Deklaracja, że ​​ciasto kokosowe mojej babci jest „nawiedzone”, jest rodzajem stwierdzenia, które wymaga natychmiastowego rozwinięcia, zanim jakiekolwiek inne słowa będą dostępne na marginesie. Nasz zakątek Appalachii jest bogaty w przesądy, ale nawet wśród przyjaciół nie jest to coś, co można po prostu rzucić na rozmowę i oczekiwać, że zostanie pozostawione w spokoju tam, gdzie wyląduje. Cóż, to naprawdę jest prześladowany przepis, jeśli chcesz się sprecyzować. Nie, to tylko wytwórca dotkniętego ciasta, a nie samo ciasto, jeśli chcesz uspokoić tych, którzy nerwowo spoglądają na stół w formie bufetu. Zjedz to. W porządku. Nie krwawiłem, nie dosłownie.

Istnieje krótka wersja historii, którą możesz opowiedzieć i szybko ją ukończyć, jeśli opanujesz ją i zmusisz, która wygląda tak: Matka mojego ojca, moja Nana, robiła to ciasto na Boże Narodzenie tak długo, jak pamiętam i przez tak długo, jak pamięta przede mną tę wyśmienitą słodycz kokosa i ananasa oraz puszystą bezę, aw ostatnim roku życia próbowała nauczyć innych kobiet w rodzinie, jak sobie z tym poradzić po swoim czasie, ale żaden z nas mógłby to zrobić, a przez „żaden z nas nie mógł tego zrobić” mam na myśli, że „ten wcale nie trudny przepis jest absolutnie gwarantowany, aby przejść na boki pod kontrolą kogokolwiek innego”, czasem dosłownie na boki, w sposób, który przeciwstawia się wszystkim dostępne umiejętności i nauka.

Ten przepis był nawiedzony, odkąd opuścił jej ręce. Po południu, która miała być jej ostatnia Wigilia, Nana na wpół usiadła na kanapie w salonie moich rodziców, wydając wyraźne instrukcje dla swojej synowej przez otwarte drzwi kuchni, a pół godziny później jedna z warstwy dosłownie eksplodowały w całym wnętrzu piekarnika, co nie powinno być nawet chemicznie możliwe, ale wszyscy tam byliśmy, wszyscy widzieliśmy, wszyscy zaśmialiśmy się ze śmiechu, tylko lekko zabarwiono histerią, gdy drapaliśmy poczerniałe kawałki szufelka.

To był ostatni raz, gdy iteracja mojej rodziny była w tym samym czasie. Nie było mnie tam w lutym, kiedy zmarła Nana. Miałem stypendium na studia w Europie w tym semestrze i nie będzie jej tam, kiedy wrócę, i wiedziałem o tym i wiedziała, że ​​wiem. Kilka tygodni po wielkim wybuchu świątecznego ciasta uklęknąłem przy jej łóżku, wziąłem jej splecione ręce i pocałowałem w policzki. Kiedy się odsunąłem, zobaczyłem, gdzie spadły na nich moje własne łzy. Miesiąc po rozpoczęciu zajęć dostałem telefon.

Nasze drzewo genealogiczne jest stare, ale niezbyt bogate, gęste od górników i nauczycieli, ale po wejściu do samolotu Nana dała mojemu ojcu czek na kilka tysięcy dolarów i kazała mu trzymać się z daleka od świata tak długo, jak to możliwe. ostatnie pieniądze. Kiedy szkoła wypuściła szkołę, zrobiłem coś kolegialnego, kupiłem karnet i lekki plecak i napisałem swój pierwszy balet na siedzeniu przy oknie w pociągu jadącym przez Czarny Las i nie wróciłem do domu aż do połowy lata. Kiedy w końcu wróciłem do Tennessee, czekało na mnie kolejne dziedzictwo: Nana napisała przepis na ciasto kokosowe w swojej pięknej dłoni na oderwanym arkuszu spiralnego zeszytu. Wcisnąłem go w plastikowy rękaw i włożyłem do spoiwa przepisu mojej mamy na przechowanie.

