Jeszcze tylko dwadzieścia minut

A potem będę mówić o pokrowcach na stoliki

Waking Ramble (5) Kontynuacja.

Nie mam formalnego szkolenia w dziedzinie ekonomii, filozofii lub psychologii. Jestem tylko obserwatorem fotela - a teraz pisarzem. Mam za sobą całe życie spostrzeżeń i pytań, a oto, gdzie je stawiam - na razie.

Zacznijmy od pozytywnych rzeczy z kolacji drużynowej, w której wczoraj pomogłem. Było dużo pozytywów. Powiedziałbym, że w sumie sześć lub siedem rodzin przybyło, aby wyżywić 60–70 młodych mężczyzn. Jak można sobie wyobrazić, wymaga to dużo pracy. Mój przyjaciel, który koordynował, zaczął gotować i zamrażać dwa tygodnie temu. Ma ogromne serce i rzuca się w te rzeczy. Dobre.

Kiedy staraliśmy się wyciągać stoły i odkrywać mechanizmy ich rozkładania, spotkałem naprawdę miłego ojca, którego nigdy wcześniej nie spotkałem. Jego rodzina przyniosła pudełka paluszków z Ogrodu Oliwnego. Jedna rodzina wniosła trzy masywne srebrne tace pełne lazanii. Pomagała matka chłopca, który doznał poważnych obrażeń na boisku. Opowiedziała prawdy o obrażeniach i postępach syna, stawiając plotki i spekulacje na swoim miejscu.

Pracowaliśmy jako zespół, ciągnąc dziesięć galonów mleka czekoladowego, podgrzewaczy Nesco, wody butelkowanej, makaronu, sosu, listew zasilających, nakryć stołowych, dekoracji i - och! Deserów, pięciu ogromnych patelni czekoladowych przysmaków.

To była społeczność w akcji. Ludzie pracujący razem, aby zrobić coś miłego dla swoich dzieci.

A dzieci były uprzejme i łaskawe - i wdzięczne.

Oto jednak scena: po godzinach, dniach i tygodniach przygotowań zespół pojawił się w szkolnej stołówce w skarpetach, wyrzucając korki w szatni. Byli spoceni, zmęczeni i wygłodniali. Zeszli na stół w formie bufetu, ułożyli stosy niebieskich plastikowych talerzy z jedzeniem, usiedli z przyjaciółmi i jedli serdecznie. W ciągu trzydziestu minut kosze na śmieci były pełne, chłopcy uciekli, a ci sami siedmioro lub ośmioro rodziców złożyło stoły z powrotem, odrzucone pokrowce, odłączone, połączone jedzenie i zaczęło wyciągać wszystko, co zostało z powrotem przez korytarze i nasze pojazdy. Było to mnóstwo pracy, ale przyjemnie się nią dzielono. Dobre prawo?

Oto moje pytania:

Czy tworzymy własną rzeczywistość? Moja inwestycja w to była minimalna. Pomagałem przez jeden dzień. Otrzymałem mnóstwo pozytywnych uczuć, więc było dobrze.

Dlaczego pomogłem tylko minimalnie i nigdy nie zgłosiłbym się na ochotnika do zaplanowania takiego wydarzenia? To nie moja sprawa i ja to wiem. Z drugiej strony mój przyjaciel - żyje dla tego. To ona zaczęła koordynować tygodnie temu. Kiedy ją podrzuciłem i wyładowałem ciężarówkę pełną rzeczy na jej podjazd, wciąż się uśmiechała - dwie godziny później wysłała mi wiadomość z podziękowaniami za całą moją pomoc. Oto kim ona jest - jej rzeczywistością. (Wspomnę też, że ona pracuje na pełny etat).

Mam już pięć minut po dwudziestu minutach - ale jeszcze jedno.

Ekonomia tego wszystkiego niepokoi mnie. Jestem oszczędny i minimalistyczny. Cały czas i pieniądze, które spędziłem na półgodzinnej kolacji, patrzą na mnie. Niepokoiły mnie przepełnione kosze na śmieci.

To moja rzeczywistość i czuję, że jest trochę niezsynchronizowana z otaczającym mnie światem.

Roy - Miłego dnia - ciesz się swoją gównianą pracą.

Wszyscy inni - szczęśliwy czwartek.

Obawiam się, że ta historia naprawdę może być do kitu. ha ha