Cha Siu, Siu Mai i mój związek z moją mamą: czego nauczył mnie Dim Sum

"Imbir. Chodzi o imbir ”- moja mama wykładała mnie, gdy ścigaliśmy się po azjatyckim supermarkecie. Ilekroć mam kryzys zdrowotny, moja mama ma tylko dwie odpowiedzi: wodę i imbir. Bół głowy? Pij więcej wody. Przyprawiający o mdłości? Zjedz trochę imbiru. Boli brzuch? Pij wodę imbirową. Za tydzień jechaliśmy do Hongkongu i wyraziłem swoje obawy, że zachoruję podczas lotu. Podczas ostatniej podróży razem czułem się tak chory, że nie mogłem wstać, nawet po wylądowaniu. Moja mama opuściła samolot beze mnie.

Podniosła plastikowy słoik pełen suszonych imbirowych żuć. Byli kwaśni; te, w których twoje usta marszczą się w odpowiedzi. Pokręciłem głową nie. Wziąłem różową torbę ze słodkimi kreskówkami. Nienawidziłem smaku imbiru, więc jeśli będę musiał coś zjeść, równie dobrze mogą być słodkie.

„To nie jest imbir. To czysty cukier - szydziła w odpowiedzi. W odpowiedzi przewróciłem oczami. W końcu poszliśmy na kompromis w postaci wystarczająco niewinnie wyglądającej torby z indywidualnie pakowanymi imbirowymi gryzakami. Wrzuciliśmy je do koszyka i ruszyliśmy dalej.

Moja babcia i ja

Kiedy moi dziadkowie jeszcze żyli, wszyscy czekaliśmy na wyjazd do Hongkongu. Uwielbiałem długą podróż samolotem, która dała mi pretekst, by oglądać niekończące się godziny programów telewizyjnych i filmów oraz jeść kubki z makaronem dostarczone przez samolot. Moja mama spotkała się z rodzicami, a mój tata mógł cieszyć się dobrym jedzeniem. Jeździliśmy do Hongkongu przynajmniej co dwa lata. Moja matka dorastała w miasteczku o nazwie Aberdeen, niegdyś słynnej wiosce rybackiej, teraz ozdobionej drapającymi niebo kompleksami apartamentów.

Moi dziadkowie mieszkali na 14 piętrze wysokiego budynku. To samo mieszkanie z trzema sypialniami, w których dorastała moja matka i jej trzej bracia, musiało teraz pomieścić moich dziadków, jednego z moich wujków i naszą czteroosobową rodzinę. A jednak zawsze wydawało się, że wszystko działa. Dzielenie się jedzeniem, wspomnieniami i historiami sprawiło, że dzielenie się naszą przestrzenią jest całkowicie naturalne. Każdego ranka schodziliśmy do pobliskiej restauracji. Pamiętam, jak spacerowałem z rodzicami po zatłoczonych ulicach i wąchałem silny zapach ryb i morza, zapach tak obcy dla rdzennego rdzennego Coloradana, jak ja. Od wczesnego rana do późnego popołudnia restauracja serwowała dim sum. Duże metalowe wózki przedzierały się przez zatłoczone stoły, a serwery wykrzykiwały różne posiadane naczynia. „Cha siu bao?” „Siu mai?” Znałem tylko nazwiska tych, których lubiłem, i namiętnie pokiwałem głową, gdy moi rodzice rozejrzeli się po stole, gdy kelnerzy zapytali, czy tego chcemy. Perfekcyjnie gotowane na parze bułki nadziewane wieprzowiną, lśniący lepki ryż z kurczakiem, chińska kiełbasa i czarne grzyby zawinięte w liście lotosu oraz skórki wontonopodobne nadziewane wieprzowiną i krewetkami były moimi obowiązkami. Gdybyśmy mieli szczęście, moja siostra i ja moglibyśmy zamówić napoje gazowane. Ogarnęły nas mocne zapachy czarnej herbaty i dymu papierosowego, a brzęczenie pałeczek na talerzach rozbrzmiewało w dużym pokoju. To tutaj siedzieliśmy godzinami, długo po tym, jak skończyliśmy jeść. Zawsze niecierpliwiłem się, ale to był jedyny raz, kiedy moi rodzice mogli dogonić wszystkich. Życie po przeciwnych stronach świata od własnych rodzin uczyniło ten czas tak cennym dla nich.