To nie jest nawet trudny przepis, to szaleństwo. Każde dziecko potrafiące rozdzielać jajka może zrobić biały placek; są skrzywdzeni, ale nie nierozsądni. To lukier, o którym wiesz, że może być twoją śmiercią: wymagana jest trudna siedmiominutowa metoda polegająca na ubijaniu cukru i syropu kukurydzianego, białek jajek i śmietany z kamienia nazębnego w podwójnym bojlerze, aż stanie się puszysty, a następnie błyszczący i nabiera konsystencji rzeźbionego pianki. Tutaj może pójść dowolna liczba rzeczy. Możesz niedogotować białka, a mieszanka się zapadnie i ześlizgnie z boków ciasta. Możesz prześcignąć miksturę, a stanie się ziarnista, zanim jeszcze zejdzie z pieca. Możesz stracić kontrolę nad ręką trzymającą mikser lub ręką trzymającą patelnię z wrzącą wodą i zrzucanym stopionym cukrem na twarz i tapetę swojej matki. Sprzęt spawacza nie byłby tutaj nie na miejscu.

Kiedy mój ojciec był młody, świąteczny tort kokosowy był wystawną rzeczą - jedna puszka zmiażdżonego ananasa i trzy paczki mrożonego kokosa nadają smak ekstrawagancji stołowi kuchennemu w wiejskiej Appalachii. Dla mnie w tym wieku ciasto przybrało inną talizmaniczną obsadę, reprezentując rodzaj zimy, której nigdy nie widziałem. Prawie nigdy nie ma śniegu tam, gdzie dorastałem, ani żadnego, który by się przykleił. Ale była to, co moja babcia nazywała „pogodą na ciasto”, czystą, zimną i suchą. W pogodne ciasto rozłożyła wszystko na szklanym stojaku na werandzie, odkryte, aby zamrozić półstały noc, a ja wybiegłem, by stać tak długo, jak tylko mogłem znieść zimno i patrzeć na to księżyc, patrz, jak promienie odgrywają maleńkie mrożone płatki kokosowe, i udawaj, że był to szczyt wzgórza pokryty zaspami wystarczająco dużymi, by jeździć na sankach. Moje białe Boże Narodzenie.

Jest to pogoda, za którą tęsknię najbardziej w ciągu ostatnich lat próbowania odtworzenia tych nocy. Nie dostajemy już pogody na ciasto. Boże Narodzenie świtało 55 stopni i pada deszcz, pewnie jak śnieg na biegunie północnym. Coś jest nie tak z ziemią. Warstwy wychodzą z piekarnika płasko jak naleśniki. Ten przepis to taproot i nie mam ich tak wielu na początek. Lukier topi się z dnia na dzień i sączy się z podstawy ciasta. Nasza rodzina jest mała i maleje z każdym rokiem, a nasze tradycje wakacyjne kurczą się, gdy nasze szeregi maleją, i przeciw temu w jakiś sposób ustawiłem swoją odpowiedzialność za deser jako cios przeciwko temu pełzającemu odczuciu, że świat zamieszkały kurczy się i pozostawia tylko przypalone zbocza wzgórz i puste łóżka potoku, gdzie odsuwa się od krawędzi, a ciasto nie wyjdzie dobrze. Udało się to dokładnie raz, w ciągu ponad dekady prób, na tyle, żebym go ścigał, i na tyle, by wiedzieć, że jest to możliwe i prawdopodobnie poza moim zasięgiem.

W desperacji jednego roku rzuciłem się do szuflady z przepisami w kuchni mojej matki na odręczny oryginał, ponieważ może minęło tyle czasu, że zapomniałem o jakimś kluczowym kroku. Przeglądając stronę, po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, wykonując szybką matematykę, że została napisana pod wpływem medycyny paliatywnej. Aby zastosować się do przepisu dokładnie tak, jak napisała Nana, wymagałoby to odpowiednika trzech pudełek z ciastami i sprawiłoby, że ciasto byłoby dwa razy wyższe niż najwyższe, jakie kiedykolwiek zrobiła. Jestem zdany na siebie. Nie mogę sprawić, żeby cokolwiek było tak, jak i nikt inny nie jest problemem. Śledzenie nie jest trudne.

Wszystko to stanowi tło dla ostatniego grudnia 15 lat po śmierci Nany, kiedy grzechotałem po cichym domu z dzieciństwa, chorując na grypę, która już położyła oboje rodziców w łóżku, świeżo z pracy i uciekając przed rozpadającym się małżeństwem i myślę o planecie, która piecze się na śmierć za każdym razem, gdy zamykam oczy na sen. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułem się jak pogoda na ciasto na zewnątrz. Nie robimy nawet świątecznego obiadu; dalsza rodzina pozostaje czysta z obawy przed naszymi zarazkami. Ale jest Wigilia, a ja wyjmuję patelnie z ciastami tylko w pamięci mięśniowej, nie ważąc ich znaczenia, ale i tak wykonując ruchy, mierząc bez świadomej myśli i przesiewając, patrząc przez okno nad umywalką.

