Garść ziaren, wystarczy na posiłek

O nieustępliwej oszczędności mojej matki, która utrudnia jej życie, ale świat jest lepszym miejscem.

Geyikli, Çanakkale - 2010 Biała fasola po zbiorach

W listopadzie 2010 r. Złożyłem wizytę w rodzinnym mieście mojej matki w aleanakkale w Turcji. Wody, w które kąpała się Helena z Troi. O wybrzeże walczył Aleksander Wielki. Kraina starożytnych bogów, świadek niezliczonych mitów o miłości i wojnie.

Moje letnie dzieciństwo minęło w tej nadmorskiej wiosce na Morzu Egejskim. Naszą tradycją było odwiedzanie pól po kąpieli w turkusowych wodach. Z winorośli zbieramy słodkie zielone papryki i krwistoczerwone pomidory. Mój wujek roztrzaskał arbuza tu i teraz. Zakopałbym twarz w gigantyczny plasterek, zlizałem słodycz i sól z Morza Egejskiego z moich policzków.

Po migracji do Stanów Zjednoczonych w oneanakkale ominąłem zbyt wiele z tych lat. Dla innych doświadczeń. Wracając, wszystko, co było stare, wydawało się lepsze niż cokolwiek błyszczącego i nowego.

Oczywiście nigdy więcej arbuza w listopadzie. Ale podczas tej szczęśliwej podróży złapałem ogon zbiorów oliwek.

Czarne oliwki

Egejczycy mówią o drzewach oliwnych jak ludzie. Jak złoto. Radość i ból, które niosą rodzinom. Historie drzew zamarzających na śmierć. Żałoba po tym wszystkim. Dziesięciolecia, jakie upłynęły, zanim nadejdzie pierwszy owoc. Wiele pokoleń zaangażowanych. Cenne nasienie. Lek w każdej kropli oliwy z oliwek. Korzyści dla skóry. Maseczki do włosów i mydła.

Czysta magia.

Mama nas zabrała do pracy. Strząsnęliśmy owoce z gałęzi, napełniliśmy kosze mieszanymi oliwkami zielonymi i czarnymi, gotowymi do przyprawienia.

Moja matka patrzyła na pola, sprawdzając nasze drzewa owocowe i inne uprawy. Jej spojrzenie było jak radar. Zauważyła wszystko. Znikąd znalazła dzikie jagody. Zebrałem trujący bluszcz na herbatę leczniczą. Szybko oczyścił zły chwast przejmujący korzenie orzecha włoskiego. Ciągle coś robiła.

Moja matka i mój kuzyn na polach oliwnych.

W pewnym momencie wydała „Aaahh!”

Nasza mała paczka się odwróciła. Klęczała, zbierając z ziemi trochę białej fasoli. Rolnicy ukończyli zbiory, oszczędzili nasiona na następny sezon i zostawili resztki. Łatwo byłoby zignorować tę niewielką ilość resztek. Ale moja matka podnieciła je, jakby odkryła cenną nagrodę.

Powiedziała: „Bi yemek çıkar”.

„Wystarczy na posiłek.”

To wszystko przedstawia w perspektywie. Wystarczy na posiłek.

To nie tylko ten przypadek z fasolą. Całe jej życie polega na tym, by być sprytnym i jak najlepiej wykorzystać to, co ma. Unikanie marnotrawstwa nie jest trendem, za którym podąża. To jej domyślny stan bycia. W ten sam sposób wybiera produkty w supermarkecie. W ten sam sposób gotuje i czyści w domu. Przywraca do życia historyczne budynki. Jej architektura. W ten sam sposób.

I nie ma jej łatwo. Moja matka jest kobietą przyłapaną na fali ogromnej zmiany kulturowej w Turcji. Od odrabiania lekcji w dzieciństwie w świetle świec, po zostanie niezależną kobietą-architektem w gwałtownie rozwijającym się mieście Stambule.

Widzę teraz wyraźnie, że jej skromne korzenie zostały prześladowane przez jakiś niestrawny modernizm w Turcji. Jestem winny. Niestety, zrobiłem porządny udział w tym zastraszaniu.

„Mamo, dlaczego miałbyś się tym przejmować? Dlaczego nie skupiasz się na zarabianiu większych pieniędzy zamiast zbierania garści ziaren ”.

Jako nastolatka najprawdopodobniej jej to powiem.

