wysuszyć Cutex. Chciała tylko spokojnej pary godzin w domu, zanim dotrze do Rogera.

Zmieniła dłonie i poprawiła widok z tyłu, dostrzegając twarz w lustrze. Z jej blond włosami na wietrze i odrobiną czerwonej szminki prawdopodobnie mogłaby uchodzić za 35, zdecydowała.

„W wieku 35 lat nadal troszczyłem się o ciebie, małe gówno!”

Wspomnienie wróciło do niej błyskawicznie. Jej syn wytropił ją zeszłej nocy.

„Teraz odprawiasz mnie. Ha! ”

„Czy zapomniałeś o urodzinach Adama?”, Zapytał ją, opierając się o bar, gdzie siedziała sama, z szerokimi łokciami.

„Nie, jego prezent jest właśnie tutaj.” Popchnęła w jego kierunku torbę z prezentami pokrytą poszarpaną niebieską bibułką.

„Chciałem po niego pójść.” Wskazała na szklankę.

„Mamo, jest godzina 23. Ma sześć lat.

„Cóż, ja też mogę mieć życie.”

Przypomniała sobie puste spojrzenie na jego twarzy; przypomniała sobie, że nie ruszając się z baru, poszła do łazienki, gdzie wszystko zrobiło się czarne. Potem nic, dopóki nie zatrzymali się przed dupleksem, który dzieliła z siostrą.

Syn pocałował ją w policzek. „Kocham cię, mamo”.

„Tak, tak” wymamrotała.

Pomyślała, że ​​może ktoś pomógł jej wejść po schodach, ale nie pamiętał twarzy. Ktokolwiek to był, nie zamknęli za sobą drzwi, wychodząc z łóżka, ponieważ rano wyszła z łóżka, drzwi frontowe były szeroko otwarte, a jej klucze wciąż były w zamku.

„Niech to cholera”, kopnęła.

Jej usta były lepkie. Skrzywiła się na zimne kafelki w słonecznej kuchni i wypiła szklankę zimnej wody z kranu. Zaraz jej żołądek zaczął bulgotać.

Obiema rękami chwyciła zlew ze stali nierdzewnej i spojrzała na kwitnącą jabłoń na podwórku. Powiew kołysał. Poczuła ucisk w żołądku. Mocniej zacisnęła się, ale kiedy znów się uchwyciła, nie mogła powstrzymać powrotu wody. Było czysto, wciąż zimno. Czy zjadła kolację poprzedniej nocy? Nie pamiętała.

Gdy tak się stało, było tylko jedno. Sięgnęła po szklankę i napełniła ją sokiem jabłkowym i łyżką miodu, a następnie podgrzała ją przez kilka sekund w kuchence mikrofalowej. To wszystko powstrzymywało jej bunt od żołądka.

Wyssała miód z łyżki i myła go małymi łykami, podczas gdy jabłoń kołysała się na zewnątrz. Usłyszała kroki na schodach i odwróciła się, opierając się o ladę, by przywitać się z siostrą. Nikogo tam nie było.

Znów usłyszała kroki.

„Patrzysz na nie, Suze”, zmrużyła oczy. "Nie ma nikogo."

Zadrżała. Mogła przysiąc, że usłyszała, jak ktoś mówi na górze. W jakiś sposób jej koszulka była przesiąknięta potem.

Do drinka dodała odrobinę wódki z dolnej szafki. Poczuła ucisk w żołądku. Przełknęła, złapała zlew i zamknęła oczy. Była taka zimna.

Gdy płyn schodził w dół, jej żołądek rozgrzał się i rozluźnił. Upiła kolejny łyk dziecka i jeszcze raz. Otworzyła oczy i patrzyła, jak drzewo kołysze się jeszcze bardziej. Nagle wyczerpana ujęła szklankę obiema rękami i upiła ostatnią. Włożyła kubek do zlewu, wróciła do sypialni i wczołgała się pod kołdrę. Była dopiero 5:30.

Kiedy obudziła ją kosiarka sąsiada, minęło kilka minut po 9. Pojedynczy promień słońca przeciął zasłonę zaciemniającą i uderzył ją w twarz. Jęknęła i oparła się. Jej dłonie były lepkie, a usta suche.

Wyszła do kuchni. Jej szklanka była czysta i odwrócona do góry nogami w półce na naczynia. Shelly nie spała.