A gotowe ciasta nie wyjdą z patelni. Ten szczególny ślepy zaułek oparty na deserach jakoś mi się nigdy wcześniej nie przydarzył, ale jest to całkowicie zgodne z naszą tradycją kościstych elementarnych klęsk; Zaufałbym mojej pięcioletniej siostrzenicy, że sama posmaruje i posmaruje patelnie, gdyby tu była. Na zewnątrz jest ciemno, ale słyszę deszcz rozpryskujący się na oknach, kiedy drapię dwie warstwy na deskę do krojenia, całkowicie porzucam trzecią i biegnę na górę, by wziąć prysznic i przebrać się do kościoła.

Msza o północy to jedyna tradycja religijna, którą trzymałem się jako dorosły. Katedra w centrum Knoxville jest pokryta łupkiem, marznąca i dusiąca entuzjazmem w stosowaniu kadzideł, i ma zamierzony efekt. Wyskoczyłem z czerwonych drzwi do chodnika ramię w ramię z moją najlepszą przyjaciółką z college'u, gorącą od dymu i zwolnienia z uroczystości, oboje próbujemy wcisnąć ramiona w mój płaszcz wieczorowy, ponieważ zostawiła swoje w samochodzie, biegnąc bez tchu przez ulicę na parking, pięty omijają kałuże na chodniku.

Jest już dobrze po północy i robi się coraz zimniej, a gdzieś po drodze do domu zaczynam się zastanawiać, że nie dano mi tego ciasta. Zastanawiam się nad wszystkim, na co pozwalam, by to oznaczało, i zamiast odrzucić to jako absurd, po raz pierwszy zastanawiam się, czy nie ma to większego znaczenia. Gdybym mógł dostać przepis, bo Nana wiedziała, że ​​nigdy go nie wypuszczę. Gdyby zobaczyła we mnie coś, co powiedziałoby jej, że ból zawsze doprowadzałby mnie do przodu. Ale to skłania mnie do zastanowienia się, co by naprawdę zrobiła, naprawdę, gdyby tu była. Prawie dusiłem się ze śmiechu, ponieważ zaczęła od pytania, co dokładnie myślałam, że robię, a nawet myśli o próbie ubicia gotowanego szronu w tej wilgoci.

Wracając do domu, zarzucam fartuch na moją sukienkę kościelną i układam resztki pierwszych dwóch warstw ciasta na talerzu, aby stworzyć pozory koła, wyrzucam trzecią warstwę z patelni i zauważam, że jakoś upiekła się na przechylenie. Oczywiście że tak. Zaczynam wyciągać pudełka z kremowym serem, masłem i cukrem pudrem, a zanim wszystko, co zimno, ma czas zmięknąć, kuchnia jest czysta, a wszystkie światła w domu są zgaszone, z wyjątkiem elektrycznych świec w oknach, które pali moja mama noc, bez względu na ostrzeżenia przeciwpożarowe, przez cały Adwent. Kładę na nią koc, śpię na krześle w sąsiednim pokoju i zrzucam buty.

Przez całe życie nie cierpię lukru w ​​serze śmietankowym, ale o 2 nad ranem w Boże Narodzenie rano robi się dość jadalną pastę do spakowania, gęsto posmarowaną między warstwami, przyklejając skrawki gąbki i tworząc fosę, aby zapobiec wyciekaniu zmiażdżonego ananasa pęknięcia w cieście. Naciskam mrożony kokos płatkowany - musi być płatkowany, nie strzępiony, bo inaczej nie będzie wyglądał jak śnieg - po bokach, pocierając go między dłońmi obie dłonie, aby kaskadowo przesuwał się po szczycie. I już po tych ruchach nadgarstka; rytuał jest zakończony, a ja wycieram blaty i mocuję kopułkową pokrywkę nad talerzem z ciastem, aby uchronić się przed wilgocią i marnowaniem opumów, i staram się otworzyć drzwi ganku tylną jedną stopą, nie upuszczając całości rzecz, ponieważ to nie byłby odpowiedni koniec tego roku, a kiedy drzwi się otwierają, prawie i tak upuszczam je, a porywający podmuch wiatru rozwiewa mi włosy prosto do tyłu. Musiałem zamrozić na całą minutę, oprawiony w światło w kuchni, wpatrzony w ciemność z niedowierzaniem. Przysięgam, moja szczęka opadła.

Ciasto Pogoda.