Nauka jedzenia i gotowania na południu

Historia dzieciństwa, babci i robienia ciastek

Źródło zdjęcia: Izba handlowa hrabstwa Northumberland

Wychowałem się w domu na środkowym zachodzie na południu.

Mój ojciec, jedyny rodzic, którego miałem, był chicagowczykiem. Kultura jego domu na środkowym zachodzie była kulturą naszego domu w Wirginii. Nie byliśmy niczym Virginianie, którzy nazywali nas „herezjami”, ponieważ przeprowadziliśmy się tam, kiedy miałem siedem lat, i papistami, ponieważ nasza była jedną z trzech katolickich rodzin w naszym hrabstwie.

Mój ojciec zbudował nasz dom nad brzegiem Lodge Creek, dopływu rzeki Potomac. Najbliższe miasto, Callao, znajdowało się trzy mile od niego i składało się ze sklepu spożywczego, sklepu z pieniędzmi (pamiętasz te?), Sklepu z narzędziami, apteki ze starą fontanną z napojami, sklepu z damską suknią (tak, tylko sukienki!), jedna jadalnia, sklep z paszami i jeden motel z ośmioma pokojami.

Mój ojciec pochodził z długiej linii WAC (białych, anglosaskich, katolików), ale mieszkając w Chicago, jego rodzina była pod dużym wpływem włoskich, polskich i azjatyckich sąsiadów, szczególnie jeśli chodzi o jedzenie.

Moja babcia robiła zakupy na włoskim rynku dwa razy w tygodniu, aby kupić świeżo upieczony włoski chleb, ręcznie robiony makaron, prosciutto, salami i, oczywiście, wino. Cotygodniowo zatrzymywała się u polskiego rzeźnika dla kielbasy, wędzonych parówek i pikantnej musztardy.

W pochmurne, chrupiące poranki w Chicago mój ojciec zatrzymywał się w chińskiej restauracji, aby kupić dwie duże bułki jajeczne, które miały zostać zaoszczędzone na poranną przerwę, ale które zwykle spożywano przed przybyciem do szkoły. Kiedy miał dodatkową zmianę w kieszeni, zatrzymał się w piekarni męża i żony, jednego Francuza i drugiego Włocha, aby kupić rogalika lub kremowe ciasto.

Po przeprowadzce do naszego małego miasteczka w Wirginii, mój ojciec, starsza siostra i ja wybraliśmy się po raz pierwszy do małego, lokalnego sklepu spożywczego. Ojciec odszedł zdegustowany, przeklinając pod nosem o okropnym wyborze potraw. Później negocjował z właścicielem specjalne zamówienie niektórych potraw w zamian za bezpłatną pracę stolarską.

W przeciwieństwie do dzisiejszych supermarketów z przejściem po przejściu lodówek, nasz mały sklep miał jedną zamrażarkę, mniejszą niż większość dzisiejszych domów, która zawierała tylko opakowania sukotku, warzyw zupy i tubek mrożonego soku pomarańczowego. Po zawarciu umowy przez ojca na drucianych półkach pojawiły się paczki mrożonych brukselki, kalafiora i brokułów. Nikt, oprócz właściciela sklepu i nas, nie wiedział, co to jest, i nikt w tym mieście nie odważyłby się jeść warzyw o tak obco brzmiących nazwach!

Kiedy przyjechaliśmy, sklep miał jeden mały stojak z zapakowanym chlebem, zawierający kilka bochenków cudownego chleba - białego chleba z suszonego kleju, który po zmieszaniu ze śliną wraca do swojego pierwotnego stanu kleistego - oraz hot-dogi i bułki hamburgerowe, również tej samej kleistej substancji.

Źródło zdjęcia: Wonder Bread

Właściciel sklepu powiedział mojemu ojcu, że włoski chleb jest niemożliwy do zdobycia, więc poszli na kompromis z chlebem pełnoziarnistym. Mój ojciec targował się także o puszki kiszonej kapusty i szparagów, musztardy Dijon, polskich kiełbas, piwa Hamm i włoskiego wina.

Zdjęcie: Hamm

Kiedy jego tęsknota za etnicznymi potrawami stała się zbyt wielka, obudziliśmy się z siostrą w niedzielny poranek na głos ojca:

Ubrać się! Zjemy coś prawdziwego.

Pojechaliśmy dwie godziny do Waszyngtonu na autentyczne chińskie jedzenie w małej, wąskiej restauracji, w której jako jedyni mówimy po angielsku lub po włosku w restauracji z obrusami w kratkę w kolorze czerwonym i jedzeniem tak pysznym, że chciałeś płakać. Czasami kierowaliśmy się na południe do Richmond, aby zjeść posiłek w polinezyjskiej restauracji, która przyniosła płonące potrawy, lub do Norfolk, gdzie serwowano dania kuchni greckiej.

Nikt w naszym mieście nie jadł tak jak my. Nie chcieli też. Byli ostrożni, jeśli nie przerażeni, komercyjnie przygotowywanymi potrawami i nie bardzo cenili sobie restauracje. W mieście gościł tylko kierowca ciężarówki i przejeżdżający ludzie. Kiedy zapytałem sąsiada, dlaczego ona i jej mąż nigdy nie jedli, odpowiedziała:

Nikt nie umie gotować tak dobrze, jak ja. I nie wiem, jak czyste są te kuchnie!

Obiady szkolne były dla mnie tajemnicą. Ryba i grys? Smażona okra? Makaron z serem? Hush szczeniaki? Smażyłeś wszystko?

Mój ojciec mógł nie wiedzieć, że smażone potrawy były niezdrowe, ale na pewno nie sądził, że były smaczne. Przeważnie opiekany, gotowany na parze lub smażony. Wszyscy wokół nas smażili wszystko na smalcu i gotowali warzywa w tłuszczu. Kilka razy mój ojciec smażył, używał oleju, nigdy smalcu, a tłuszczu w jego kuchni nie wolno było jeść. Jedzenie w szkolnej stołówce i domach innych dzieci smakowało mi ciężko i tłusto. Sałatki, twarożek i szparagi nigdy nie były podawane nigdzie indziej niż w naszym domu.

Jednak tak dobrze przystosowaliśmy się do lokalnej diety obfitującej w owoce morza, że ​​mój ojciec w końcu został krabem i ostrygą, a swoje prace budowlane zamienił na budowę i naprawę łodzi. Nasza duża wolnostojąca zamrażarka, dwa razy większa niż ta w sklepie spożywczym, wkrótce została zaopatrzona w ostrygi, mięso kraba i kilka rodzajów ryb.

Jedyne lokalne jedzenie, które naprawdę nauczyłem się kochać, to ciastka. Moja starsza siostra wyszła za mąż za miejscowego chłopca, a jego matka mogła wydać kilka doskonałych herbatników, ale królowa herbatników była matką szwagierka.

Mama Sally mieszkała w starym wiejskim domu obok swojego syna i jego rodziny. Każdego ranka robiła ciastka, owijając je z piekarnika i dostarczając rodzinie syna na śniadanie. To samo robiła większość wieczorów na kolację.

Obserwowałem ją wiele razy, robiąc ciastka. Bez mierzenia, po prostu tossin ”, dabbin” i nalewanie ”. Jej muskularne dłonie wymieszały ciasto, aż było idealnie. Nigdy nie wiedziałem, co jest w porządku, a ona nie mogła mi powiedzieć. Powiedziała:

Nie wiem jak ci powiedzieć. To jest uczucie. Robiłeś to wystarczająco długo i po prostu wiesz, kiedy to jest właściwe.

Matka mamy Sally nauczyła ją robić herbatniki, zanim poszła do pierwszej klasy. Robiła to od ponad 70 lat!

Próbowałem poczuć ciasto, zanim było w sam raz, a po tym, jak powiedziała, że ​​było w sam raz. Nie mogłem powiedzieć zbyt dużej różnicy, co, jak zakładam, dlaczego robienie ciastek nie zostało dodane do mojej listy talentów kulinarnych.

Poklepała herbatniki w idealne koła, które wyłoniły się z pieca złote i łuszczące się i zbyt piękne, aby były ziemskie.

