Etykiety wykluczające, zaprzeczanie nauce, arbuzy bez kości i burrito 8 USD

Obecnie etykiety wychwalają brak czegoś, czego nigdy nie było. Takie programy marketingowe manipulują nawykami zakupowymi konsumentów i nie są do końca uczciwe.

Przeanalizujmy roszczenia arbuza bez kości. Jaka kochająca matka chciałaby ryzykować, że jej ukochany aniołeczek zadławi się jedną z tych nieznośnych kości melona? Jasne, nigdy ich nie zauważyliśmy w przeszłości, ale to nie znaczy, że ich tam nie ma, zwłaszcza że wszystkie te nieoznakowane arbuzy GMO zalewają rynek. Odłożenie dodatkowych pięciu dolców za butikową odmianę bez kości w Whole Foods nie jest żadnym problemem na więcej niż jeden, szczególnie biorąc pod uwagę przerażenie Heimlicha, gdy ich dziecko wyrzuca czaszkę z roślin.

I musicie przyznać, że nie słyszeliśmy o jednym przypadku kogoś, kto zadławi się kością arbuza, ponieważ te etykiety były na miejscu.

Punkt jest prosty. Etykiety wykluczające aktywnie starają się wprowadzać w błąd konsumentów, wzmacniając hipotetyczną obecność nieistniejącego zagrożenia. Strategia polega na sugerowaniu, że Ponury Żniwiarz Arbuzów wpatruje się przez ramię juniora przy każdym kęsie tego standardowego detalicznego melona. Ale jak wszyscy wiedzą, nie ma arbuza z nawet odrobiną pobieżnego szkieletu i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Powiedziałem prawdopodobnie Monsanto.

Mając to na uwadze, czy etykieta „Bez kości” na arbuzie jest uczciwa? Z pewnością arbuz nie ma kości, więc stwierdzenie jest oparte na faktach. Ale czy to jest to, co klient naprawdę chce wiedzieć? Chcą zrozumieć ryzyko spożycia produktu w porównaniu z innymi melonami.

W rzeczywistości (gdzie mieszkam) nie ma ryzyka kości arbuza. Jednak ten sprzedawca melonów używa etykiety do stworzenia nieistniejącej dychotomii - bez kości (bezpieczna) i potencjalnie kostna (ryzyko). Ta strategia działa szczególnie dobrze, ponieważ zamożni konsumenci automatycznie unikają rozumu i nauki i biegną ostrożnie. Zobacz myślenie Kahneman System I i System II.

Czy naklejka „Bez kości” przekazuje tak upragnione „prawo wiedzieć”, co jest w jedzeniu? Jeśli nigdy nie ma kości w arbuzach, to dlaczego potrzebujemy wskazówek z etykiety, aby potwierdzić, że ich nie ma?

Wykluczające etykiety żywności wiążą się z ryzykiem, jeśli nie istnieje. Produkty zawierające składniki z roślin modyfikowanych genetycznie (GMO) są chemicznie nie do odróżnienia od konwencjonalnych lub organicznych składników. Po drugie, są najbardziej zwodnicze, gdy (jak kości w arbuzie) są używane do uświęcenia magicznej pobożności produktów, które nigdy nie zostały genetycznie zmodyfikowane.

Marketing wykluczający oparty na lęku nie jest naukowy, a gdy firma pokazuje, że jest gotowa odrzucić wytyczne naukowe, dobrze jest robić notatki. Wiele z nich. I zaopatrz się w Pepto Bismol.

Taki jest smutny obraz Chipotle, ośmiodolarowej tortilli z ryżem i fasolą, która z dumą wychwalała, że ​​w swoich produktach nie będą używać składników pochodzących od genetycznie zmodyfikowanych organizmów. Z wyjątkiem syropu kukurydzianego o wysokiej zawartości fruktozy w napojach gazowanych i innych kluczowych produktach o wysokiej marży. Oraz ser. Prawie cały ser produkowany jest z enzymów zsiadłych z mikroorganizmów genetycznie modyfikowanych zamiast oczyszczania go z żołądków cielęcych. Te napoje gazowane i sery są w porządku, ponieważ spełniają korporacyjne wyniki, a karbonatyzacja prawdopodobnie odtruwa ryzykowne gówno.

Najważniejsze jest to, że kiedy unikacie nauki i rozumu, nie zdziwcie się, gdy burrito da wam płonące schmootzies. Jak mówi dr Alison Van Eenennaam: „Istnieje ryzyko, które przeraża ludzi i ryzyko, które zabijają ludzi”. I są bardzo realne zagrożenia żywnościowe, które zamieniają twój niższy IG w rzymską świecę.

Twierdzenie, że jest „wolny od GMO”, spełnia również podstawowe założenia firmy, sugerując, że chipsy kukurydziane i olej sojowy (który może pochodzić z genetycznie modyfikowanej rośliny) są w jakiś sposób niespełniające norm i mogą być niebezpieczne, jeśli są stosowane zgodnie z zaleceniami.

Twierdzenia te są sprzeczne z nauką, co wskazuje, że Chipotle chętnie zamienia rzeczywistość naukową na sprzedaż burrito. Kiedy firma mówi ci, że odrzuca naukę w zamian za zyski, uważanie jej nie jest złym pomysłem.

To jest jak pójście do czyjegoś domu na obiad, a oni z dumą wykrzykują: „Odrzucamy mydło, ponieważ uważamy, że jest to zła manifestacja korporacyjnych macek Procter and Gamble”.

Więc uprawiamy hazard, a proktolodzy dostrzegają konsekwencje. Bezpieczeństwo żywności to dyscyplina głęboko naukowa, a kiedy firma gastronomiczna odrzuca naukę, nie jest zaskoczeniem, gdy dwukropki konsumentów wyrzucają przemoc. Restauracja, która reklamuje odrzucenie nauki, nie jest miejscem, w którym chcę jeść. Ten precyzyjny scenariusz rozgrywał się doskonale w fali udręki brzucha, ponieważ wiele miejsc i dziesiątki patronów zostało podwojonych w komodzie rozumu, gwałtownie wydalając zalety składników niemodyfikowanych genetycznie.

To musiała być soda. A może kościsty arbuz.