W latach 90., kiedy dorastałem, konsumpcjonizm nie do końca jeszcze włamał się do kręgosłupa kultury tureckiej, ale działo się to przez długi czas. Staranne wydatki mojej matki były związane z biedą lub brakiem wykształcenia. Jej intuicja była lekceważona jako zwykłe chłopstwo.

Ten fragment z Harari's Sapiens (rozdział 17) bada, dlaczego zjawisko to nie jest przypadkowe ani wyjątkowe dla Turcji.

Większość ludzi w całej historii żyła w warunkach niedoboru. Oszczędność była więc ich hasłem przewodnim. Surowa etyka purytanów i spartanów to tylko dwa znane przykłady. Dobry człowiek unikał luksusów, nigdy nie wyrzucał jedzenia i załatał podarte spodnie zamiast kupować nową parę. Tylko królowie i arystokraci pozwolili sobie publicznie wyrzec się takich wartości i w widoczny sposób obnosić się ze swoimi bogactwami.
Konsumpcjonizm postrzega konsumpcję coraz większej liczby produktów i usług jako pozytywną rzecz. Zachęca ludzi do leczenia się, psucia siebie, a nawet zabijania się powoli przez nadmierną konsumpcję.
Oszczędność to choroba, którą należy wyleczyć.
Konsumpcjonizm bardzo ciężko pracował przy pomocy popularnej psychologii („Po prostu zrób to!”), Aby przekonać ludzi, że pobłażanie jest dla ciebie dobre, podczas gdy oszczędność jest uciskiem własnym.
Küçük Anafarta, Gallipoli Çanakkale - Mama z moją babcią

Ucisk? Łał.

Brzmi jak to, co świat opowiadał mojej mamie przez całe życie.

Przemieszczenie oceanu i dwóch kontynentów ode mnie zajęło mi zobaczenie rzeczy w innym świetle. Ze słonecznej Kalifornii, gdzie giganci technologiczni walczą o energię odnawialną, a Hollywood Boginie o sprawiedliwość i równość. W stolicy kina powstają nowe mity o miłości i wojnie. Wyczuwam mityczną historię krain moich matek odzwierciedlającą naszą teraźniejszość.

Nasza planeta zmusza nas do zapamiętania niektórych podstawowych, ponadczasowych i praktycznych wartości. Ruch na rzecz zrównoważonego życia i zdrowego społeczeństwa jest zdeterminowany, aby tym razem zrobić to dobrze.

Ludzie, możemy być bliżej niż kiedykolwiek do przebudzenia się do naszych przywilejów. Nasz tron ​​na szczycie łańcucha pokarmowego.

Zielone oliwki dobre jak złoto

Choroba, którą należy wyleczyć?

Widzenie obfitości w mgnieniu oka jest raczej królewskie.

Moja matka jest strażniczką starożytnej mądrości, rdzenną dla naszej planety. Płynie w harmonii z hojnością naszej Ziemi. Jeśli jelito zabierze ją na kolana, zrobi to. Nie waha się ubrudzić sobie rąk. Wie, ile czasu potrzeba, aby piękno rozkwitło. Zna wartość pojedynczego nasienia.

Tu nie chodzi o niedobór. Nie podnosi fasoli, ponieważ jesteśmy głodni. Nie dlatego, że nie stać nas na fasolę z supermarketu zapakowaną w plastik.

Tu nie chodzi o abstynencję ani sentymentalizm. Nie. Dostroiła się do czegoś prawdziwego.

Robi to, ponieważ jej prawdziwą naturą jest nie marnowanie prezentu. Jest otwarta na przypadkową szansę znalezienia garści ziaren tam, gdzie możesz ją wziąć. Jest dostrojona do radości życia.

Ta pamięć wraca mi dziś częściej,

Dołączam do Jej Wysokości.
Zbieramy garść ziaren,
Jeden po drugim.
Jak czyste białe klejnoty
Jak małe perły wysypane
na ciemnej, wilgotnej, żyznej glebie
czekając na odkrycie
przez ich prawego właściciela.
Jak znaleziony skarb.
„Wystarczy na posiłek.”
7 lat później. Wrzesień 2017. Wróciłem do Gallipoli. Moja mama trzymała się swojej drogi i podniosła torbę tych brzydkich jabłek z dna starego ekologicznego drzewa. Zrobiła z nim ocet jabłkowy. Wynik!

Dziękuję za przeczytanie. Wszystkie zdjęcia zostały zrobione przeze mnie.

Turecka wersja tego postu: