Makaron i Uczucia

Źródło

Jestem w połowie drogi między przystankiem autobusowym a drogą poza miastem. Brodzę przez mały tłum na pół oświetlonym chodniku. Kiedy mijamy się nawzajem, nasze na wpół rozświetlone twarze rozpaczają między na wpół uśmiechami i niepewnymi emocjami. Jesteśmy jak grupa na wpół naszkicowanych sylwetek wykonanych przez na wpół wykwalifikowanych artystów.

Światła uliczne powoli gasną, a słabe poświaty ze straganów i barów wylewają się na ulice jak częściowo zapamiętane sny. Widzę, jak cienie rozpuszczają się, a następnie pojawiają się ponownie, gdy pojazdy przejeżdżają obok Birom Street. Myślę o snach i o tym, jak te, które mamy w tym mieście, zawsze wydają się nam uciekać. A kiedy biegną, pozostawiają po sobie smugi dymu i pyłu, które wiszą nisko jak stalaktyty. To lekcja, przestroga, by nie marzyć za dużo.

I dostosowujemy się. Uczymy się chodzić z nisko opuszczonymi głowami, abyśmy nie padali ofiarami własnej wyobraźni.

Pewnego dnia na tym samym chodniku spotkałem kobietę. Była mała i spokojna i siedziała sama przy małym sklepiku ze stolikami.

„Nie, nie ... czekaj, każę ci wyjaśnić” - mówiła do siebie - „sprawię, że wyjaśnię, sprawię, że wyjaśnię”.

Jej włosy są brązowe i kręcone. Paznokcie połamane i poplamione plamami czerwieni, które wyglądały jak mapy małych krajów. Na czwartym palcu lewej dłoni znajdował się stary, umyty srebrny pierścień.

A kiedy mówiła, zastanawiałem się. Zastanawiałem się, czy słowa, które wypowiedziała, były po prostu bezsensownymi myślami chorej kobiety. Lub jeśli wskazywali na historie o przeszłości, która na zawsze czołgała się do teraźniejszości.

Teraźniejszość.

Jest trochę po drugiej rano. I z każdym nieznajomym, którego mijam, zastanawiam się, jakie mogą być ich historie. Gdzieś pod stosem zmęczonych butów i przeciążonych kurtek płaszcza są historie zwykłych ludzi o tych samych starożytnych motywach. Żałuję i straciłem okazje. Miłość. Złamanie serca. Zdobycze dla drugiej szansy.

Jest już pierwsza w nocy i wszyscy łączy nas jedna z dwóch prawd: że gdzieś się nie spóźnia, zastanawia się, gdzie możemy być lub że nie obchodzi nas, że są.

Jest w tym pewne poczucie pokrewieństwa.

Jest trzy minuty po drugiej w nocy. Jestem daleko od domu, w miejscu, którego nie rozpoznaję. To mały łańcuch kiosków, barów i miejsc shayi. Jeden mai suya jest zwinięty na ławce, gdy jego piec emituje ostatnie iskry dnia pracy. Małe grupy mężczyzn są rozproszone, sącząc herbatę i cicho rozmawiając. Stara para wychodzi z małego budynku, w którym miska makaronu znajduje się na szyldie elektronicznym. Trzymają się za ręce i prawie ślizgają się po delikatnym wietrze, gdy niosą delikatne strzaski wrzasków i miauczenia.

„Nie jesteś stąd”, mówi kobieta, gdy kroi dużą białą cebulę na drewnianym blacie.

Kiwam głową, a potem z dezorientacją kręcę głową. Ona się uśmiecha. Rozglądam się. Trzy pary klientów, każda para przy stole. Jedzą makaron i rozmawiają cicho. Przy skrajnie prawym stole mówi jeden mężczyzna, a kobieta naprzeciwko od czasu do czasu kiwa głową. Najgłośniejszą rzeczą w pokoju jest wentylator sufitowy.

"Jesteś bezpieczny. Mamy wystarczająco dużo makaronu dla wszystkich - mówi kobieta przy ladzie.

Idzie do małego pieca na dużym stole. Mały garnek dymi się parą z gotującego się makaronu. Grupa plastikowych misek siedzi na stole. Otwiera je jedna po drugiej i opróżnia ich zawartość do garnka do gotowania na parze.

Czosnek. Groszek Marchew…

„Czosnek obudzi twojego ducha”, mówi, „i to”, wskazując na talerz pokrojonych ogórków, „to rozwiąże twoje zmartwienia”.

Uśmiecham się i kiwam głową, zastanawiając się, czy nie wszedłem do jakiejś świątyni.

"Brak daty? Nie masz przyjaciela? ”- pyta kobieta, odkładając miskę gorącego makaronu.

