Lubię wino

Myśli o alkoholu, kreatywności, stracie i radzeniu sobie

Zdjęcie Serge Esteve na Unsplash

Nie można rozmawiać o piciu, prawda?

Oczywiście nie dosłownie; wręcz przeciwnie. Mówiono o tym wszędzie, przez cały czas. Jest to, że to nie impreza, chyba że wszyscy pijemy narrację, zgrabnie odpartą przez to, że byłem niewolnikiem alkoholu i prawie zrujnowało mi to życie, ale przebrnąłem przez to i oto jaka jest narracja. W samolocie są szczęśliwe godziny i pary wina oraz małe urocze butelki alkoholu, uroczyste pop-szampany, korki i braterstwa oraz fantazyjne koktajle na zamówienie, pięknie sfotografowane.

Ale to trochę niemożliwe, aby mówić o własnym piciu, o tym, jak się lubi pić, nie mówiąc… o wiele więcej.

Jeśli wiesz co mam na myśli.

Właśnie przeczytałem artykuł o piciu autora Jacka London'a, o tym, jak mężnie zaprzeczał, że ma problem z piciem. Po prostu lubił pić! To nie był problem, on miał nad tym całkowitą kontrolę.

Nie wiem o tobie, ale nie potrafię nawet czytać takich zaprzeczeń, gdy moje oczy nie toczą się tak mocno w mojej głowie… a jednak lubię pić.

Lubię wino.

Tyle truizmów, klisz. „Jeśli musisz zapytać, czy masz problem z piciem, prawdopodobnie masz.” Okej, więc nie będę tego badał, po prostu wypiję. "Odmowa!"

W wieku dwudziestu kilku lat podróżowałem przez Włochy z przyjacielem przyjaciela. Dobrze się dogadywaliśmy, choć przed podróżą się nie znaliśmy; oboje chcieliśmy pojechać do Włoch i nie chcieliśmy tego robić sami.

Lubiłem próbować lokalnego wina w każdym nowym regionie, który odwiedziliśmy. Mój towarzysz podróży? Nie tak bardzo. Około czwartego lub piątego nowego miasta, które zwiedziliśmy, powiedziała mi podczas kolacji: „Dlaczego musisz pić co wieczór?”

Czułam się dziwna, defensywna i obrażona, a może nawet trochę zawstydzona (choć nie dość, żeby przestać). Nie musiałem pić Chciałem się napić Byłem we Włoszech, bo głośno płakałem. Wina były szczególnie różne, gdy przemierzaliśmy kraj, i były prawie tak tanie, jak woda butelkowana. Były pyszne i niesamowicie uzupełniały lokalne jedzenie. No cóż, daj spokój. Kto jedzie do Włoch i nie pije?

Lubię wino.

Pisarze lubią wino - i każdy inny rodzaj alkoholu. Nie tylko Jack London. Tyle pisarzy.

Jak zapewne nie powiedziała Dorota Parker (ale szkoda, że ​​nie miała): „Lubię martini, najwyżej dwa; Po trzeciej jestem pod stołem, a po czwartej jestem pod moim gospodarzem ”.

Wydaje się, że istnieje wyraźny związek między kreatywnością a alkoholem. Ale który to kurczak, a który jajko? Czy kreatywni ludzie są z natury trochę… odważni? Skłonny do kul, wygód, rozrywek?

Lub bardziej chętnie przekraczać granice, szukać krawędzi - i przeszłości?

Czy to pisanie jest przerażające, a napój (lub trzy) rozluźnia zahamowania? Może. Wieczorem piszę pijąc wino.

Ale piszę także rano, pijąc kawę. Lub w środku dnia, bez niczego. W rzeczywistości nie zauważam dużej różnicy w pisaniu: wino kontra kawa kontra woda.

„Pij pijany, edytuj trzeźwy”, jak najwyraźniej nie powiedział Ernest Hemingway. (O co chodzi z tymi wszystkimi apokryficznymi stwierdzeniami? Może konwencjonalna mądrość jest pijana.) To prawda, że ​​osąd jest lepszy, gdy się nie podchodzi, więc sądzę, że ma to pewien sens.

Chociaż nadmierne edytowanie - zgadywanie siebie, martwienie się wszystkimi możliwymi reakcjami ze strony wszystkich możliwych odbiorców, marnowanie wszystkich ostrych kątów - może wyssać całe życie z kawałka pisma. Niektóre z moich najpotężniejszych elementów zostały zerwane w upale chwili (zarówno z alkoholem, jak i bez niego), a majsterkowanie przy nich tylko pogorszyłoby je. Wyjąłbym z nich całą iskrę „geniuszu” (jeśli mogę być taki zarozumiały). Inne utwory, w których czułem się wspaniale w momencie tworzenia, wyglądały… raczej mniej inspirowane, w chłodnym, trzeźwym świetle poranka.

Skąd znasz różnicę?

Ty nie. To jest problem.

Czasami musisz po prostu zaufać swojemu jelitowi.

Mój wujek zmarł z picia, nieco ponad miesiąc temu. Miał tylko sześćdziesiąt sześć lat. Mój brat, ojczym i ja poszliśmy do jego mieszkania po pogrzebie, aby sprawdzić, czy jest coś, czego chcieliśmy, zanim przybędą śmieciowcy.

To było okropne. Zrobiłem zdjęcia. Nie chcesz ich widzieć.

Przez całe życie mój wujek był popsutym, wesołym, upiornie inteligentnym, uroczym, kreatywnym, załamanym, kochającym, delikatnym i uszkodzonym. A jednak jakoś zawsze potrafił to utrzymać ... dopóki w końcu tego nie zrobił. Zobaczyć, gdzie spędził ostatnie kilka lat, było… cóż, chcę powiedzieć „otrzeźwienie”, tyle że w rzeczywistości wszyscy chcieli po prostu iść i się napić.

Piliśmy, aby uczcić jego życie. Piliśmy, aby złagodzić ból, widząc, jak żył i jak umarł. Piliśmy jako sakrament rodzinnej więzi tych, którzy pozostali.

Moja matka zmarła dziewięć miesięcy temu, choć nie z powodu picia. Lubiła też wino, ale zabrał ją rak.

Pijemy, aby pamiętać. Pijemy, żeby zapomnieć.

Lubię wino. Czasami przestaję pić na jakiś czas - z powodów dietetycznych, zdrowotnych, aby ciągle udowadniać, że potrafię to zrobić.

W tych czasach tęsknię. Ale mogę to zrobić. Zawsze się cieszę, gdy czasy te dobiegają z góry określonego końca, i znów mogę pić wino. Nie oszukuje. Piję wodę gazowaną w kieliszku wina, aby zaspokoić rytuał. To działa.

Gdybym musiał, mógłbym przestać pić.

„Mogę zatrzymać się w dowolnym momencie… po prostu nie chcę”.

To prawda. A jednak samo powiedzenie tego wydaje się… odkrywcze. Jak stary Jack London, upierając się coraz mocniej, że nie ma problemu z piciem. Jasne ziomek. Po prostu to mówisz.

Lubię wino.

Ale z pewnością nie można o tym rozmawiać… bez poczucia, że ​​mówię o wiele więcej.