Jak tak zwana „pizza” zmieniła moje życie

Lub dlaczego jedzenie nie powinno Cię zasmucać

Było nietypowe środowe popołudnie, kiedy wszedłem do licealnej stołówki i poczułem się jak w potpourri o zapachu „jedzenia”.

Byłem studentem pierwszego roku i wciąż byłem niewinny w stosunku do stołówek. Nie zauważyłem, by większość moich rówieśników aktywnie NIE jadła jedzenia w stołówce i zamiast tego wybrała automat z orzechami kukurydzianymi, domowy lunch lub post w ciągu dnia.

Z szeroko otwartymi oczami i ufając, że zarząd szkoły miał na myśli moje odżywianie, wędrowałem przez linię lunchu, oglądając szereg potworności kulinarnych, które mogłem kupić za 2 dolary. Pominąłem zarówno indyka, jak i wyjątkowo niechlujnego Joe, zanim zdecydowałem się na jeden element, który wydawał się najmniej prawdopodobny, powodując biegunkę w połowie 5. okresu - zwodniczą etykietę „pizza”.

Pani z lunchu z entuzjazmem kogoś, kto dawno temu zinternalizował upodobanie związane z siatką na włosy i odrzucił pomysł, że dzieci (szczególnie nastolatki) są przyszłością.

Niemal odruchowo wcisnąłem palec w środek błyszczącego obiektu unoszącego się na moim talerzu i wyobrażałem sobie, że powstały zgniot, jaki emituje, można było usłyszeć w stołówce, gdy wszyscy wydali zbiorowy knebel.

Podobno według menu tego dnia „pizza” była odmiany „ser i kiełbasa”. Przyjąłem, skoro nazywali to pizzą, że zawiera również pewną ilość chleba. Problem polegał na tym, że skorupy nie było nigdzie, bo wydawało się, że jest całkowicie przytłoczona sczerniałą, podobną do sera substancją, a jeśli byłeś na tyle głupi, by spróbować zjeść ją rękami, opadł i zwiędł w twoich palcach jak surowa pizze. Chociaż szczerze mówiąc, gdyby kafeteria reklamowała to jako „Raw Pizza Goo”, prawdopodobnie wybrałbym opcję postu - więc każdy, kto był odpowiedzialny za marketing menu lunchowego, prawie go przybił.

Słyszałem pogłoski, że program lunchu w szkole miał zaspokoić „minimalne potrzeby żywieniowe” oparte na niejasnych „badaniach żywieniowych”. Musiałem się jednak zastanawiać, jaki rodzaj złowrogiego pieprzenia mógłby kiedykolwiek spojrzeć na ten płyn na moim talerzu i kiedykolwiek , pod żadnym pozorem uważaj, że spełnia on nawet minimalne definicje żywności. Chodzi mi o to, że alternatywą było jedzenie kamieni lub zlizywanie soli z wnętrza kasków drużyny futbolowej, no cóż, może.

Wziąłem mój smutny talerz i usiadłem z przyjaciółmi Dani i Melissą, którzy zapakowali brązowe torby z nieokreślonymi kanapkami. Zazdroszczę im faktu, że nie bali się lunchów, a kiedy ugryzły się w kanapki, tłuste strumienie nie spływały z ich rękawów, pozostawiając nieestetyczne smugi wokół łokci.

Przepełniony obrzydzeniem oświadczyłem Dani i Melissie dość głośno: „Nie mogę tego zjeść. Mięso to morderstwo!"

Oboje odwrócili się i gapili: „Whuuu?”

Uczciwie mówiąc, studiowanie gonta z serem posypanym szczurami w takim stopniu, w jakim to zrobiłem tego dnia, prawdopodobnie wykorzystało jakiś głęboki mechanizm odwrotnego przeżycia, a impuls do zejścia z jedzenia całkowicie przejął kontrolę. To było trochę tak, jak na kolacji z owadami i gałkami ocznymi w Temple of Doom - nagle jedzenie nie wydawało się aż tak potrzebne… nigdy więcej.

Ale to coś więcej niż tylko oszałamiający wygląd jedzenia w stołówce skłoniło mnie do wegetarianizmu. Zacząłem postrzegać ten kawałek pizzy jako analogię do całego programu obiadów w szkole. Aby to rozwinąć: Kongres był zbiorem flotylli ze szczurów (kawałków kiełbasy) dryfujących w morzu korporacyjnych lobbystów (zbiorniki tłuszczu), wtulonych w mgliste i nieskuteczne ramiona USDA (aka The Undercooked Pizza Dough).

A może właśnie o tym pomyślałem, pisząc to i lubię nazywać kongres „szczurami”, więc pozostaje…

Tak naprawdę nie chciałem być wegetarianinem, a nawet głównie z powodu gulaszu wołowego lub szkolnej pizzy. Kochałem naszego psa rodzinnego i każde inne zwierzę, na które się natknąłem. Ja, jak prawie każda inna młoda dziewczyna, spodobała mi się znaczna część dzieci w wieku 4 lat, 11 (lub 35), pragnąc konia (najlepiej takiego ze skrzydłami) i faktu, że jedliśmy małe, rozmyte rzeczy z bijącymi sercami i dużymi brązowymi oczami a nawet o pierzastych rzeczach o nieco mniejszych oczach, po prostu nie miało sensu. Już w bardzo młodym wieku wiedziałem, że zjedzenie kogoś jest całkowicie niewłaściwe.