Suzie napełniła szklankę do połowy wodą z kranu i wypiła. Chłodny płyn przeszedł przez jej brzuch i zamiast tego zaskoczył jelita. Bolesne skurcze brzucha kazały jej pobiec do toalety.

Drzwi do łazienki ledwo się za nią zamknęły, gdy rzuciła się, by szarpać majtki. Toaleta wypełniona brązowawym płynem. Zapach był tak okropny, że zarumieniła się dwukrotnie.

Teraz również pojawiło się skurcze żołądka i wymiotowała. Poczuła ucisk w żołądku i znów zwymiotowała, aż po policzkach popłynęły łzy. Wylała wodę do zlewu w łazience i wzięła kilka łyków, ale natychmiast wyszła, żółta i gorzka. Oparła się o drzwi, które zatrzasnęły się i zaskoczyły ją.

Opadła na podłogę, trzęsąc się. Wiedziała, że ​​jeśli mogłaby tylko wrócić do kuchni i zatrzymać trochę miodu, to by przestało.

Kiedy jej głowa przestała się kręcić, podniosła się, oblała twarz zimną wodą i ponownie spłukała toaletę. Poszła do kuchni, żeby naprawić kolejną szklankę, ale poszła do łazienki, aby ją wypić.

I tak było, przez pierwszą godzinę swojej niedzieli Suzie popijała lekarstwa na podłodze, między toaletą a wanną.

Dla Rogera pomalowała paznokcie na czerwono.

Ze stopą opartą na wannie zauważyła siniak na wewnętrznej stronie prawego kolana i jedną na lewym udzie. Nie pamiętała, żeby byli tam wczoraj. Miała niejasne wspomnienie, jak potykała się po schodach do domu i lądowała na boku. Wnętrze jej dłoni też zostało zdrapane.

Rozległo się pukanie do drzwi.

„Suze? Jesteś tam? Shelly szybko pukała w palce, co doprowadzało Suzie do szału.

„Tak!” Zawołała. "Przestań!"

„Przepraszam!” Zaśmiała się. „Chciałem tylko przypomnieć, że Hank przyszedł na ekrany. Powinien tu być o jedenastej.

„Kurwa!” Suzie wstała i otworzyła drzwi. „Czy nie mógł tego zrobić, kiedy jestem w pracy?”

Shelly przyjęła siostrę: chuda, śmierdząca, w majtkach i poplamionym podkoszulku, z jaskrawoczerwonymi paznokciami, tłustymi włosami i szklistymi, przekrwionymi oczami.

„Jezu, siostro”.

"Zostawiasz mnie samego."

Fala smutku zalała Shelly, która wywołała uśmiech dla swojej siostry. „Pomyślałem, że może moglibyśmy pójść na polowanie na okazje w Birdie, kiedy on tu jest. Mają ogromną wyprzedaż wyprzedażową ”.

Suzie przewróciła oczami i wybiegła z łazienki na piętach, aby uniknąć rozmazania paznokci. „Mam gówno do zrobienia” - powiedziała, szukając paczki papierosów. Znalazła go i zapaliła. „Dzisiaj są urodziny Rogera” - wyjaśniła między zaciągnięciami.

Potem zauważyła słaby łuk brwi Shelly, tak jak mogła to zrobić tylko siostra.

"Co?"

Shelly przekrzywiła głowę. „Adam zadzwonił, szukając cię wczoraj”.

„Tak, cóż, babcia jest za stara na sprężyste domy. Poza tym dostał swój prezent, małe gówno.

Shelly zadrwiła. "Jesteś niewiarygodny."

Suzie, oszołomiona papierosem, zdjęła siostrę i wróciła do łazienki. Wrzuciła papierosa do toalety i krzyknęła „Jestem dorosła, Shel!” Z powodu uderzenia gorąca. Patrzyła, jak krąży w dół, aż jej obraz stał się czarny, potem odwróciła prysznic i wskoczyła do środka.

„Cholera!” Mruknęła, kiedy zdała sobie sprawę, że jej paznokcie są jeszcze mokre.

Prysznic ją ożywił i, niech szlag trafi, osuszyła włosy ręcznikiem z taką energią, że jej skóra głowy mrowiła, a policzki zaróżowiły się. Obejrzała paznokcie i zaśmiała się. Błyszcząca nigdy nie była jej mocną stroną.

Słyszała, jak Shelly na górze w swoim studio kręci się wokół. Włożyła czyste szorty i kraciastą bluzkę bez rękawów i wyszła na palcach do kuchni, żeby usmażyć kilka jajek. Nalała im soli i przepędziła trochę bardziej wzbogaconym sokiem, aby wszystko pozostało.

Z czystymi naczyniami udała się na tylny pokład, aby nałożyć drugą warstwę lakieru.

Usiadła na leżaku na słońcu, żeby naprawić paznokcie, z zapalonym papierosem w ustach i nogami na stole. Zadzwonił telefon, a ona na to pozwoliła.

„Cześć, babciu Suzie!” Głos Adama dobiegł z automatycznej sekretarki.

„Powiedz jej, dziękuję” - wyszeptał jej syn w tle.

„Dziękuję!” Adam kontynuował. Było więcej szeptów. „Dla niedźwiedzia! Kocham Cię!"

Uśmiechnęła się szeroko.

Przyszła Shelly. „Nie zamierzasz nawet rozmawiać ze swoim wnukiem?”

„Cholera, spójrz na mnie, wszystkie moje paznokcie są mokre!”

„Nie mogę ci kurwa uwierzyć”, potrząsnęła głową. „Mama się wstydzi.”

„Cóż, jest kurwa martwa, Shel. Czy mogę teraz cieszyć się niedzielnym porankiem?

Shelly wzięła głęboki oddech. „Potrzebuję dwudziestu pięciu dolarów dla Hanka”.

„Dwadzieścia pięć pieprzonych dolarów?”

„Przychodzi w dniu wolnym od pracy, żeby włączyć wszystkie nasze ekrany i kosić trawnik, więc tak, powiedziałem mu, że damy mu pięćdziesiąt dolarów”.

„Myślisz, że zarobiłem z cholernych pieniędzy, Shel?”

„Miałbyś o wiele więcej, gdybyś nie wypił wszystkiego”.

„Pierdol się!” Warknęła Suzie. „Jestem dorosłą pieprzoną kobietą i lubię się dobrze bawić. Może gdybyś się trochę rozluźnił, mógłbyś sprawić, by mężczyzna też zwrócił na ciebie uwagę. Kiedy po raz ostatni leżałeś? Co? - szydziła.

Oczy Shelly wypełniły się łzami. Rozczarowało ją to. Jej siostrzyczka była tak daleko. Pokręciła głową i wróciła do środka.

"Co? Zadaję tylko pytania, które każdy chce zadać! ”Zawołała. Kiedy zgasiła papierosa, zauważyła sąsiada, który patrzył na nią ze swojego ogrodu. „Dzień dobry!” Machnęła Suzie.

Pochyliła się do środka, żeby wziąć portfel, ale jej paznokcie były wciąż zbyt mokre, aby zapiąć torebkę. Sapnęła, zirytowała się i przypomniała sobie słoik zmian, który trzymała na komodzie w swoim pokoju. Wkroczyła do środka, zacisnęła ją na dłoniach i pomaszerowała po schodach.

Eksplodowała w studio sztuki Shelly. „Chcesz swoich dwudziestu pięciu dolarów? Tutaj! - zatrzasnęła słoik na swoim stole do rysowania.

„Skorzystaj ze mnie i osądzaj mnie, jak chcesz, kurwa,” krzyknęła, schodząc ze schodów. „Po prostu bądź gotowa poradzić sobie z konsekwencjami!”

Włożyła japonki, złapała torebkę i klucze, zatrzasnęła drzwi wejściowe i wsiadła do kabrioletu.

Podczas gdy czekała na opadnięcie góry, nastroiła radio na klasyczną stację rockową i podniosła głośność. Cofnęła się z podjazdu, nie patrząc, i przeszła ulicą na stację benzynową po papierosy. Hank przy pompie mył przednią szybę.

„Cześć Suzie”, uśmiechnął się.

„Hank!” Wykrzyknęła „Co za miła niespodzianka”.

„Jestem w drodze do ciebie”, kiwnął głową. „Teraz nie mogłem się pojawić w brudnej ciężarówce”.

„Och, dzięki, lalko! Słuchaj, muszę uciekać, ale upewniłem się, że Shelly wiedziała, że ​​się tobą zaopiekuje - mrugnęła. „Kilka singli takich jak my, naprawdę doceniamy wszystko, co robisz!”

Zarumienił się.

Ścisnęła jego ramię. „Nie pracuj teraz zbyt ciężko!” Drażniła się.

Weszła do środka po papierosy i zobaczyła jego odbicie w oknie, obserwując ją. Dostała kopniaka od Hanka. Był zbyt dobrym chłopcem, ale był wystarczająco dobry, by utrzymać się z tyłu.

Roger, pomyślała, gdy wróciła do samochodu, teraz był mężczyzna, który był wart jej czasu. Jego żona zmarła w zeszłym roku, a to zepsuło wszystkie plany podróży samochodem kempingowym, które kupili za swoje 60. miejsce. Teraz, wraz z rozliczeniem polisy ubezpieczeniowej na życie swojej żony, mówił o wcześniejszym przejściu na emeryturę i kupieniu „nam” domu nad jeziorem. Wszystkie jego dzieci były dorosłe. Mieli teraz własne dzieci. Spotyka się tylko z Suzie od nieco ponad miesiąca, więc jeszcze nie spotkała żadnego z nich, ale obiecał, że opowie im o swojej ostatniej nocy, podczas przedwczesnej kolacji.

Dzisiaj były jego prawdziwe urodziny i obiecała, że ​​ugotuje mu polędwicę odpowiednią dla króla, więc udała się do supermarketu na świeże cięcie. Zrobiła butelkę czerwonego, butelkę szampana, ziemniaków i papryki do grilla, Alka-Seltzer, ciasto czekoladowe i te świece z cyframi, 6 i 2.

„Cześć Suzie, poczekaj sekundę!” Przy kasie usłyszała męski głos. Odwróciła się i rozpoznała wysokiego, ciemnego barbarza. Czy to był Kevin?

"Hej! Nie powinieneś istnieć na świecie! ”

„Hah” zachichotał. „Wszystko w porządku z samochodem?”

Nie miała pojęcia, o czym on mówi. Na szczęście kontynuował.

„Po zaparkowaniu podciągnąłem siedzenie. Sprawiasz, że w środku jest ok? Byłaś całkiem rozświetlona zeszłej nocy!

Śmiał się głośno, jak u nastolatka. Zdenerwowało ją to.

Nagle przyszło jej do głowy: jego twarz, gdy biegł po schodach, by pomóc jej zeszłej nocy. Z początku go nie poznała. Potem zawstydzona odepchnęła go. Wtedy upadła i krzyknęła na niego, żeby zostawił ją w spokoju.

„Och, hę” - odwróciła wzrok. „Tak, wszystko w porządku. Wczoraj zapomniałem zjeść kolację, więc nie mogłem trzymać jej jak zwykle, wiesz… Próbowała się uśmiechnąć, a potem tylko gapiła się na galon mleka w jego rękach.

„Całkowicie wiem, co masz na myśli! Nie mogę pić tak jak kiedyś! ”Potrząsnął głową.

Czym on jest, pomyślała, mając dwadzieścia osiem lat? Mądrala.

„Do zobaczenia, Kevin” - pomachała.

„Och, to jest Chad”, uśmiechnął się. „Ale nie martw się! Do zobaczenia! - pomachał i podszedł do kasy.

Kasjer spojrzała na Suzie z dzikim uśmiechem i sięgnęła po szampana „Wygląda na to, że świętujemy!” Zachichotała.

Na parkingu Suzie poczuła zawroty głowy. Może smażone jajka to za mało, pomyślała. Usiadła w samochodzie i otworzyła piwo, zawinęła je w serwetkę i wypiła dwie trzecie. Otworzyła drzwi na tyle, by postawić puszkę na chodniku. Chad przejechał obok i pomachał. Wyjechała za nim i skierowała się na autostradę.

Około mili w dół drogi Chad skręcił do starego domu kultury, gdzie kazali jej udać się na te wszystkie spotkania AA kilka lat temu. Utknęła na czerwonym świetle, więc patrzyła, jak podchodzi do garści palaczy i wydaje przytulenia niedźwiedzia. Ktoś zabrał mu mleko.

„Liczby” uśmiechnęła się złośliwie.

Zapaliła papierosa, otworzyła dwie miętówki i zapięła pas. Gliniarze zwykle nie byli tu w niedziele, ale nie została odciągnięta od dwóch lat i nie zamierzała przerwać swojej serii. Światło zmieniło się na zielone, a ona prześliznęła się przez most do autostrady na rampie.

Nabrała prędkości, poczuła wiatr we włosach, podkręciła muzykę. Jej paznokcie były nadal trochę lepkie, więc podczas jazdy drugą ręką trzymała rękę pod wiatr. Zanim połączyła się przed kierowcą ciężarówki, była już znacznie powyżej ograniczenia prędkości. Nacisnęła hamulec i zobaczyła swoje odbicie w widoku z tyłu. Nic, czego nie pomalowałaby mała szminka.

Nie odrywała wzroku od drogi, otwierając torebkę, i odwróciła ją do góry nogami nad siedzeniem pasażera, żeby pogrzebać w małej czarnej tubie.

Dogonił ją kierowca ciężarówki. Wciąż robił wulgarne gesty, które widziała w lustrze. Przyspieszyła i zauważyła potrzebną szminkę. Jej samochód skręcił trochę, ale go złapała.

Podczas nakładania wymazu na dolną wargę złapała starego Cadillaca i obejrzała się przez ramię, by go minąć. Ciężarówka wciąż była za nią, ale wyskoczyła na lewy pas. Spojrzenie w prawo potwierdziło to, co podejrzewała Suzie, nudną parę, prawdopodobnie nieco ponad sześćdziesiątkę, ale idącą siedemdziesiąt pięć, nie dbającą o świat dla niej lub kogokolwiek innego w niedzielę.

„Jeszcze nie umarłeś!” Krzyczała na nich. „Żyj trochę, na miłość boską!”

Skręciła z powrotem na prawy pas i zacisnęła usta.

Chwilę później zabrzmiał klakson ciężarówki. Kierowca znów zatrzymał się za nią. Machał i walił w róg, a potem wysunął język i dyszał jak szczeniak.

„Jezu”, śmiała się, „uspokój się!”

Przeszła na lewy pas i pozwoliła mu dogonić. Następnie, uważając na swoje paznokcie, otworzyła górną część bluzki i potrząsnęła nim.

Nawet nie widziała, jak jego opona zaczyna palić. Zanim wybuchł, tuż przed tym, jak jego przyczepa podniosła nóż, próbował się do niej zwrócić, by poszła za nim do miejsca odpoczynku, a ona przyspieszyła, by nie przegapić wyjścia Rogera.

Dopiero gdy machała z rampy, zdała sobie sprawę, że jego ciężarówka ześlizguje się z drogi. Cadillac zablokował się pod przyczepą.

Z czerwonego światła nie widziała nic cholernego. Serce biło jej mocno. Wzięła głęboki oddech, by się uspokoić, aż samochód za nią zatrąbił. Wyrwała się z otępienia i pojechała naprzód.

Za nią zapaliły się policyjne światła.

„Kurwa, kurwa, kurwa!” Spojrzała na siedzenie pasażera i zaczęła grzebać w miętowych oddechach. Wystrzeliła dwa, odrzuciła pudełko, a potem usłyszała syrenę.

Nagle radiowóz skręcił na pobocze i popędził naprzód, zatrzymując ruch uliczny. Suzie spojrzała na piersi i szybko zapięła guziki. Jeden z przycisków wbił się w miniaturę.

Krążownik zawrócił i zawrócił dwukrotnie, mijając Suzie i kierując się na autostradę. W niebo unosił się pióropusz dymu w kolorze węgla drzewnego.

Suzie zapaliła papierosa, żeby się uspokoić. Była tylko przecznice od Rogera. Co jeśli wyśledzą jej samochód?

Wiedziała, że ​​musi się pospieszyć i napić się jej, na wypadek, gdyby sprawdzili jej poziom alkoholu we krwi. Jechała dalej, wrzuciła papierosa na drogę i dwukrotnie sprawdzała szminkę, gdy wjechała na jego podjazd - być może wkrótce podjazd.

Wyjęła artykuły spożywcze z tylnego siedzenia i pobiegła po schodach.

„O mój Boże, cieszę się, że cię widzę!” Rzuciła torby przy drzwiach i wskoczyła w ramiona Rogera. Właśnie wszedł z tylnego pokładu. „Wszystkiego najlepszego!”, Pocałowała go w szyję i przywołała wystarczająco dużo emocji, by płynęły łzy.

„Hej, hej, co się stało?” Odsunął się, by na nią spojrzeć.

„Ten szalony kierowca ciężarówki prawie zepchnął mnie z drogi!”

Roger postawił piwo. "O nie! Wszystko w porządku? Ścisnął jej ręce od ramienia do nadgarstka. Jego oczy były pełne troski.

„Jestem tak oszołomiony, że pomyślałem, że mi się nie uda. Trzęsę się! ”Wyciągnęła ręce, żeby mógł to zobaczyć.

Opadła na krzesło, a on podał jej swoje piwo. „Napij się,” powiedział.

„Tak dobrze się mną opiekujesz” - westchnęła z ulgą.