W niektóre dni, kiedy robiło się szczególnie gorąco, mój ojciec, siostra i ja schodziliśmy na rynek. Otoczony różnymi sklepami i straganami na placu znajdowała się ogromna fontanna pośrodku z otaczającymi ją stolikami na zewnątrz. Było to powszechne miejsce, w którym starsi gromadzili się po popołudniowej herbacie. Chodziliśmy po ulewach, a czerwone kafelki tworzące plac były śliskie od wody deszczowej, a wilgotne powietrze wisiało wokół nas. Nasz tata zabierał nas do różnych sklepów, a dzień kończyła wycieczka do McDonalda. Z jakiegoś powodu miękki serwis McDonalda był nie do opisania lepszy w Hongkongu niż w USA. Kremowa słodycz lodów waniliowych stopiła się na naszych językach, gdy siedzieliśmy na gorącym placu otoczonym przez starszych grających w Mahjong. Moje dzieciństwo było mieszanką waniliowych miękkich ciast i ciastek z czerwonej fasoli, Sprite i gorącej czarnej herbaty. Podróż do Hongkongu zawsze była czymś, na co czekała nasza rodzina, dopóki nie była.

Ostatnim razem, gdy byłem w Hongkongu, byłem w siódmej klasie. Na pogrzeb mojego dziadka; to wcale nie był szczęśliwy czas. To było latem; gorąco, wilgotno i nieszczęśliwie, podczas gdy moja mama była tak zestresowana pracą z papierkami i pogrzebem, że ledwie ją widziałem.

Hałas, który wypełnia małą przestrzeń, na przemian między dużymi rykami śmiechu i głośnym kantońskim, zniknął. Zamiast tego był to po prostu dźwięk telewizora w tle, a moja siostra i ja szeptaliśmy po angielsku, aby nie robić zbyt dużego hałasu, który mógłby zdenerwować naszą mamę.

Nadal jedliśmy dim sum, ale nie było tak samo bez moich dziadków. Bracia mojej matki zaciekle walczyli o wolę swoich rodziców, więc zamiast tabeli siedmiu lub ośmiu, tak jak kiedyś, było nas tylko czterech. O wiele trudniej jest zamówić dim sum z mniejszą liczbą osób. O wiele trudniej jest cieszyć się tymi samymi miejscami, gdy zmieniło się tak wiele rzeczy.

Chociaż zawsze czułem się blisko Hongkongu - miejsca, w którym dorastała moja matka - nigdy tak naprawdę nie czułem bliskości z moją mamą. Zwykłem męczyć nasz związek. Walczyliśmy często, kiedy dorastałem, ale teraz nauczyłem się przede wszystkim, żeby nie mówić.

Kiedy więc moja mama od razu zasugerowała, że ​​pojedziemy do Hongkongu na początku sierpnia, byłem naprawdę zachwycony. Nie byłem w Hong Kongu od pięciu lat i wszystkie miłe wspomnienia powróciły do ​​mnie. Pomyśl o wszystkich fajnych zabytkach! Co ważniejsze, pomyśl o całym dobrym jedzeniu! Po roku studiów w końcu zacząłem badać więcej opcji jedzenia. Jako niegdyś dumny, wybredny zjadacz college'u, nareszcie nauczyłem się cieszyć potrawami, które kiedyś mnie obrzydzały: bakłażan, surowe ryby, rzodkiewki, żeby wymienić tylko kilka. Nie mogłem się doczekać, aby spróbować nowych potraw w Hongkongu, jednocześnie rozkoszując się ulubionymi, które uwielbiałem.

Kupiliśmy więc bilet i czekaliśmy na wrzesień. Gdy zaczęliśmy przygotowywać listy pakowania i sprzątać lodówkę, przygotowałem listy rzeczy, które chciałem zrobić. Chciałem zobaczyć tę świątynię, ten targ i szlak turystyczny. Moja mama też miała swoją listę, ale były trochę bardziej administracyjne. Musiała sprawdzić w banku, spotkać się z przyjaciółmi ze szkoły średniej i skontaktować się z ciotkami. Próba zmieszczenia tego wszystkiego w naszej 10-dniowej podróży okazałaby się nie lada wyzwaniem. Konieczność bycia razem przez 10 dni okaże się zupełnie odrębna.

Naprawdę nie spędzałam z nią czasu odkąd byłam w szkole średniej i nie byłam pewna, czy w ogóle chce spędzić ze mną tyle czasu. Moi przyjaciele z ich matkami zawsze sprawiali, że byłem niepewny co do mojego związku z moim. Nigdy nie było żadnych „Kocham cię” ani świeżo upieczonych ciasteczek, a raczej wiele krytyki i nieporozumień między nami.

W nocy wylądowaliśmy 12 godzinnym lotem. Podobnie jak w przypadku większości rzeczy, moja mama miała rację, ponieważ imbir znacznie pomógł. Nie czułem się zbyt chory, tylko trochę trzęsąc się na nogach, z utratą apetytu. Zwykle jechaliśmy tym samym autobusem do Aberdeen, ale ponieważ obaj moi dziadkowie zmarli, wujek postanowił wynająć to mieszkanie i przenieść się do tańszego. Ten nowy znajdował się w obszarze zwanym Nowym Terytorium, na północ od centralnej wyspy i około 20 minut pociągiem z Chin kontynentalnych. Nigdy nie byliśmy i nie wiedzieliśmy, jak się tam dostać, więc okrążyliśmy tłumy ludzi, próbując spojrzeć na harmonogramy i mapy. Zgiełk na lotnisku w Hongkongu nie zmniejsza się w nocy i już zacząłem odczuwać wyczerpanie, patrząc na samą liczbę ludzi. Znaleźliśmy nasz autobus i wsiedliśmy do niego, wdzięczny za schronienie w klimatyzowanym powietrzu. Zaczęłam zasnąć i obudziłam się z delikatnym szturchaniem mojej matki. „Jesteśmy prawie tutaj” i zauważyłem, że nałożyła na mnie swoją kurtkę. Oddałem ją jej, wyciągnęliśmy bagaż z autobusu i wędrowaliśmy po osiedlu. W końcu znaleźliśmy nasz cel i twarz wuja powitała nas przy drzwiach. Rozpakowaliśmy się, umyliśmy zęby i osiedliliśmy się we wspólnym pokoju. Natychmiast spotkałem się ze snem.

Wybraliśmy kierunek, w którym wszyscy zdawali się iść, i poszli za nimi. Hongkong to miasto, w którym ludzie dokładnie wiedzą, dokąd zmierzają. To także miasto, które uwielbia jeść. Jeśli podążasz za tłumem, to prawdopodobnie bezpieczny zakład, że doprowadzi do jedzenia. W końcu chodnik, po którym szliśmy, prowadził do centrum handlowego. I w końcu natrafiliśmy na szybką knajpkę. Podobnie jak w restauracji typu fast food, zamawiasz w kasie, a następnie znajdujesz miejsce. Moja matka i ja zeskanowaliśmy menu - a raczej powinienem powiedzieć, spojrzałem na zdjęcia, ona zeskanowała menu i podjęliśmy decyzje.

„Idź, znajdź nam miejsca, zamówię”, moja mama zaprowadziła mnie i zostawiłem skanowanie tętniącego życiem pokoju bez otwartych stolików. Spojrzałam bezradnie na mamę, która czekała w kolejce. Po prostu rozszerzyła oczy i pochyliła głowę do przodu, co oznaczało, że jestem bardziej agresywny. Znalazłem czteroosobowy stół z tylko jednym mężczyzną jedzącym śniadanie. Spojrzałam na jego tacę z apetytem, ​​wypełniona ogromną miską juk lub congee, pikantną owsianką ryżową, która jest popularnym jedzeniem śniadaniowym w Hongkongu. Wskazałem puste siedzenia i uniosłem brew. Po prostu powoli popijał owsiankę, więc wziąłem ją za tak i usiadłem, przytulając plecak do siebie. Byłem poza moim żywiołem; przytłoczony i głodny. Wreszcie moja mama wróciła z dwoma tacami z naszym jedzeniem. Podczas gdy obsługa i konfiguracja była podobna do restauracji typu fast food w USA, jedzenie było zupełnie inne. Zamówiłem lo mai gai, kleisty lepki ryż z kurczakiem i grzybami, połączony z pyszną miksturą różnych sosów sojowych, ściśle owinięty liśćmi lotosu i parzony do perfekcji. Moja mama zamówiła dwa jajka sadzone, dwie kromki szynki i miskę soku. Praktycznie wdychaliśmy nasze jedzenie i już zacząłem czuć się bardziej rozbudzony i czujny, jak ja. To było idealne śniadanie w Hongkongu: szybkie, wydajne i pyszne.

Nasze dni były pełne zajęć. Od odwiedzania świątyń po rynki handlowe, spacerowaliśmy i pociliśmy się po całym Hongkongu. W czasach potrzeby klimatyzacji, jedzenia i miejsca do siedzenia odpowiedź zawsze leży w centrum handlowym. Centra handlowe w Azji nie są jak centra handlowe w podmiejskiej Ameryce. Brak zniszczonych JCPenneys i rozległych parkingów. Zamiast tego centra handlowe w Hongkongu mieszczą się w wieżowcach z chłodnymi kafelkowymi podłogami i błyszczącymi skrzynkami z towarami. Powiewy zimnego powietrza i odurzające zapachy piekarni witają cię, gdy otacza Cię masa ludzi.

Znaleźliśmy się w restauracji na 7. piętrze. Była godzina 16, niezupełnie lunch i niezupełnie obiad, więc byliśmy jednymi z jedynych klientów w restauracji. Nasz stół wychodził na parki uliczne, pełne tłumów ludzi i dymu ze straganów z jedzeniem. Czułem się, jakbyśmy byli w naszej oazie, siedząc w cichej restauracji tylko z kelnerami, jedząc późny lunch i nas.

Kelner podał nam sporą pustą miskę i karafkę pełną gorącej wody. Moja mama natychmiast nalała gorącej wody do miski i wzięła filiżankę. Z niepokojącym poczuciem wydajności podkreślonym z wielką starannością, szybko spłukała moją filiżankę. Po tym, jak skończyła, otworzyła wyczekująco dłoń i wręczyłem jej mój talerz, gdzie zacząłem patrzeć, jak wykorzystuje filiżankę do spłukiwania również mojego talerza. W końcu wzięła nasze pałeczki i zwinęła je między dłońmi w misce z gorącą wodą. Powtórzyła ten proces z własnym zestawem jadalnym.

Podczas gdy płukanie zastawy stołowej przed jedzeniem jest na ogół ze względów czystości i zdrowia, oznaczało tak wiele innych rzeczy. Uderzyło mnie, jak automatycznie moja mama zaczęła najpierw kupować towary; staranność, jaką wykonała, wykonując zadanie poprawnie; niewypowiedziane założenie, że zrobi to przede wszystkim dla mnie, zamiast zostawiać mnie dla siebie. Po tylu latach prób zapewnienia sobie niezależności miło było mieć kogoś, kto się mną zaopiekuje. Właściwie przez całą podróż, którą się mną opiekowała. Zaprowadziła mnie do miejsc, o których wiedziała, że ​​mi się podobają. Pytanie o drogę zawsze padało na nią. Wycieczki po jej okolicy, gdy spacerowaliśmy po ulicach, wymagały jej pamięci. Ilekroć coś kupiłem, trzymała dla mnie moje torby na zakupy. To znaczy, nie mógłbym nawet zamówić jedzenia bez niej! I to nie było irytujące. Przeciwnie, ulżyło mi uparcie i pozwoliłem komuś innemu na podjęcie decyzji, by ostatecznie po prostu zostać córką. I żeby była matką. Spojrzałem na nią, kiedy zaczęła dla nas zamawiać. Po kilku dniach spędzonych razem nie musiała nawet pytać, o co mi chodzi, już wiedziała.

Podeszliśmy do drzwi ciasnego mieszkania - wypełnionego po brzegi różnymi zabawkami dla dzieci oraz pudełkami starych papierów i książek. Moja ciotka siedziała nieruchomo przy telewizorze, karmiąc łyżeczką małe dziecko, które również wpatrywało się w ekran telewizora. „Cześć!” Zawołała moja mama, gdy ciocia natychmiast nas wprowadziła. Zaproponowała swoje krzesło mojej mamie, która odmówiła jej obficie. Patrzyłem, jak moja mama przykucnęła i usiadła na taborecie. Usiadłem na ziemi. Zaczęli szybko rozmawiać po kantońsku, aby nadrobić zaległości. Ciotka ścigała się po swojej przestrzeni, gdy zaczęła rozdawać mamie suszone towary. Ostra herbata, suszone czarne grzyby, imbirowe cukierki i chipsy krewetkowe marki. Zaoferowała nam dwa kolorowe pudełka czarnej herbaty cytrynowej, moje ulubione dziecko. Chętnie to zaakceptowałem i popiłem. Co dziwne, uznałem, że jest zbyt słodki, wręcz obrzydliwy. Nadal go piłem, głównie po to, by robić coś, podczas gdy kontynuowali rozmowę, której nawet nie próbowałem podążać. Siedzieliśmy w salonie, czekając na przybycie mojego wuja i kuzyna mamy. W końcu wszyscy to zrobili i zjednoczyliśmy się szczęśliwie.

Nie mogłem wiele powiedzieć, więc uśmiechnąłem się do nich, może nawet za dużo, ale miło było być otoczonym przez rodzinę. Moja matka promieniała, gdy dogoniła kuzyna. To było takie dziwne widzieć jej formę w innej roli rodzinnej niż „mama”. W tym momencie była kuzynką, siostrzenicą, przyjaciółką. Mieszkając w Stanach Zjednoczonych, z dala od mojej dalszej rodziny, nigdy nie miałem dużych Święt Dziękczynienia ani świąt Bożego Narodzenia z ciotkami i wujkami. Nie widziałem moich kuzynów, ponieważ byłem w trzeciej klasie, więc zawsze była to nasza czwórka. Moja mama w roli mamy, mój tata w roli taty, moja siostra jako Kristie i ja jako ja, dziecko rodziny. Nigdy tak naprawdę nie zauważyłem, jaka była moja mama, kiedy była w stanie usiąść i nie przyjąć roli matki. Jakże się swobodnie stała, jak… była po prostu szczęśliwa. Przebywanie w Hongkongu musiało być dla niej dziwną dychotomią. Z jednej strony miała córkę prawie całkowicie zależną od niej, by się po prostu poruszać, ale z drugiej strony mogła znów stać się bardziej osobą, niż „mamą”.

Poszliśmy na kolację do ekskluzywnej restauracji specjalizującej się w kuchni szanghajskiej. Nasza siedmioosobowa grupa siedziała wokół dużego okrągłego stołu z obracającą się Lazy Susan pośrodku. Dorośli zamówili piwo i mojego wuja, najstarszego i dlatego najbardziej szanowanego przy stole zamówionym dla nas wszystkich.