Ale te odchody kiełbasy po prostu uwydatniły ten punkt w taki sposób, że w końcu wszystko stało się jasne: ta kiełbasa zawierała w pewnym stopniu włókna mięśniowe świni - mięsień, którego my wszyscy używaliśmy, aby poruszać się przez cały dzień. Aby ta kiełbasa znalazła się na tysiącu szkolnych tacek na lunch tej świni, której istnienie, jak sądzę, szczerze myślę, że jest najlepszą pretekstem do dostarczenia zepsutych bryłek mięsa gównianym małym licealistom, zmarła i została rozczłonkowana - jej części zostały podzielone i przetworzone w środowisko, którego nikt z nas nie chciałby odwiedzić. I jakoś, pod koniec tego długiego, okrutnego procesu, kawałki jej i innych trafiły na mój talerz w środowe popołudnie w stołówce w szkole średniej.

Nie podobał mi się pomysł, że mój lunch był wynikiem cierpienia - niezależnie od gatunku. Myślałem o sobie jako o życzliwej i troskliwej osobie i nie mogłem pogodzić tej percepcji z moim wkładem w nędzę. Od tego momentu postanowiłem, że będę życzliwy przy wyborze posiłków.

A przynajmniej milszy.

Making of a Plant-Murderer

Od czasu do czasu zabawiałem się pomysłem na wegetarianizm, ponieważ byłem dzieckiem siedzącym przy rodzinnym stole i wpatrywałem się w miskę domowego gulaszu z wołowiny. Po tym, jak wszyscy inni skończyli obiad, usiadłem, obserwując rozmoczone brązowe kawałki czegoś, co rzekomo było zawieszone obok papkowatych ziemniaków i marchwi, zastanawiając się, dlaczego moi rodzice mnie nienawidzą. Część mnie chciała wprost ich oskarżyć: „Wiem, że próbujesz mnie zabić!” Zamiast tego po prostu zakneblowałam i jęczałam, dopóki nie mieli dość i wysłali mnie do mojego pokoju bez gulaszu wołowego.

Pracował Każdy. Czas.

Nie pamiętam dorastania ze specyficznym niechęcią do mięsa. W dzieciństwie na pewno zjadłem dziecięce sznurowane posiłki i gryzłem żebra na więcej niż jednym rodzinnym grillu. Ponieważ, jak wielu z nas, wychowałem się, aby jeść to, co przede mną postawiono, i rzadko to kwestionowałem - z wyjątkiem oczywiście gulaszu wołowego… i wszystkiego, co było wyraźnie zdrowe lub cokolwiek, co uznałem za niejadalne lub w inny sposób śmiertelne po połknięciu (pieczeń, twaróg) , rodzynki, brukselka *).

* Brokuły, kalafior, seler, papryka, bakłażan, cukinia, rzepa i całe podrodziny fasoli.

Często zastanawiam się, czy zrezygnowałbym wcześniej z mięsa, gdyby nie fakt, że do około 12 roku życia w większości nie mogłem się wyżywić z powodu skłonności do jedzenia frytek prawie wyłącznie (moimi osobistymi ulubieńcami są Fritos i Cool Ranch. Starałem się po prostu uniknąć wola). To uzależniło mnie od gotowania mamy i taty, a tym samym od smutnych wyobrażeń o zdrowym jedzeniu w latach 80-tych - w zasadzie wszystkiego - burgera z indyka.

Faza pierwsza Wegetariańska: wystarczy dodać ser

Pod koniec pierwszego roku studiów zarówno Burger King, jak i Taco Bell przeprowadzili się do kampusu, wyprzedzając mniej atrakcyjne, choć równie wątpliwe oferty stołówek. A kiedy wokół budynku wiją się linie do burgerów i tacos, z dumą zamówiłbym moje nachos bez wołowiny - „Proszę o dodatkowy sos serowy… och, do diabła, zróbmy całą stronę sosu serowego i trochę kwaśnej śmietany i frytek też. Jestem… dzielę się z przyjacielem ”.

Fakt, że nie brałem udziału w zatrzymaniu akcji serca za każdym razem, gdy musieliśmy biegać w WF, jest kurwa cudem. *

* Uwaga dla trenerów WF ​​na całym świecie: jeśli pozwalasz, żeby grupa noworodków o tłustej twarzy grała w HORSE codziennie przez sześć miesięcy, nie rób nagle gwizdka w środku czerwcowej fali upałów i krzycz: „URUCHOM BIELIZNĘ ! ”Ponieważ gwarantuję ci, że niektóre z tych dzieci ćwiczą ziemniaki i jeśli nie jesteś masochistą (większość nauczycieli wychowania fizycznego - bez obrazy), nie pytaj nastolatka, który jest świeżo zapakowany Nachos Supreme, aby pobiegł na wzgórze w dziewięćdziesiątkę -coś stopni. Coś, co wybrałem jako biegacza: warunkowanie układu sercowego nie powinno zaczynać się od wymiotów. Lub szczerze mówiąc, zakończ to.

Przez pewien czas byłem naiwnie zadowolony z moich „lepszych” wyborów żywieniowych. Podczas gdy to wczesne przejście do wegetarianizmu było krokiem w mniej okrutnym kierunku, minęło wiele lat, zanim moja rozmyta świadomość tego, jak wytwarzany jest ser (patrz: cielęcina) dogoniła moje sumienie. Ale w końcu się tam dostałem, mniej więcej w tym samym czasie, gdy do diety wegetariańskiej dodałem warzywa nieprzygotowane (patrz: jeszcze nie martwe).

Jeśli czytasz ten post i nie nienawidzisz warzyw, zastanów się nad jego sercem. Do diabła, nawet jeśli nienawidzisz warzyw, nadal możesz je polubić (choć możesz poważnie pomyśleć o dodaniu zielonych liści do diety).

Inne rzeczy, które zrobiłem i które nie mają nic wspólnego z warzywami:

Więcej rzeczy o warzywach: