Jak gotowanie daje mi niezależność w ramach mojego związku

Byłem z moim partnerem przez całe dorosłe życie. Gotowanie pozwala mi wyrazić siebie.

Zdjęcie Toa Heftiba na Unsplash

Pamiętam, jak pierwszy raz sam ugotowałem posiłek.

Byłem na trzecim roku studiów, miałem dwadzieścia lat, w mieszkaniu dzielonym z kilkoma innymi osobami. Upewniłem się, że ich wszystkich nie ma, podczas gdy ja potajemnie skypałem swojego chłopaka, który uczy mnie, jak uczynić tego studenta niezbędnym: Spaghetti Bolognese.

„Więc masz brązowe mięso, a makaron gotuje się - czy masz już przygotowane pokrojone pomidory?” Zapytał, próbując zajrzeć do kuchni przez mojego iPada, podparty na kuchence mikrofalowej. Nerwowo machnąłem ręką w kamerę, skupiając się na krojeniu cebuli.

Krok po kroku prowadził mnie przez mój pierwszy posiłek. Smażę, smażę, siekam i mieszam. W końcu usiadłem na końcu, spocony w dłoniach i wciąż bijąc sercem, do mojego triumfalnego posiłku.

„A wspaniałe jest to,” powiedział mój partner, opierając się teraz o kilka puszek fasoli po drugiej stronie stołu, jedząc swój własny posiłek dwieście mil dalej, „to, że masz resztki na jutro na lunch, a może nawet na kolację, też."

Mój partner zawsze gotował.

Zebraliśmy mój pierwszy rok studiów. Był na trzecim roku. Był świetnym i entuzjastycznym kucharzem, więc zawsze zapraszał mnie na kolacje, które sam przygotowywał, lub oferował gotowanie w moim mieszkaniu.

(Oczywiście, zawsze sprzątałbym później.)

Ale zrobił ogromną większość gotowania. Na pierwszym i drugim roku studiów rzadko zdarzało mi się, że nie jadłem przez niego posiłku. W dziwne noce, kiedy był zajęty, jadłem w stołówce na studiach, jadłem na mieście lub podgrzewałem pizzę. W roku, w którym przeprowadził się, aby rozpocząć doktorat, kiedy skończyłem studia, faktycznie schudłem, ponieważ często miałem po prostu puszkę tuńczyka lub jajka na twardo na obiad.

Zdjęcie Miti na Unsplash

Przez całe moje dorosłe życie do tej pory byłem z kimś nieco starszym, trochę mądrzejszym i dużo lepszym w gotowaniu. Nagły brak wszystkiego, co miało swoje żniwo.

Kiedy w końcu zapytałem go, czy nauczy mnie gotować, był szczęśliwy. Mogłem otworzyć książkę kucharską, mogłem spojrzeć na jeden z wielu przepisów online, ale był to dobry sposób, aby pozostać z nim w kontakcie, unikając przerażającego świata samodzielnego gotowania. Trudno mi to teraz zapamiętać, ale był czas, gdy obawiałem się perspektywy ugotowania kuli od zera.

Dzięki niemu nauczyłem się robić spag bol, fajitas, pasta carbonara, palak aloo i burgery z fasoli. Byłem smutny, walcząc na duże odległości, ale gotowanie było moją liną ratunkową. Kiedy stałem się odważniejszy w kuchni i zacząłem w mniejszym stopniu polegać na jego opiece nad uczniami i eksperymentować z gotowaniem, dowiedziałem się, że to naprawdę cudowne - zaskakujące - móc się wyżywić.

W końcu wprowadziliśmy się razem rok później i cieszyłem się, że mogłem przyczynić się do gotowania. Z przyjemnością szukałem nowych przepisów, próbowałem nowych składników i zaskakiwałem go ciekawymi miksturami opartymi na tym, co pozostało w lodówce.

Gotowanie oznaczało, że nie musiałem polegać na nim, żeby się wyżywić - i chociaż miło było mieć ten początkowy powód, by pozostać w kontakcie, o wiele fajniej było mieć to jako wspólne zainteresowanie i hobby. Chociaż strasznie za nim tęskniłem, kiedy staraliśmy się, aby nasz związek trwał na dłuższą metę, gotowanie dla siebie oznaczało, że miałem się dobrze. Dało mi to moją niezależność.

Jest coś niesamowicie satysfakcjonującego w wyborze posiłku, doborze składników, przygotowaniu ich wszystkich i obserwowaniu, jak z poszczególnych składników pochodzi cały posiłek większy niż suma jego części. Tylko dla siebie.

Gotowanie we dwoje dało mi powód. Gotujesz dla jednego? To dało mi wymówkę.

Nauczyłem się, że dziwna rzecz zdarza się, gdy spędzasz większość czasu z jedną osobą: zaczynasz polegać na nich. Wszystkie wzorce twojego życia, codzienne rutyny, wszystkie obracają się w sposób zarówno mały, jak i duży wokół tej drugiej osoby.

Zdjęcie Toa Heftiba na Unsplash

Mój partner i ja mieszkaliśmy razem wystarczająco długo, abyśmy wpadli w te współzależne nawyki. Przyzwyczailiśmy się do oparcia się na sobie. Zakazaliśmy ekranów ze stołu i skupiliśmy się tylko na sobie.

Kiedy byliśmy razem, czuliśmy się dobrze, szczęśliwi, spełnieni, goniliśmy za innymi pasjami. Oczywiście mieliśmy oddzielne zainteresowania, ale ogromna większość naszego życia była wspólna. Obudziliśmy się razem, poszliśmy do pracy, ugotowaliśmy i zjedliśmy razem obiad.

Jednak kiedy odszedł na jakiś czas, walczyłem. Nawet kiedy był właśnie na noc, znacznie mniej prawdopodobne było utrzymanie domu w czystości. Często spóźniałem się z przeglądaniem Twittera, brakuje mi wskazówki, żeby iść spać. Nie dbałem tak dużo o ćwiczenia.

I wróciłem do złego nawyku kolacji.

Nie miałem motywacji, żeby coś ugotować, a po prostu łatwiej było być leniwym i zjeść pizzę. Ugotowałbym go, zjadłbym go beztrosko podczas oglądania Netflix i poczułem się jak śmieć za to, że nie robiłem wysiłku z posiłkiem. Będę albo popijać śmieciowe jedzenie, albo całkowicie zapomnieć o jedzeniu. Sam nie dbałem o siebie.

Oto kicker: nie mam powodu, żeby tak być. Mam dużo wolnego czasu, sklep spożywczy oddalony o pięć minut spacerem, a także wiedzę i środki finansowe, aby samodzielnie ugotować to, co do cholery, proszę. Nie ma wymówek - kiedy mojego partnera nie ma, po prostu nie czuję, że warto.

Zdjęcie Thomasa Tuckera na Unsplash

Kiedy gotowałem dla dwóch osób, dałem mi powód: powód do eksperymentowania, powód do odkrywania różnych smaków i stylów, powód, aby naprawdę dostać się do kuchni. Kiedy byłam tylko ja? Dało mi to pretekst, by porzucić wszystkie moje nowe, dobre nawyki kulinarne i zająć się najłatwiejszą rzeczą do zrobienia.

To brzmi absurdalnie, że zapisałem to tak bardzo, że byłem tak zależny od obecności mojego partnera, że ​​bez niego nie mogłem zadać sobie trudu, aby właściwie dbać o swoje zdrowie. Ale to była prawda. Gorzej spałem, ćwiczyłem gorzej i jadłem gorzej.

Zawarłem ze sobą pakt.

Sprawy doszły do ​​głosu, gdy mój partner był poza miastem przez tydzień. Posępnie zabrałem się do sklepu i kupiłem pięć mrożonych pizz. Pierwszy zjadłem sam, przy kuchennym stole, obserwując Buffy, gdy patrzyłem, jak moje koty przeżuwają ze smakiem obiad, który dla nich przygotowałem.

Przyszło mi do głowy, że włożyłem więcej wysiłku w ich obiad niż mój.

Zdjęcie Andrew Neel na Unsplash

Zawsze byłem wielkim zwolennikiem niezależności w relacjach: mam FOF (f * ck-off fund) na wypadek, gdyby coś poszło na południe i muszę być zabezpieczony finansowo przez kilka miesięcy. Mocno wierzę w znaczenie indywidualnych zainteresowań i zainteresowań. Zachęcam nas oboje do rozwijania różnorodnych kręgów przyjaźni.

Ale z jakiegoś powodu nie sądziłem, że warto gotować. Dla siebie i mojego partnera gotowałbym wyszukane zupy, ekscytujące przepisy na powolne gotowanie. Dla siebie? Byłem wart tylko jednej, ugotowanej z mrożonej pizzy. I to nie było w porządku.

Postanowiłem więc, że za każdym razem, gdy go nie będzie, nawet choćby na jeden wieczór, nigdy nie pochylę się nad mrożoną pizzą, posiłkiem mikrofalowym lub na wynos. Mam plan posiłków. Przygotowuję się Używam składników, które mamy w lodówce, lub kupuję nowe. I sam gotuję sobie posiłek.

Jestem wart wykwintnego posiłku.

Ukształtowało mnie prawie całe moje dorosłe życie w związku z jedną osobą. Musiało - takie trwałe relacje wpływają na nas wszystkich, niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie, w sposób, w jaki lubimy i w jaki sposób nie.

I odkryłem, że jestem bardziej zależny od mojego partnera niż chciałem być. Chciałbym nie dostać mopeya, kiedy go nie było. Chciałbym, żeby to nie miało wpływu na moje wzorce snu. Ale ja to robię.

To niekoniecznie jest zła rzecz. Jesteśmy razem szczęśliwi i prowadzimy niezależne życie, ale kiedy jesteśmy tak spleceni, że nie mogę pojąć myśli o gotowaniu tylko dla siebie, mogę rozpoznać, że czas coś zmienić.

Zdjęcie Carissa Gan na Unsplash

Dla mnie nauka gotowania była sposobem na docenienie siebie, mojego zdrowia. Był to pierwszy sposób na udowodnienie, że nie musiałem być gotowany, że jestem swoim dorosłym, a potem doceniłem siebie na tyle, by gotować zdrowe, sycące, solidne posiłki - tylko dla siebie.

I szczerze? Czasami wciąż się psuję. Czasami jestem tak przygnębiony i smutny i czuję się samotny, że nie mogę nie zamówić pizzy lub ugotować jedno jajko w spiżarni. Czasami koty nadal jedzą lepiej niż ja.

Ale wracam do zdrowia. Podczas gotowania, dbania o siebie, znajdowania niezależności w tym, co może być najdłuższym związkiem mojego życia. I będę się ciągle poprawiać.