Niedługo później serwery prezentowały danie po danie. Smażone krewetki z czarnego pieprzu z głowami, kluski do zupy, zielone warzywa smażone z czosnkiem, olejem i sezamem, czarne grzyby i groszek śnieżny pokryte kremowym sosem oraz duża ryba gotowana na parze z sosem sojowym. Stale obracaliśmy gramofon, upewniając się, że każdy mógł wybrać coś, co mu się podobało. Z miskami ryżu gotowanego na parze wybieraliśmy każde danie, aż prawie nic nie zostało. I chociaż nie mówiłem po kantońsku i siedziałem cicho przez cały obiad, jedzenie w niewytłumaczalny sposób sprawiło, że było dobrze. Zauważyłem, jak ciocia konsekwentnie utrzymuje filiżankę pełną, podczas gdy wujek obraca obrotową tacę, by oferować mi ostatnie kawałki każdego dania. Obok mnie moja mama podekscytowana rozmawiała ze swoim kuzynem. Jedzenie było główną atrakcją i to była jedna rzecz, którą wszyscy wiedzieliśmy, jak to zrobić; ciesz się nim w pełni i obecnie razem, z lub bez wspólnego języka. Nasza miłość była dzielona poprzez niewypowiedziane działania.

Ostatniego dnia moja mama musiała pobiec do banku i spotkać się ze swoimi licealistami. Zdecydowałem się pozostać w mieszkaniu wuja, ale zanim wyszła, zapytałem, czy mogę przejrzeć stare zdjęcia. Wyjęła niezliczone pudełka i torby wypełnione albumami ze zdjęciami. A potem wyszła.

Mój dziadek i moja matka.

Zacząłem je przeszukiwać, sortując te, na które chciałem dłużej patrzeć, od tych z ludźmi, których nawet nie mogłem rozpoznać. Zatrzymałem się na zdjęciu mojego dziadka i mojej mamy, gdy była młoda. Stali na schodach ruchomych, fotograf ustawił się, żeby na nich spojrzeć, i mieli największe uśmiechy, jakie widziałem w życiu każdego z nich. Odłożyłem to na bok.

Kiedy moja mama wróciła, pokazałem jej niektóre z moich ulubionych. Wyraz słodko-gorzkiego uznania pojawił się na jej twarzy, gdy przeglądała je wszystkie. Wybrała jedną ze swoich matek, moją babcię. „Była taka piękna. Tęsknię za nią."

Moja babcia.

„Też za nią tęsknię” - powiedziałem, próbując ją pocieszyć.

„Chciałbym spędzić z nią więcej czasu, zanim zmarła. Wiesz, masz tylko jedną matkę.

Spojrzałem na nią, gdy spojrzała na fotografię. „Wiem” - odpowiedziałem.

Obejrzała go jeszcze przez chwilę, a potem odłożyła.

„Pozwól mi zrobić obiad. Mam twoje ulubione warzywa. Wstała i wyszła z pokoju.

W drodze powrotnej samolot przykuł moją uwagę. Był to film, który zachwycił mnie zarówno mój przyjaciel, jak i moja siostra. Pospiesznie go wybrałem, ale zatrzymałem się, gdy spojrzałem na matkę. Wciąż przeglądała wszystkie oferowane filmy. Dotknąłem jej. Zdjęła słuchawki i opowiedziałem jej o filmie.

„Dobra, obejrzyjmy to.”

Czekałem, jak wyciąga go na ekranie, a potem odliczaliśmy od trzech, aby razem kliknąć przycisk Start. Wyciągnąłem dłoń wyczekująco, a ona przeszukała plecak i podała mi imbirowe gryzaki. Wsunąłem jeden do ust i podałem jeden, gdy ona też wzięła. Oparłem głowę na jej ramieniu, oglądając ten sam film na różnych ekranach.