Kręcę głową.

„Jest trzecia nad ranem” - mówię - „to nie może być randka, jeśli minie trzecia nad ranem”.

„Och, racja”.

Przez chwilę wpatruje się tępo.

„Ale kto mówi? Kto decyduje o tym, kiedy mieć daty, a kiedy nie?

Wzruszam ramionami.

„To tylko konwencja społeczna, jak jazda na dwóch rowerach jednocześnie”, mówię.

„Poczekaj, mówisz, że jedyną rzeczą, która powstrzymuje mnie przed jazdą na dwóch rowerach jednocześnie, jest konwencja społeczna. Na przykład, gdybym chciał, mógłbym zignorować to, co ludzie mogą myśleć, i po prostu jeździć na dwóch rowerach?

Przytakuję.

„To właściwie wszystko” - mówię.

„Żyłem kłamstwem, wszystkie utracone możliwości z dzieciństwa…”

„Nie jest dla ciebie za późno” - mówię.

Ona się śmieje.

„Ty też”, mówi, „nie jest za późno na przyjaźń. Dlatego wszyscy tu przychodzą ”.

"Co masz na myśli?"

„Żadna z osób, które widzisz, jak jedzą razem, nie weszła razem”, mówi. „Wszyscy się dzisiaj spotkali”.

„To miło”, mówię, między łykami gotowanego jajka a ogórkami.

Kiwa głową.

„Makaron i uczucia, tak walczymy z samotnością w tym mieście” - mówi.

„Ach, samotność, prawda”.

„Tak, samotność” - mówi - „wydaje się, że jest to najlepszy korektor dla nas wszystkich”.

Mam problem z zebraniem ostatnich kawałków zupy. Wreszcie przychodzi mi do głowy pić bezpośrednio z miski. Kobieta się śmieje.

„Jest więcej”, mówi, „mogłabym zaoszczędzić pół talerza”.

„Nie, dziękuję, jestem dobry”.

„Następnym razem, kiedy przyjedziesz, znajdę ci przyjaciela” - mówi.

Przytakuję.

To miejsce jest jak poprzednio. Nieznajomi dzielą się cichymi opowieściami o makaronach i niejasnymi wspomnieniami z domów. Wentylator sufitowy jest nadal najgłośniejszą rzeczą w pomieszczeniu. Kucharz wychodzi zza szarych, drewnianych drzwi.

„Wróciłeś!” - mówi - „Myślałam, że nie będziesz”.

"Naprawdę? Czemu?"

„Cóż, wiesz - nieważne. Usiądź. ”

Zajmuję miejsce. Ona podchodzi.

„Mam cię do przedstawienia” - zaczyna. „Oczekujemy cię od kilku dni. Pokazała się dwa razy.

"Ona?"

"Tak ona. Kobieta Dziennikarz."

„Dziennikarz… za dużo mówi?”

„Uh, nie bardzo, tylko zwykły gaduła… jak ja”, mówi.

Patrzę w kosmos.

„Zamknij się”, mówi, „makaron?”

Przytakuję.

„Miejmy nadzieję, że jutro się pojawi” - mówi kobieta.

„Nie masz jej numeru?” Pytam.

„Nie, nie mam. Nie jestem swatką. ”

"Dobrze."

Jest druga trzydzieści rano. Pojawiłem się trzy dni temu, dwa dni temu i wczoraj. Kobieta z makaronem wierzy, że jestem karana przez dziennikarkę i muszę dokonać pewnego rodzaju pokuty.

Wcześniej dzisiaj pięć par nieznajomych siedziało naprzeciwko siebie i dzieliło się makaronem i opowieściami. Od czasu do czasu spoglądali na smutnego mężczyznę, który siedział sam. Jedna kobieta, wychodząc z nowo znalezioną przyjaciółką, poklepała mnie po ramieniu.

„Życzę powodzenia” - powiedziała.

Trzy puste miski makaronu siedzą przede mną. To jeden z tych czasów, kiedy je się z nudów.

Moje oczy stają się ciężkie. Pokój delikatnie unosi się przede mną, a moje ciało ma wrażenie, że powoli się rozpuszcza i ślizga po maleńkich porach siedzenia. Moja wizja stopniowo traci skupienie, aż wszystko zamienia się w cichą plamę.

„Hej, obudź się, ona tu jest”.

Moje oczy otwierają się powoli i mój wzrok stopniowo dostosowuje się. Rozmycie znika, dopóki pomieszczenie nie zostanie wyostrzone.

„Dziennikarz” - szepcze kobieta-makaron, „jest tutaj”.

„Widzę, że byłeś zajęty”, mówi dziennikarz.

"Co?"