Robienie herbatników to zagubiona sztuka w większości miejsc na południu. Cóż, może nie w miejscach takich jak Georgia i Alabama, ale wiem, że ciężko jest znaleźć dobre ciastka na Florydzie, a nawet w Tennessee, kiedy odwiedzałem tam moją siostrę.

Sieci restauracji takich jak Hardees mają ciastka, ale są zbyt ciężkie i gęste, a nie lekkie i przewiewne, jak w Mamie Sally. Nie znam jednej restauracji w moim mieście na Florydzie, która ma autentyczne herbatniki, co jest dobre, ponieważ tuczą jak cholera.

Moja adoptowana córka to Honduran, jej była to Portorykańka, a mój mąż jest Argentyńczykiem. Moje dwoje wnuków, chociaż urodzone i wychowane na Florydzie, nie miało kontaktu z żywnością z Południa. Kiedy miał siedem lat, mój wnuk przeczytał tę książkę:

Zdjęcie kredytowe: Wildfire

Historia rozgrywa się na południe od nas i dotyczy chłopca, jego psa i pożarów, które szalały tutaj pod koniec lat 90. Byłem zdumiony, gdy był letni na temat książki. Wyjaśnił:

Cóż, historia jest w porządku, ale ludzie są dziwni. Jedzą dziwne rzeczy, takie jak piasek i bruk.
Piasek i bruk? Nikt nie je tych rzeczy! Pokaż mi, o czym mówisz.

Piasek, który jedli, był grysem. Jedyne, co mój wnuk mógł pomyśleć o tym ziarnku, to piasek, a my mieszkamy na Florydzie, gdzie jest go mnóstwo. Jego zdaniem ludzie ci jedli piasek!

Po przejściu brukowanych ulic św. Augustyna pomyślał, że brzoskwiniowy szewc jest czymś zrobionym z tych kamieni!

Tak zaczęła się nasza rozmowa na temat jedzenia w książce i wtedy odkryłem, że nie wiedział, co to są ciastka.

Następna sobota została przeznaczona na lekcję gotowania z południa. Ja, który nie jestem wielkim kucharzem z Południa, próbowałem nauczyć moich wnuków, jak zrobić kilka potraw wymienionych w książce - pokarmów, które konsumuje większość ludzi wokół nas.

Zrobiliśmy duży garnek grysów, kilkanaście ciastek od zera i brzoskwiniowy szewc. Mój wnuk chciał, żebym zrobił smażonego kurczaka, który oczywiście jadł wcześniej, ale który nigdy nie był przygotowywany w naszym domu.

Odmawiam smażenia kurczaka. Zrobiłem to w poprzednim życiu z mężem z Południa i przyrzekłem, że nigdy więcej nie usmażę kurczaka.

Kupiliśmy smażonego kurczaka z Publix, naszego lokalnego sklepu spożywczego. Ja, wegetarianin, zostawiłem kurczaka dzieciom, mojemu mężowi i córce, kiedy usiedliśmy do bardzo obfitego w węglowodany posiłku południowego.

Moi koledzy ze stołu nie znosili grysów, nawet gdy dodano ser. Myślałem, że są przyzwoite, ale szczerze wolę grys - proszę, nie wstydliwych komentarzy z Południowców!

Ciastka były smaczne, ale nie puszyste. Właściwie dość gęsty. Mama Sally nie wyraziłaby zgody. Ale z lokalnym dżemem jeżynowym, który zdecydowaliśmy się kupić, a nie zrobić, herbatniki szybko zniknęły. Jednak dzieci i ja zdecydowaliśmy, że to zbyt wiele pracy, aby spróbować ponownie. Teraz kupujemy je, gdy mamy ochotę na ciastka:

Źródło zdjęcia: Pillsbury Grands Biscuits

Nie świetne, ale wystarczająco dobre.

Brzoskwiniowy szewc podawany z lodami waniliowymi, które również zdecydowaliśmy się kupić, a nie sami, był DUŻYM hitem posiłku i od tego czasu zrobiliśmy to kilka razy.

Nigdy nie będę kucharzem z Południa, a teraz, kiedy moje wnuki mieszkają w kraju Yankee, wątpię, by kiedykolwiek nauczyły się gotować w stylu południowym.

Ale przynajmniej wiedzą, czym są ciastka!