„Zobaczmy, trzy puste miski z makaronem, dwie puszki z napojem. Byłeś zajęty."

„Były tylko w połowie pełne”, mówię.

"W połowie pełna?"

„Jestem optymistą, jeśli chodzi o makaron” - mówię.

Podchodzi kucharz i stawia miskę parującego makaronu. Dziennikarz przybliża miskę do twarzy i wdycha powietrze.

„A więc, czy ona powiedziała ci całe przemówienie„ makaron i uczucia ”?”

Przytakuję.

„Z pewnością tak” - mówię.

„To dziwne” - mówi - „Nigdy nie myślałam, że przez miasto przemyka fala samotności”.

„Myślę, że to ma sens”, mówię. „Jesteśmy zbyt samotni, aby zdać sobie sprawę, że wszyscy inni czują to samo”.

Kiwa głową, pije długi kawałek makaronu.

„Jak wiązka sylwetek w ciemnym pokoju” - mówi.

"Co?"

„Jesteśmy zbyt samotni, aby zrozumieć, że wszyscy inni czują to samo. To tak, jakbyśmy wszyscy byli bandą sylwetek w ciemnym pokoju ”.

Przytakuję.

„Ale co w tym złego? Co jest złego w byciu samotnym? ”

„„ Samotność ”- mówi -„ gdybyś był sam i był z tego zadowolony, nie byłoby to nazywane samotnością. Można by to nazwać „byciem samemu i zadowolonym z tego” ”

„Emocjonalnie niezależny?”

„Dokładnie!” - mówi - „naprawdę jesteś pisarzem. No i słyszałem, co powiedziałeś o dziennikarzach. ”

Stara się zebrać ostatnie kawałki zupy. W końcu postanawia pić bezpośrednio z miski.

„Ty też to robisz?” - pytam.

„Kto nie?”

„Więc, panie Writer, o czym piszesz?”

„Cóż, piszę opowiadania -„

„Wiem, że to opowiadania” - mówi - „wspomniana kucharzka. O co im chodzi?"

„No cóż, ludzie. Zwykli ludzie robią zwykłe rzeczy, na przykład jedzą makaron. ”

„W jedzeniu makaronu nie ma nic zwyczajnego” - mówi.

Śmieję się.

"Co z Tobą? Jakie historie opowiadasz?

„Cóż, historie o ludziach. Zwykli ludzie robią zwykłe rzeczy. ”

„Lubię to”, mówię.

„Dlatego zostałem dziennikarzem dla zwykłych historii. Nie mamy tego dość ”.

Przytakuję. Ona kontynuuje.

„Te małe historie mają znaczenie, wiesz?”

Ponownie kiwam głową.

„Powiedzmy, że w przyszłości cała ziemia odparuje lub coś w tym rodzaju”.

"W porządku?"

„A potem pojawiają się obcy i decydują się na odtworzenie całej historii ludzkości na ziemi, od początku do końca, ponieważ jest to dla nich ważne lub po prostu się nudzą”.

Ponownie kiwam głową.

„Czy opowiadasz mi historię science fiction?”

"Nie, nie jestem…"

„Dobra, kontynuuj…”

„Próbują więc odtworzyć historię ludzkości na ziemi. Próbują, ale ich komputery wciąż mówią „nie można obliczyć, brakuje niektórych historii”, a potem odkrywają, że przegapili kilka historii. Rejestrowali najważniejsze wydarzenia, takie jak wojny światowe i tweety Trumpa, ale pominęli zwykłe. Po raz pierwszy przegapili dokładną trajektorię uśmiechu w Aleppo lub Bornu, dotyk kropel deszczu na twarzy dziecka, pominęli depresje, niepokój, złamane serce i opowieści o drugiej szansie. Nie mogą odtworzyć historii ludzkości, ponieważ pominęli zwykłe historie. A potem historia kończy się tym, że akceptują, że nie mogą robić tego, co zamierzali, chyba że wykopią zaginionych ”.

„Więc to jest boisko?” Mówię.

Ona się uśmiecha. Moje serce się rozgrzewa. Zastanawiam się, jaką trajektorię kosmiczną śledzi jej uśmiech. Myślę o tym, że tworzymy własne historie. Historie, które pozostają zwykłe dla wszystkich innych oprócz nas.

Jest piąta rano. Gdy wychodzimy ze sklepu z makaronami, zawarliśmy z dziennikarzem pakt: bez względu na to, co się stanie, znowu zjedlibyśmy makaron w małej i spokojnej restauracji, w której wentylator sufitowy jest najgłośniejszy. Rozmawialiśmy o naszym zwykłym życiu i dzieliliśmy się historiami o zwykłych ludziach wykonujących zwykłe rzeczy.

muzyka